Informacje

Nepal - zdjęcie ilustarcyjne.  / autor: Pixabay
Nepal - zdjęcie ilustarcyjne. / autor: Pixabay

Nepalczycy i lawiny błotne w sezonie monsunowym - życie na krawędzi

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 29 sierpnia 2020, 09:00

  • Powiększ tekst

Lawiny błotne wywołane deszczami monsunowymi zabiły w Nepalu już ponad 300 osób. Po trzęsieniu ziemi w 2015 roku, które naruszyło strukturę zboczy, wielu Nepalczyków żyje w ciągłym strachu przed śmiercią.

Kiedy ziemia zaczęła się kołysać, Bahadur Tamang pomyślał, że nadchodzi kolejne trzęsienie. „Jak pięć lat temu podczas wielkiego trzęsienia ziemi. Ale coś było nie tak” - opisuje lawinę w rozmowie z PAP mieszkaniec wioski Lidi, położonej w dystrykcie Sindhupalchowk, na wschód od Katmandu.

Jakby ktoś wysadził w powietrze górę, na której leży wioska” - dodaje.

Chwilę później część zbocza, około 400 metrów powyżej wioski, zaczęła się obsuwać. O tamtej porze, o godz. 6.30, cześć mieszkańców pracowała już na zewnątrz, lecz 39 osób, które pozostały w domach, nie miało szans. Lawina błotna wywołana ulewnymi deszczami zmiotła 17 domów i zniszczyła 37.

„Tej wioski już nie ma” - mówi ze smutkiem Tamang. Niebieskie dachy zniknęły pod grubą warstwą brunatnej ziemi, a domy, które przetrwały, nie nadają się do zamieszkania. „Nie jest bezpiecznie. Ale wcześniej też nie było, o czym mówiliśmy władzom” - dodaje.

Na początku sierpnia część rodzin zdecydowała się przenieść w okolice lasu Baskharka, bo w całej okolicy schodziły małe lawiny, a monsunowe deszcze były bardziej obfite i trwały dłużej niż zazwyczaj.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy w całym Nepalu lawiny zrywały mosty i drogi. Pod masami obsuwającej się ziemi zginęło ponad 300 osób.

Mieszkańców Lidi, którzy chcieli się przenieść, nikt nie słuchał. Władze nakazały im wrócić do wioski, która według oceny specjalistów z Narodowego Urzędu Odbudowy (NRA), zajmującego się odbudową po trzęsieniu ziemi z 2015 roku, miała status żółty, a nie czerwony - alarmowy.

Lidi nie kwalifikowało się do przeniesienia w inne miejsce, tak jak inne wioski, gdzie trzęsienie naruszyło strukturę zboczy. Chandra Bahadur Shrestha z NRA powiedział tygodnikowi „Nepali Times”, że lokalne władze nie wybudowały muru ochronnego i nie wykonały odpowiedniego drenażu.

Jedni zwalają winę na drugich, a politycy kupują co chwilę drogie limuzyny - mówi podniesionym głosem Tamang. „Tak nas traktuje komunistyczna władza, a tymczasem my żyjemy w ciągłym strachu” - podkreśla wzburzony.

Nepal wciąż nawiedzają wstrząsy wtórne po trzęsieniu ziemi, w którym zginęło ponad 9 tys. osób. Według NRA z 4,8 tys. wiosek leżących na zagrożonych zboczach około 500 wymaga natychmiastowej relokacji.

Od pięciu lat ratujemy się ucieczką, odkąd trzęsienie ziemi naraziło osadę na ryzyko lawin” - powiedział dziennikowi „The Kathmandu Post” Sunlal Tamang z Lidi. „Teraz mamy żyć pod namiotami” - dodał.

Trudno jest opuścić cały dorobek życia i ziemię, z której żyjemy. I gdzie pójdziemy, za co wybudujemy nowe domy? - mówi PAP Maya Tamang z wioski Jure, gdzie sześć lat temu lawina zabiła 156 osób.

Kobieta po kilku latach życia w obozie przejściowym przeniosła się do krewnych w regionie Bahrabise, lecz w tym roku również to miejsce dotknęły lawiny. „To już drugi dom w moim życiu, który straciłam. Nigdzie nie jest bezpiecznie” - kończy ze smutkiem.

PAP (Z Katmandu Paweł Skawiński)

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych