Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Już dziś pokochaj ZUS

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 17 lutego 2014, 12:34

    Aktualizacja: 17 lutego 2014, 12:35

  • Powiększ tekst

Zakład Ubezpieczeń Społecznych potrzebuje się zareklamować. No, w końcu konkurencja nie śpi, a przecież usługi ZUSu zwykliśmy wybierać z powodu ich wysokiej jakości, a nie przymusu!

ZUS reklamuje się w telewizji, zachęcając do korzystania z ich nowoczesnego systemu, dzięki któremu wystarczy wejść na stronę ZUSu, zalogować się i już wiadomo, ile mamy odłożone na koncie (jakim koncie?) oraz czy nasze dzieci są ubezpieczone. I co, nie fajnie? Fajnie i to jak fajnie, a to wszystko dzięki „chłopakom z fundacji”, którzy zorganizowali przetarg.

Za uczciwość przetargu poręczył ostatnio premier. Mówił, że niby CBA tam coś węszy, ale przecież wiadomo, że jak zwykle przesadzają, co oczywiście jest winą PiSu, bo oni mają Agenta Tomka, który już tam kiedyś pracował, to wiadomo, że powiązania ma. A urzędnik z Urzędu Zamówień Publicznych, dwóch pracowników z ZUS i dwóch z firmy, która przetarg wygrała (bo nie było konkurencji) zasiadają niby w jednej fundacji, ale powiązań ze sobą nie mają! Nie oskarżam „chłopaków z fundacji” o korupcję, ale przecież skoro się dobrze znają, a przetarg był pisany pod Asseco (firmę, która zajęła się informatyzacją naszej dumy) to naiwnym byłoby wykluczyć zmowę. Ale premier uznał, że nie widzi nic podejrzanego, nic nie budzi jego niepokojów, nic nie spędza mu snu z powiek. No, każdy ma swoje standardy.

W ogóle najbardziej niezrozumiałym jest cel informatyzacji ZUSu. Nieefektywny, zadłużony po uszy, znany pod pseudonimem Zakład Utylizacji Składek. Poza tym, jeśli w owym systemie każdy może sobie sprawdzić „stan swojego konta” oznacza to, że każdy może sprawdzić, ile już pieniędzy wyrzucił w błoto. I tu można pokusić się o teorie spiskową – w ZUSie kończy się kasiora, więc chcą nas na zawał wykończyć, ujawniając ile pieniędzy bezpowrotnie opuściło nasz portfel.

A tak już całkiem na poważnie to system informatyczny za 600 mln złotych to ostatnia rzecz, jaka jest ZUSowi potrzebna. Bo jeśli mowa jest o systemie zewnętrznym, czyli dla „klientów” to doprawdy nie wiem, co tam sprawdzać. Która godzina, jaka pogoda? No bo przecież nie „znajdź najbliższą placówkę”, bo w przypadku naszej zadłużonej dumy narodowej wiadomo, że będzie to tuż po kościele najbardziej strojny budynek w mieście! Albo ile emerytury nie dostanę? Już nawet Waldemar Pawlak publicznie dzieli się swoimi wątpliwościami, co do wypłacalności ZUS. A przecież kto jak kto, ale politycy wiedzą o tym najlepiej, chociaż w przypadku Pawlaka mogła być to próba usprawiedliwienia nepotyzmu, wszak wspominał, że „dba o relacje” z rodziną, bo w ZUS nie wierzy. Ale! Jest też profesor Iglicka-Okólska (która również ostatnio stała się politykiem), która twierdzi, że ta instytucja upadnie w 2022 roku pod ciężarem własnego długu. Po co więc ten cały system, ta cała kampania reklamowa? Jeśli chodzi o informatyczny system wewnętrzny, dla pracowników to podobno rokrocznie ZUS wydaje 800 mln na utrzymanie software'u. Po co jeszcze taki przetarg?

A sama kampania reklamowa jest już zupełnie nie do przyjęcia. Bo niby po co ja mam myśleć sobie ciepło o ZUSie skoro jak by nie patrzył muszę nań płacić? Reklamowanie firm państwowych jest nie tylko obłudne, ale też powinno być kwalifikowane jako defraudacja pieniędzy. Przedsiębiorstwa państwowe niszczą konkurencję, ponieważ albo są monopolistami, albo mają przywileje. Jak na przykład nieograniczony dostęp do pieniędzy (Poczta Polska jako sztandarowy przykład) z naszych podatków. Po co więc jeszcze wydawać nasze pieniądze na reklamę, skoro albo nie mamy wyjścia, albo i tak państwowe molochy mają przewagę na rynku? A w przypadku ZUSu to już wyjątkowo perfidne, bowiem po pierwsze nie mamy wyjścia, a po drugie i tak wiemy, że zaraz padnie trupem na marmurową posadzkę.

Nasze podatnicze pieniądze powinny teraz raczej pójść na zlikwidowanie ZUSu i wdrożenie planu B, a nie na informatyzacje i reklamowanie gawiedzi bankruta, którego nie da się, a i nie ma sensu „pokochać”. Dlaczego nikt nie kwestionuje samego przetargu, a tylko sposób jego przeprowadzenia?

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych