Informacje
Gotowi? Koszyki w dłoń i do lasu marsz! (ilustracja poglądowa) / autor: AI / GS
Gotowi? Koszyki w dłoń i do lasu marsz! (ilustracja poglądowa) / autor: AI / GS

TYLKO U NAS

Niemcy szturmują polskie lasy. Skarbówka na posterunku

Grzegorz Szafraniec

Grzegorz Szafraniec

Dziennikarz gospodarczy i publicysta z ponad 20-letnim doświadczeniem. Redaktor naczelny kilku uznanych miesięczników, głównie z sektora handlu i FMCG. Twórca największego portalu internetowego w sektorze retail – wiadomoscihandlowe.pl. Wydawca programów gospodarczych w TVP S.A. oraz Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2023 r.

  • Opublikowano: 30 września 2026, 18:06

  • Powiększ tekst

Polskie lasy znów są pełne grzybów. Zaroiło się także od grzybiarzy. Wielu z nich, szczególnie w pobliżu zachodniej granicy, porozumiewa się po niemiecku. Co skłoniło sąsiadów zza Odry do przeczesywania polan i zagajników? Czyżby to, że nasze lasy pachną, a ich nie? A może polskie borowiki bardziej im „podchodzą”? Odpowiedź wydaje się prozaiczna – chodzi przede wszystkim o przepisy, które w Polsce są nad wyraz przyjazne, a w Niemczech w zasadzie zabijają instytucję grzybobrania.

„Nad Wisłą” nie obowiązuje dzienny limit grzybów zbieranych na własne potrzeby, podczas gdy w Niemczech zasady są nieporównanie bardziej restrykcyjne. Federalne prawo mówi o niewielkich ilościach na własne potrzeby, a szczegółowe ograniczenia mogą zależeć od konkretnego landu – zazwyczaj jest to 1-2 kg na osobę dziennie.

Wysokość kar różna w poszczególnych landach

Niemieckie prawo znacznie ostrzej niż polskie traktuje pozyskiwanie większych ilości dziko rosnących grzybów, zwłaszcza jeżeli zbiór ma charakter komercyjny. Wysokość kar może różnić się w poszczególnych krajach związkowych – np. w Nadrenii-Palatynacie nielegalne pozyskanie kilku kilogramów grzybów – ponad limit wyznaczony dla zaspokojenia własnych potrzeb – może skutkować karą do 2,5 tys. euro, a w poważnych przypadkach nawet do 10 tys. euro.

Nie można zrównywać pełnego koszyka z pełną swobodą

Polskie przepisy są co prawda łaskawe, ale nie zwalniają grzybiarzy z przestrzegania pozostałych zasad. Oprócz zakazu „wycinania” gatunków chronionych trzeba też uważać na miejsca, w których zbiór jest zabroniony. Pod żadnym pozorem nie wolno niszczyć grzybni ani ściółki. Znaczenie mają również zasady poruszania się po lesie. Samochodem można jechać drogą leśną tylko wtedy, gdy jest ona wyraźnie udostępniona do ruchu. Parkowanie jest dopuszczalne w miejscach do tego przeznaczonych. Nieprzestrzeganie tego zakazu grozi grzywną w wysokości do 5 tys. zł. Mogą ją nałożyć Policja i Straż Leśna Lasy Państwowe przypominają też, że właściciel prywatnego lasu może zakazać wstępu na swój teren, odpowiednio go oznaczając.

Straż Leśna nie waży koszy z grzybami

Polska Straż Leśna nie trudni się ważeniem koszy, a zbiory nie podlegają ewidencji. Nasi sąsiedzi bez przeszkód przewożą więc przez granicę pełne torby grzybów, korzystając z braku kontroli celnych w strefie Schengen. Sytuację skrupulatnie opisują niemieckie media (np. portal moz.de), które wprost piszą o Polsce jako o prawdziwym „raju dla grzybiarzy”. Ci ostatni dzielą się w mediach społecznościowych zdjęciami ze zbiorów oraz informacjami o miejscach, w których warto poszukać największych okazów.

Przygraniczny handel w rozkwicie

Wzmożone zainteresowanie „darami lasu” szczególnie wyraźnie widać na targowiskach i przydrożnych stoiskach ze świeżymi borowikami i podgrzybkami, gdzie ceny określane są zazwyczaj w euro. Pokazuje to jednoznacznie, jak prosta różnica w lokalnych regulacjach prawnych potrafi wykreować dynamiczny i opłacalny mikrobiznes na styku dwóch państw.

Drugie dno. Fiskalne

Zjawisko to ma jednak także drugie dno. Część zagranicznych zbieraczy traktuje wyjazdy do polskich lasów w sposób czysto komercyjny. Zbierają grzyby bez żadnych ograniczeń ilościowych, po czym sprzedają je jeszcze na terenie RP – najczęściej swoim rodakom, którym nie chce się włóczyć po lasach – po rynkowych stawkach w europejskiej walucie. Darmowe polskie grzyby stają się w ten sposób źródłem czystego zysku. Wtedy do akcji ma prawo wkroczyć skarbówka, która zazwyczaj przygląda się grzybiarzom czujnym okiem.

Fiskus równie surowy i dla Polaków, i dla obcokrajowców

Samo zbieranie grzybów, jagód czy ziół dziko rosnących w lasach i na łąkach nie rodzi obowiązku zapłaty podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Inaczej wygląda sytuacja osób, które kupują grzyby od innych zbieraczy, a następnie je odsprzedają. Jeżeli nie wykażą w zeznaniu przychodów uzyskanych z tego tytułu, fiskus może nałożyć na nich podatek w wysokości 75 proc. wartości ukrytych profitów. Dotyczy to tak Polaków, jak i obcokrajowców.

Siedzuń sosnowy nazywany bywa również siedzuniem borowym, leśnym kalafiorem, kozią brodą, kwoką, baranią głową, mózgiem lasu czy – mniej elegancko – szmaciakiem gałęzistym. / autor: bezprawnik.pl
Siedzuń sosnowy nazywany bywa również siedzuniem borowym, leśnym kalafiorem, kozią brodą, kwoką, baranią głową, mózgiem lasu czy – mniej elegancko – szmaciakiem gałęzistym. / autor: bezprawnik.pl

Poszedł na grzyby, wrócił z „kalafiorem”

Na koniec prawdziwy rekordzista. Niewielu fanów grzybobrania może pochwalić się odkryciem tak nietuzinkowego jadalnego grzyba, jak pewien internauta kryjący się pod nickiem @grzybiarzwlesie. Jego znalezisko sprzed niespełna tygodnia, którym pochwalił się w social mediach to rzadko spotykany siedzuń sosnowy. Jeden z największych egzemplarzy siedzunia znaleziono we wrześniu 1977 roku. Ważył 15 kg, a jego średnica przekraczała metr. Przez wiele lat uznawano go za największy grzyb na świecie, dzięki czemu został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Siedzuń sosnowy (cena w skupie do 90 zł/kg) należy do najbardziej charakterystycznych grzybów występujących w polskich lasach. Zamiast klasycznego kapelusza tworzy gęstą, pofałdowaną strukturę przypominającą kalafior, za co zyskał przydomek „leśnego kalafiora”. Najczęściej rośnie u podstawy sosen i owocuje późnym latem oraz jesienią. Ceniony jest nie tylko za nietypowy wygląd, ale również za walory kulinarne. Za wyjątkowo smakowite uznawane są młode okazy – wyróżnia je delikatny, lekko orzechowy aromat. Nadają się przede wszystkim do smażenia i duszenia oraz do przygotowywania zup. Smacznego siedzunia!

Grzegorz Szafraniec

Na podst.: Lasy Państwowe, interia.pl, moz.de, dw.de, Facebook, wprost.pl, inFakt.pl

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Wołowina z Mercosur zalewa rynek

Wszystkie kłamstwa Domańskiego

„O zrujnowane finanse będą się martwić następcy”

»»Daniel Obajtek: przy wysokich cenach paliw Orlen ma nadmiarowe zyski – oglądaj „Na linii ognia” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych