Czas kaucyjnego „śmieciarza” też ma swoją wartość
O systemie kaucyjnym napisano już prawie wszystko. Zewsząd bombardują nas newsy i fake newsy, za którymi z reguły stoją lobbyści czy agencje PR pracujące dla konkurentów w poszczególnych ogniwach łańcucha tworzących system. Wszyscy podkreślają skuteczność odzysku butelek PET i puszek, informując o kolejnych rekordach dotyczących liczby zebranych opakowań czy działających butelkomatów. Zwracają przy tym uwagę na nakłady jakie musieli ponieść. Szary obywatel, jego problemy i nieoczywiste obciążenia szeregowego mało kogo interesują. Przecież to zwykły „śmieciarz”, którego przecież sami wykreowali.
Jeśli ktoś mówi, że czas oraz wysiłek poświęcany przez konsumentów na magazynowanie, transport i zwracanie opakowań do zwykle przepełnionych, bądź permanentnie uszkodzonych zwrotomatów nic nie kosztuje, to najzwyczajniej w świecie kłamie. Posłowie opozycji, na czele z Jarosławem Sachajko z koła Demokraci, oszacowali o jakich kosztach mowa. Jak pisze fakt.pl, oparli się oni na danych resortu klimatu o liczbie oddanych puszek i butelek PET (5 mld szt.) oraz przy założeniu, że statystyczny Polak jednorazowo zwraca 10 opakowań, co zajmuje mu średnio dwie minuty (choć nie brak głosów, że to nieco zaniżony szacunek).
Wymiar czasowy i ekonomiczny
Okazuje się, że Polacy spędzają przy butelkomatach (bagatela!) 16,7 mln godzin rocznie. „Wartość rynkowa” tego czasu poświęconego na stanie w kolejkach i oddawanie opakowań zwrotnych szacuje się na ponad 550 mln zł. Co ciekawe, Ministerstwo Klimatu i Środowiska samo przyznało, że nie uwzględniło tej kwoty w swoich kalkulacjach – błędnie zakładając, że zwroty odbywają się „przy okazji” zakupów, więc nie rodzą kosztów (sic!).
Kupujący płaci własnym czasem
Tymczasem butelki (i puszki – red.) nie zwracają się same, a kaucja to nie dodatkowe pieniądze przyznane obywatelom – wskazał poseł Sachajko w piśmie do resortu klimatu, które przytacza fakt.pl. Jak zaznacza, konsument najpierw musi własne pieniądze wpłacić, później przechowywać niezgniecione opakowanie (np. w mieszkaniu czy garażu), zabrać je ze sobą, dostarczyć do punktu zwrotu, często czekać przed automatem, pojedynczo umieszczać w nim kolejne butelki i puszki, by w końcu dostać kwit upoważniający do odebrania w kasie pieniędzy, które wcześniej od niego pobrano. Upraszczając: kupujący płaci albo własnym czasem, aby odzyskać „zamrożone” pieniądze, albo traci je, jeśli nie ma czasu czy ochoty oddawać opakowania. Nieodebrane depozyty szacowane są na setki milionów złotych – zasilają one bilans systemu
Rok to zbyt mało
Od wprowadzenia w Polsce systemu kaucyjnego minął rok. Oceniany jest on przeważnie negatywnie, jako niedopracowany, nieintuicyjny, zbyt absorbujący i mocno szwankujący. Sceptycy są w swych opiniach jeszcze bardziej radykalni, twierdząc, że „ktoś zrobił z nich zwykłych śmieciarzy”. Zdaniem ekspertów, na okrzepnięcie systemu potrzeba jeszcze minimum dwóch lat, tymczasem Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada rozszerzenie go o niewielkie opakowania szklane (tzw. „małpki”).
Ofiary zmian znów te same
Jeśli te zapowiedzi się urzeczywistnią, reformę najbardziej przeklinać będą wspólnoty mieszkaniowe, firmy odbierające nieczystości i sami właściciele mieszkań. Podmiotom zawiadującym osiedlami zostanie bowiem odebrana kolejna cenna frakcja odpadów (szkło) pozyskiwana w wyniku selektywnej zbiórki opakowań. Niezadowolone będą firmy odbierające śmieci, gdyż spadnie częstotliwość wizyt śmieciarek na osiedlach, bo nie będzie za bardzo czego odbierać. Kto za to zapłaci? Ja, pan, pani… – wszyscy za to zapłacimy, ponieważ zakłady oczyszczania zażądają od wspólnot rewizji dotychczasowych umów, grożąc ich rozwiązaniem, a wspólnoty ochoczo przerzucą te obciążenia na Kowalskich i Nowaków.
Oprac. Grzegorz Szafraniec
Na podst.: Ministerstwo Klimatu i Środowiska, gov.pl, fakt.pl
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.