Informacje

Zdjęcie ilustracyjne / autor: Pixabay.com
Zdjęcie ilustracyjne / autor: Pixabay.com

Przed szczytem OPEC

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 2 sierpnia 2022, 15:18

  • Powiększ tekst

Jutro najwięksi producenci ropy naftowej na świecie zrzeszeni w OPEC zdecydują, czy zwiększą wydobycie. W opinii ekspertów szanse na znaczący wzrost dostaw surowca, by ustabilizować rynek i ograniczyć ceny, są niewielkie

Od czasu agresji Rosji na Ukrainę, która skutkuje drastycznym wzrostem cen ropy, każde spotkanie ministrów krajów zrzeszonych w kartelu wzbudza nadzieje na deklarację o zwiększeniu produkcji surowca, a co za tym idzie i uspokojenie rynku. Jednak efekty dotychczasowych nie są optymistyczne i jutro raczej nie będzie lepiej. Tym bardziej, że OPEC spotka się w rozszerzonym składzie czyli z udziałem przedstawiciela Rosji. Zaś nowy sekretarz generalny OPEC Haitham al-Ghais traktuje ten kraj jako „wielkiego, głównego i bardzo wpływowego gracza na światowej mapie energetycznej” i nie zamierza z nim konkurować. W opinii cytowanego przez kuwejcką gazetę „Alrai” szefa kartelu „wszystkie dane potwierdzają, że ceny zaczęły rosnąć stopniowo i narastająco przed wybuchem wojny rosyjsko-ukraińskiej, ze względu na panujące na rynkach przekonanie o braku wolnych mocy produkcyjnych”.

Moim zdaniem najważniejszym czynnikiem będzie ciągły brak inwestycji w dziedzinie odwiertów, poszukiwań i wydobycia. To popchnie ceny w górę, ale nie możemy określić poziomu, jaki osiągną – stwierdził również Haitham al-Ghais.

Eksperci cytowani przez agencję Reutersa wskazują, że szanse na decyzję o zwiększeniu wydobycia są niewielkie i OPEC może utrzymać produkcję na dotychczasowym poziome. Nie wiadomo jednak, czy władze Arabii Saudyjskiej w efekcie niedawnej wizyty prezydenta Joe Bidena w tym kraju, nie zdecydują się na zwiększenie wydobycia ropy.

OPEC w obliczu pandemii i drastycznego spadku popytu na ropę, a co za tym idzie – także cen, zdecydował w 2020 roku o znaczącym obniżeniu produkcji. W tym roku stara się minimalnie podwyższyć produkcję, ale część ekspertów wskazuje na fakt, iż niektórym z państw członkowskich trudno je wykonać ze względu na  ograniczone wydatki na inwestycje. Nowym projektom wydobywczym nie sprzyjają informacje o kryzysie energetycznym i możliwą recesją ta także obawy o popyt w Chinach, które znów wobec groźby rozwoju Covid wprowadziły nowe obostrzenia.

I choć notowania ropy na londyńskiej giełdzie (107-107 dolarów za baryłkę Brent) są niższe od tegorocznego rekordu sprzed pięciu miesięcy (137 dolarów), to ten poziom i tak powodują, że paliwo na europejskich stacjach są  drogie.

W Polsce w ostatnich tygodniach, m.in. za sprawa rabatów, jakie zaoferował PKN Orlen swoim stałym klientom, ceny detaliczne spadają. Według danych BM Reflex obecnie za litr benzyny Eu95 płacimy średnio w kraju 7,34 zł, zaś oleju napędowego - 7,56 zł.

Agnieszka Łakoma (na podst. agencji)

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych