Informacje

fot. Materiały promocyjne
fot. Materiały promocyjne

Jerzy Zalewski wygrywa z PISF! Nie musi zwracać pieniędzy na "Historię Roja"

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 12 grudnia 2014
  • 14:11
  • 9
  • Tagi: film gospodarka kino lifestyle
  • Powiększ tekst

Sprawa filmu Jerzego Zalewskiego "Historia Roja" ciągnie się już kilka lat, jednak ostatecznie znalazła swój finał w sądzie. Co interesujące - wyrok, który zapadł był korzystny dla reżysera i produkcji.

Jerzy Zalewski zdjęcia do "Historii Roja" - filmu o bohaterskim żołnierzu NSZ - zaczął już w 2010 roku i co oczywiste zwrócił się o dotację do TVP oraz PISF. Państwowy Instytut Sztuki Filmowej najpierw dotację przyznał by następnie ją cofnąć. A chodzi o kwotę 2 mln złotych, którą Zalewski miał zwrócić tym razem z własnej kieszeni.

Spór toczy się od momentu, w którym zupełnie poza sprawą ujawniłem, że jeden człowiek, mój były kolega z ławy szkolnej był Tajnym Współpracownikiem SB. Najwyraźniej w obronie tego oni postanowili mnie zniszczyć i ten film. (...) PISF zaatakował mnie kontrolą, która wykazała, że wszystkie pieniądze poszły zgodnie z dotacją. Potem nie wiedzieć czemu wycofano się z produkcji pod pretekstem, że film jest... za długi, a po drugie, że przekroczyłem harmonogram. Przekroczyłem, skoro nie miałem pieniędzy na skończenie filmu. PISF zamiast być opiekunem filmu i w ogóle kina polskiego stał się oprawcą i tym oprawcą jest dalej. Jestem nękany i jako obywatel Polski i jako artysta. Tu nie chodzi o żadne cyfry, tu chodzi o złą wolę.

Sprawa ma swój finał (przynajmniej sądowa) - orzeknięto, iż racja znajduje się po stronie reżysera, który dotacji nie musi zwracać.

Wygrałem proces z PISF o zwrot dotacji, co pokazuje, że można wygrać z instytucją tak totalitarną jaką jest Instytut Sztuki Filmowej, który najpierw zlecił kontrolę, a następnie odebrał dotację. Sąd uznał, że PISF nie miał prawa mieszać się do realizacji filmu „Historia Roja, czyli w ziemi słychać lepiej”.

Teraz warto czekać na sam film. I patrzeć na ręce PISF, która pieniądze podatników wydaje na filmy bynajmniej nie patriotyczne.

niezależna.pl/ WNET/ as/

Komentarze