Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Ekspert: Turkish Stream zachwieje solidarnością energetyczną UE. Polska nie może dać się zaskoczyć

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl

  • 5 sierpnia 2016
  • 12:42
  • 1
  • Tagi: gospodarka handel polityka surowce Turcja Turkish Stream
  • Powiększ tekst

Turkish Stream to nie tylko projekt ekonomiczny, ale ważny element wielkiej geopolitycznej gry, prowadzonej przez Rosję, w której Turcja jest ważnym elementem - mówi w wywiadzie dla wGospodarce.pl dr Gracjan Cimek z Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej.

Arkady Saulski: Po nieudanym puczu w Turcji "na wokandę" wraca zbliżenie Turcji i Rosji, a także temat gazociągu Turkish Stream. To skutek zbliżenia czy może efekt wcześniejszej gry geopolitycznej między Turcją a Rosją?

Gracjan Cimek: Turcja to gracz, który ze względu na swoje geopolityczne położenie odgrywa istotną rolę w kształtowaniu przestrzeni regionalnej i w jakiejś części może mieć wpływ na sytuację globalną, nie będąc przy tym głównym rozgrywającym. Niewątpliwie Turcja jest jedną z podstawowych osi rywalizacji geopolitycznej, w której główne pola oddziaływania można podzielić na Rosję, Chiny, UE i USA. Używając jednak szerszych kategorii, można to ująć jako rywalizację między światem euro-atlantyckim a euro-azjatyckim. Turcja znalazła się geograficznie i geopolitycznie w oku cyklonu - i podjęła grę.

Turkish Stream jest więc jednym z elementów tej gry, rywalizacji?

Przypomnijmy najpierw skąd wzięła się idea tego gazociągu. To skutek nieudanego projektu South Stream, który Rosja chciała realizować wraz z państwami europejskimi i który został zatrzymany wskutek nacisków Waszyngtonu na Bułgarię, przy pośrednictwie UE. Czynnikiem stymulującym fiasko South Streamu był kryzys ukraiński i następujące po nim zaostrzenie stosunków Zachodu i Rosji. Wycofanie się Moskwy z South Stream i zwrócenie się z nowym projektem do Turcji to efekt. Sytuacja jednak zmieniła się kardynalnie, wskutek oddziaływania nie czynnika ekonomicznego, lecz politycznego - chodzi o zestrzelenie rosyjskiego bombowca, który operował na terytorium Syrii i według strony tureckiej naruszył jej przestrzeń powietrzną.

Zestrzelenie tego samolotu przerwało negocjacje, to był punkt zwrotny - wtedy wydawało się, że Turkish Stream zakończy się fiaskiem.

Tak, ale należy postrzegać tę kwestię jako element szerszej rozgrywki. Najwyższą stawką w tej geopolitycznej i geoekonomicznej grze jest przeformatowanie ładu międzynarodowego, odejście od świata z centrum w obszarze atlantyckim w kierunku euro-azjatyckim. Turkish Stream to jeden z elementów. O ile w fazie przed zestrzeleniem projekt miał znamiona głównie ekonomiczne, to po przeprosinach Erdogana wobec Putina, a zwłaszcza powstrzymaniu puczu, przyjmuje - jak się wydaje - charakter geo-strategiczny.

Właśnie ta strategiczna, geopolityczna gra może dotknąć finalnie Polskę. Nasz kraj od lat ma problem ze zdefiniowaniem swojej strategii energetycznej. Turkish Stream mógłby zapewne mocno wpłynąć i na nasz rynek.

"Sprawa Polska" to kwestia związana z naszą identyfikacją euro-atlantycką i nadziejami Warszawy opartymi na niechęci do Rosji. To wszystko wpisuje się w zwiększenie roli Turcji w regionie jako siły skierowanej raczej na zderzenie z Federacją Rosyjską. Pamiętajmy o wizytach naszej dyplomacji i zachętach, by znieść wizy dla Turków w UE. Liczyliśmy na to, że Turcja bliska UE, Zachodowi i dysponująca drugą armią w NATO, będzie dla nas elementem wspierającym politykę powstrzymywania projektu euro-azjatyckiego.

W związku z tym wolta Turcji i ewentualne poluzowanie więzi euro-atlantyckich powoduje przeformatowanie geopolityki regionalnej, a może nawet globalnej. Turcja zapowiadała zbliżenie z Ukrainą (kluczowa jest tu rola Krymu i sytuacja tamtejszych muzułmanów) - teraz jednak Erdogan jest w innej sytuacji. Osłabia więzi z Waszyngtonem i UE, a więc musi bardziej, przynajmniej chwilowo, postawić "na Putina". A problemy, które są niepokojące dla Rosjan – Tatarzy na Krymie, a zwłaszcza Syria - Turcja będzie musiała rozwiązać zgodnie z wolą Moskwy. Zwłaszcza, że zbliżają się spotkania Erdogan-Putin, a także spotkanie z prezydentami Iranu i Azerbejdżanu.

Co to oznacza dla Polski? Przede wszystkim potrzebę rekonstrukcji percepcji politycznej - dotychczasowa bowiem utrudnia realizację naszych celów, także energetycznych.

Konstrukcja Turkish Stream może mieć wymierne efekty, czyli poluzowanie solidarności energetycznej w UE, odciągnięcie od niej państw południa Europy, które odbiłyby się na polskich staraniach w walce o tę solidarność. Jak w takim razie Polska, mając na uwadze nasze potrzeby gospodarcze, mogłaby sobie układać współpracę z Rosją i Turcją?

Żyjemy w epoce zmian systemu międzynarodowego, pewnego interregnum, bezkrólewia. W związku z tym kategoria solidaryzmu europejskiego, która wpisuje się w myślenie w ramach idealizmu i konstruktywizmu filozoficzno-politycznego, staje się nieadekwatna dla opisu sytuacji. Przeciwko niej świadczą choćby realia twardej, ekonomicznej gry, np. Nord Stream I, a także planowany Nord Stream II, gdzie pomijano tzw. solidarność UE, w tym obawy Polski.

Mówienie o solidarności jest więc coraz trudniejsze. Co Polska może zrobić? Musimy zdać sobie sprawę z naszego położenia i realiów geopolitycznych - raczej próbować na funkcjonować w ramach logiki geoekonomicznej, czyli poszukiwania takich możliwości zawierania umów, porozumień i sojuszów, które związane będą z konkretnymi interesami, w tym projektami energetycznymi, ekonomicznymi.

Koniecznością jest rezygnacja z myślenia charakterystycznego dla epoki bipolarnej. Wymienione przykłady, a szczególnie sytuacja w Turcji przekonuje o tym, że należy kierować się na realizację konkretnych interesów i to widać, np. w Grupie Wyszehradzkiej, gdzie Polska z innymi krajami buduje współpracę zmierzającą do wzmocnienia swojej pozycji wobec potęg zachodniej Europy. Ale przecież w Grupie Wyszehradzkiej, znajdują się państwa, które odmiennie od nas postrzegają rolę Rosji.

I robią z Rosją interesy, realizują projekty gospodarcze.

Dokładnie. To jest percepcja, którą warto przejąć, kierowanie się na gospodarkę, sensowne realizowanie interesów ekonomicznych w tych obszarach, w których jest to optymalne i najbardziej opłacalne, aniżeli ciągłe oglądanie się na bolesne rany z przeszłości. Zauważmy, że perspektywa geoekonomiczna umożliwia Niemcom, mimo wielu trudnych kart z przeszłości oraz często sprzecznych perspektyw widzenia spraw geopolitycznych, na realizowanie gospodarczych interesów z Moskwą, co przekłada się na miejsca pracy w Niemczech. Trzeba więc w naszej polityce zagranicznej kierować się etyką odpowiedzialności zamiast etyką przekonań (M. Weber).

Wracając do Turcji - tu sprawa jest bardziej poważna, bo o ile Niemcy są i będą częścią Zachodu, pomimo wielu więzi ekonomicznych z Rosją, to Turcja wznawiająca Turkish Stream oraz inne projekty gospodarcze - to wszystko są elementy, które zmieniają sytuację geopolityczną nie tylko w Europie. A trzeba pamiętać o czynniku psychologicznym - odrzuceniu Turcji przez UE. Mówiąc poetycko - niedaleka jest droga od miłości do nienawiści.

To przełożyło się także na obecną sytuację - "naprężony" Erdogan może jeszcze silniej postawić się przeciw UE. I to u boku Rosji. A wszystko w ramach rewanżu za odrzucenie. W przypadku prezydenta Erdogana, którego oskarża się o rozbudowane ego i ciągoty do tego, by stać się jakimś nowym sułtanem Imperium Osmańskiego, współczesnym Sulejmanem Wspaniałym - czynnik emocjonalny także przekłada się na politykę. I na plany gospodarcze. Jeśli chodzi o sytuację Polski, to jest ona trudna, ale należy tu zrekonstruować strategię, postawić na pragmatyczne czynniki geoekonomiczne.

Nie wspomnieliśmy o innym graczu - Iranie. Po porozumieniach atomowych Iran wrócił na globalne rynki energetyczne, była nawet mowa o gazociągu prowadzącym z Iranu do UE przez terytorium Turcji. Czy gra Turcji z Rosją nad Turkish Stream nie ma na celu osłabienia pozycji Iranu?

Najważniejszym elementem jest wspomniane już przeformatowanie porządku geopolitycznego. Pytanie - czy nowy paradygmat będzie kontynuacją paradygmatu opartego na myśleniu alternatywnym, a więc albo-albo np. euro-atlantyzm albo euro-azjatyzm, czy też nowy ład międzynarodowy w XXI wieku będzie opary na myśleniu koniunkcyjnym, w którym dzięki korzystnym umowom ekonomicznym, projektom gospodarczym zyskują wszystkie strony.

Zysk oczywiście musi być sprawiedliwy, stosowny do wkładu gospodarczego i potencjału, ale realny dla dwóch lub więcej stron uczestniczących w danym przedsięwzięciu. Np. pierwsze projekty Azjatyckiego Banku Infrastruktury i Inwestycji, w którym głos decydujący mają Chiny (a którego Polska jest członkiem) są współfinansowane przez Bank Światowy, Azjatycki Bank Rozwoju, brytyjski Departament Rozwoju Międzynarodowego oraz Europejski Banku Odbudowy i Rozwoju.

Pytanie o zmianę paradygmatu dotyczy także rywalizacji Ankary i Teheranu. Zaraz po nieudanym puczu zostało zapowiedziane nie tylko spotkanie Putina i Erdogana, ale także prezydentów Iranu, Rosji i Azerbejdżanu w Baku. Zważywszy z jednej strony na wspieranie Armenii przez Rosję i Iran, a Azerbejdżanu przez Turcję, może to oznaczać wolę porozumienia. W ten sposób Federacja Rosyjska będzie pełniła rolę regulatora stosunków turecko-irańskich. Taka koalicja może mieć na celu np. przywrócenie stabilności na Bliskim Wschodzie, co zresztą Turcy zapowiedzieli. Kluczowe jest to, że w takiej sytuacji zyski gospodarcze są wymierne dla wszystkich, bo znika nam "logika przeciwstawna", realizujemy dany projekt, by zyskać ekonomicznie, a nie po to, by ktoś inny stracił.

W tym kontekście warto odnotować rozszerzenie Szanghajskiej Organizacji Współpracy o Indie i Pakistan. Podstawą SzOW jest współpraca na linii Pekin-Moskwa. W Polsce ten proces jest słabo dostrzegany. W kolejce do przyjęcia czeka Iran, który po zniesieniu sankcji ma do niej otwartą drogę najprawdopodobniej już za rok. Turcja posiada w niej status partnera w dialogu, ale wraz z przesunięciem w kierunku Eurazji może on wzrosnąć. Będzie to zresztą ważny znak realnej zmiany wektora geopolityki, jakby nie było ważnego członka NATO.

Podobnie jak Waszyngton po II wojnie światowej miał potencjał regulowania konfliktów pomiędzy słabszymi państwami, tak teraz taką możliwość zyskują Rosja i Chiny. Trzeba jednocześnie pamiętać o tym, że Erdogan zaskakiwał negatywnie wszystkich swoich partnerów, stąd niski poziom zaufania do jego polityki, także w Moskwie. Pomimo toczących się rozmów, także nad rozwojem Turkish Stream, rzeczywisty kurs Ankary będzie można ocenić najwcześniej za kilka miesięcy.

Polska realizuje jednak politykę mającą na celu stworzenia zdywersyfikowanego koszyka energetycznego. Ale sytuacja geopolityczna staje się coraz bardziej nieprzewidywalna. Czy w takiej sytuacji Polska może stanąć przed perspektywą potrzeby poszukiwania porozumienia z Rosją? Także po to, by zyskać na obszarze ekonomicznym, a może i nawet - przede wszystkim po to.

Taka polityka byłaby zasadna. Reguły geoekonomii mówią jasno - im więcej wariantów, tym lepsze możliwości realizacji własnych interesów. Im większe mamy możliwości negocjacji, tym większe opcje na zyski gospodarcze. Warianty strategii geopolitycznej są podobne. Pamiętajmy, że nasza sytuacja energetyczna zależy od warunków brzegowych – tylko w pewnych ramach gra geokonomiczna jest skuteczna. Przejście przez granicę, w której znika logika ekonomiczną, a pojawia się logika zero-jedynkowa czy wręcz wojenna – zmienia sytuację w sferze bezpieczeństwa.

My i tak zależymy w dużym stopniu od Rosji, jeśli chodzi o naszą energetykę, toteż ona ma szersze pole manewru w negocjacjach, grze z nami i to nie tylko gospodarczej. Turcja i Turkish Stream przekonują, że warunki brzegowe mogą się szybko zmieniać. W końcu „sułtan” przeprosił „cara”, a ten odwdzięczył mu się pomocą w najcięższej chwili (zamachu stanu), co trudno było przewidywać jeszcze klika miesięcy temu. Turcja musi, przynajmniej na ten moment i z wykorzystaniem karty, jaką jest ów projekt, "przytulić się" do Rosji. Polska z kolei musi obserwować dynamikę jakościowych zmian regionalnych i globalnych, żeby nie dać się zaskoczyć kolejnym niespodziankom globalnej geopolityki.

Komentarze