We wtorek (29.11) Komisja Polityki Społecznej przekazała projekt do dalszych prac do stałej Podkomisji ds. Rynku Pracy, a jak wiadomo będzie je wprowadzać de facto sama Solidarność, bo na 11 członków Podkomisji aż siedmiu to obecni lub byli znaczący działacze „S”, a projekt składała właśnie ta organizacja – czy spodziewa się Pan zatem jakichś znaczących zmian w projekcie?

Sławomir Horbaczewski doradca gospodarczy: Przedstawiciele „Solidarności” w wypowiedziach publicznych deklarowali, że chcą jeszcze wspólnie z parlamentarzystami pracować nad ostatecznym kształtem ustawy. Od momentu, gdy projekt obywatelski trafił do Sejmu, wiele organizacji branżowych i gospodarczych zgłaszało swoje uwagi. Z informacji, jakie do mnie dotarły wynika, że związkowcy z uwagą wsłuchiwali się w te komentarze i nie zamykali na możliwość wprowadzenia modyfikacji czy doprecyzowania zapisów. Dobrym przykładem są np. postulaty naszych portów morskich – to oczywiste, że intencją związkowców nie było blokowanie przeładunków. Przecież „Solidarność”, ze swoimi silnymi korzeniami w gospodarce morskiej, doskonale zna i rozumie specyfikę pracy portowców.

Dlaczego Pańskim zdaniem obecny projekt nie przyniesie pożądanych zmian takich jak wzmocnienie drobnych polskich handlowców i rzeczywista poprawa sytuacji pracowników handlu?

Jeśli chodzi o handlowców, to analiza sytuacji na Węgrzech pokazuje, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę po krótkim okresie dostosowania się do nowych warunków, wygranymi były duże sieci handlowe. Po prostu, posiadając ogromny potencjał finansowy, były w stanie dokonać modyfikacji działalności i zaoferować klientom atrakcyjną ofertę handlową (przy czym część kosztów przerzucono na lokalnych dostawców, których pozycja negocjacyjna jest dość słaba względem dużych odbiorców zapewniających im zbyt na znaczącą część, jeśli nie większość, produkcji). Natomiast co do pracowników, to pamiętajmy że wiele osób chce pracować w niedziele, a część wręcz może to robić wyłącznie w weekendy. Jeśli odbierzemy im tę możliwość, będzie im bardzo trudno znaleźć inne źródło dochodu. Nie możemy przecież zakładać, że nagle powstanie mnóstwo nowych restauracji czy kin, które wchłoną tych „niedzielnych” pracowników.

Co zatem powinno się znaleźć w projekcie?

Jako najbardziej korzystne widziałbym wprowadzenie regulacji, które będą rozwiązaniem pośrednim pomiędzy radykalnym ograniczeniem handlu a brakiem zmian. Ze względu na łagodniejszy charakter, przyniesie to proporcjonalnie niższe ryzyko poważnego negatywnego wpływu na gospodarkę. Jednocześnie dobrze skonstruowany mechanizm powinien wspomagać mniejsze sklepy w konkurencji z rynkowymi gigantami, ale bez nadmiernego dążenia do regulowania wszystkiego, łącznie z maksymalną dopuszczalną powierzchnią kwiaciarni czy szyldem, jaki wisi nad wejściem do sklepu. Zbyt szczegółowe zapisy tworzą pole i zachęcają do obchodzenia przepisów. Jak już wspomniałem, trzeba też pomyśleć o pracownikach, tak aby ci, którzy z różnych powodów chcą pracować w niedziele, nie stracili tej możliwości. Takim pośrednim rozwiązaniem byłoby np. ograniczenie placówkom handlowym opierającym się na pracy najemnej, czasu funkcjonowania w niedziele i dni świąteczne – np. do czterech lub sześciu godzin (9-13, 8-14). Do nich należeć będzie więc ostateczny wybór, czy w ogóle chcą się w te dni otwierać dla klientów. W ten sposób także obywatele zyskają swój udział w uregulowaniu niedzielnego handlu – to ich decyzje zakupowe przesądzą. Jestem przy tym przekonany, że wiele osób nie będzie chciało marnować niedzielnego poranka na wizyty w dużych sklepach. Mam świadomość, że każde rozwiązanie kompromisowe powoduje, że żadna ze stron dyskusji nie jest do końca usatysfakcjonowana. Będzie to jednak dla nich egzamin z dojrzałości społecznej oraz weryfikacja prawdziwych intencji.

Jakich negatywnych zmian Pan się spodziewa i dlaczego związane są one z zakresem i tempem wprowadzania zmian?

Ustawodawca powinien pamiętać, że nie da się wszystkich dobrych pomysłów wprowadzić równocześnie. Lepiej realizować je konsekwentnie jeden po drugim, dbając o jakość przepisów oraz ich krótko- i długoterminowe skutki. Argumenty zwolenników ograniczeń oraz pobieżna analiza sytuacji na polskim rynku może skłaniać do proponowania pozornie oczywistych i radykalnych rozwiązań, które mają być remedium na większość, jeśli nie wszystkie, problemy w branży handlu detalicznego oraz w jej otoczeniu społeczno-gospodarczym. Jednak zależności społeczne oraz gospodarka to bardzo skomplikowany organizm, który wymaga ostrożnego podejścia. Wszelkie zmiany powinny być wprowadzane przy uwzględnieniu ich wpływu całościowego, a nie wycinkowego na gospodarkę i stosunki społeczne. Spójrzmy na dwa fakty. Po pierwsze, w obliczu spadku inwestycji zmniejszyła się w Polsce dynamika wzrostu PKB. Impuls, jaki nadaje stronie konsumpcyjnej prospołeczna polityka rządu, nie przyniósł jeszcze na tyle silnych efektów, aby to spowolnienie inwestycyjne zrównoważyć. Dlatego bardzo ostrożnie trzeba teraz podejmować decyzje, które mogłyby – nawet chwilowo – osłabić konsumpcję w kraju. Po drugie, wprowadzenie częściowej możliwości działania w niedziele może zostać wykorzystane do wprowadzenia wyższych zarobków za te dni. Na początku w handlu, ale po pewnym czasie przysłużyłoby się to wszystkim osobom pracującym w niedziele. Firmy z innych sektorów musiałyby zareagować, aby ich pracownicy nie zdecydowali się na zmianę pracodawcy.

Nie bez znaczenia jest też zakaz handlu w skali mikro i makro gospodarki terenów przygranicznych…*

Bardzo poważnego potraktowania wymaga kwestia wpływu nowych regulacji na sklepy i inne firmy działające w regionach przygranicznych. Ich klienci nie przyjadą w tygodniu. Spowoduje to spadek dochodów mieszkańców, wpływów podatkowych do budżetu państwa i samorządów oraz lokalny wzrost bezrobocia. To problem głównie tzw. Ściany Wschodniej i południa kraju w rejonie granicy ze Słowacją. Miejsc, w których zakupy robią obywatele aż pięciu państw: Rosji, Litwy, Białorusi, Ukrainy i Słowacji. Mieszkańcy tych regionów odgrywają ważną dla rządu rolę w kontekście poparcia politycznego. Konieczne jest zatem rozważenie, jak postulowane zmiany wpłyną na ich sytuację.