Deficyt budżetu na koniec roku może być niższy o 20 mld zł. A dochody podatkowe wyższe o 20 mld zł. Zapowiada się, że będzie „solidna poduszka” finansowa, z którą coś można zrobić coś pożytecznego. To się powinno przełożyć też na wzrost wynagrodzeń - mówi w studio wPolsce.pl Janusz Szewczak, poseł PiS, zastępca przewodniczącego Komisji Finansów Publicznych w rozmowie z Markiem Siudajem.

Janusz Szewczak stwierdził, że podjęta przez Prawo i Sprawiedliwość reforma wymiaru sprawiedliwości, pierwsza próba od 30 lat, ma swój wymiar ekonomiczny. „Tu chodzi o wielkie pieniądze, wielkie interesy. Nawet nie chodzi o skuteczność w zwalczaniu karuzel VAT, ale ukrócenie mechanizmu zorganizowanego na wielką skalę rabunku dochodów budżetowych. Te sprawy już dawno powinny mieć finał w sadach, a nie miały”. Druga płaszczyzna to koszty sądownictwa. Poseł PiS zwracał uwagę, że „mamy najwięcej sędziów w Europie, nasz wymiar sprawiedliwości jest drogi, tymczasem nic nie funkcjonuje dobrze. O czym przekonują się codziennie obywatele i przedsiębiorcy”.

tytuł

Protesty opozycji to nie jest zgłaszanie jakiejś nowej formy zmian, ale obronę wielkich interesów” - zwracał uwagę poseł Szewczak i wskazywał: „Trudno nazywać to działanie opozycją, to – jak nazywam - współczesna, nowoczesna Targowica. Im lepiej jest w gospodarce, tym ostrzejsze ataki nowoczesnej Targowicy. Zdają sobie sprawę, że nie wygrają w normalnych wyborach, bo nie mają żadnych konstruktywnych propozycji. Gdy oni żądają sankcji unijnych, w budżecie nie ma deficytu, wręcz jest wielka nadwyżka, giełda stabilnie rośnie, złoty się umacnia, można powiedzieć nawet, że jest nieco za mocno”.

Szewczak zapytany, jak ocenia obecny stan kasy państwa, stwierdził, że „deficyt na koniec roku może być niższy o 20 mld. A dochody wyższe o 20 mld zł. To będzie Solidna poduszka, z którą coś można zrobić. To się powinno przełożyć na wzrost wynagrodzeń. W ub.r. podwyżki płac wynosiły w Polsce 4 proc., w tym wynoszą 6 proc. Tymczasem Węgrzy płacą o 15 proc.

Polacy mają więcej w portfelach, ale będą chcieli mięć więcej” - podsumował.

Zapytany o kwestię dochodów z akcyzy, które nie rosną w podobnym tempie, co wpływy w innych podatków i to w sytuacji, gdy gdy rośnie sprzedaż paliw? Szewczak odpowiedział: „Zobaczymy, co pod koniec roku. Zobaczymy, jak działa pakiet paliwowy, bo dopiero się rozkręcają zakładane tam mechanizmy np. monitorowanie dostaw paliw.

Na pytanie, jaka może być skala wzrostu PKB na koniec roku, zastępca szefa sejmowej Komisji Finansów Publicznych stwierdził: „Wolę się pomylić w dół, niż przesadzić z optymizmem, ostrożnie oceniam, że będzie to 4 proc., a nawet nieco powyżej 4 proc. Podkreślam jednak, że do wzrostu PKB trzeba podchodzić ostrożnie, bo to przestarzały wskaźnik. To kwestia pragmatyzmu, skuteczności w wydawaniu pieniędzy. Chodzi nie o to, wy wyrzucać wielkie kwoty na budowę dróg, które trzeba zaraz remontować, czy basenów, ale o to, by zacząć budować własne fabryki, nowoczesne zakłady, które kiedyś mieliśmy”. Szewczak podał przykład przemysłu farmaceutycznego i tego, że dziś importujemy leki, które w latach 50. produkowaliśmy w kraju.

Ważne, żeby pieniądze wydawać sensownie i o to, że nie dać się okradać. Nie o to, żeby wskaźniki były wysokie, ale żeby ludzie w Polsce żyli normalnie” - powiedział Janusz Szewczak.