Informacje

Polski sąd broni niemieckiego koncernu

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego

  • 27 listopada 2017
  • 19:45
  • 10
  • Tagi: biznes komentarz niska emisja pozew prawo Sąd Apelacyjny Sąd Okręgowy silniki skandal stopvw Volkswagen VW
  • Powiększ tekst

Ku zaskoczeniu obserwatorów, Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Polak nie może domagać się sprawiedliwości od zagranicznego producenta, który wprowadzał lokalnych klientów w błąd i odrzucił pozew zbiorowy przeciwko niemieckiej centrali Volkswagen AG, z siedzibą niemieckim Wolfsburgu. Tym samym powstaje pytanie, czy niezawisłe, polskie sądy tym samym stwierdzają, że zagraniczna firma może dowolnie oszukiwać klientów, byle poza granicami własnej siedziby? Prawnicy, którzy złożyli wniosek twierdzą, że absolutnie nie

Odrzucając pozew warszawski sąd, z manierą niemieckiej precyzji, nie dość, że stwierdził, że Polak nie ma prawa skarżyć zagranicznego koncerny, dodatkowo sam pozew określił jeszcze jako niechlujny. Zdaniem komentatorów, warszawski sąd znalazł sposób, by formalnie uciąć sprawę, choć wykorzystanie prawa europejskiego w ten sposób, zdaniem strony skarżącej, jest nadgorliwością sądu, a przepisy i orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, wcale nie wymuszają takiego orzeczenia, jak mogłoby wynikać z interpretacji przez sąd unijnego prawa. Czy argumentacja sądu jest zatem tendencyjna?**

Sąd zajmował się sprawą na wniosek Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagen AG. Pozew wystosowano, ponieważ - gdy okazało się, że podane w ofercie informacje dotyczące emisji spalin były efektem oszustwa polegającego na celowym zaniżaniu rzeczywistej emisji spalin - klienci, którzy nabyli auta marki Volkswagen poczuli się wprowadzeni w błąd. Pozew złożyli pełnomocnicy Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych Przez Spółki Grupy Volkswagen AG „STOPVW”. Dziewięcioro z piętnaściorga założycieli stowarzyszenia związane jest z kancelarią prawną Świeca i Wspólnicy. Dla portalu wGospodarce.pl, sprawę skomentował mec. Konrad Kacprzak z kancelarii Świeca i Wspólnicy - strona w tym sporze i jeden z autorów pozwu:

Sąd okręgowy argumentuje, że nie ma w Polsce bezpośredniej szkody wynikającej z działalności koncernu. Będziemy udowadniali, że ta szkoda powstała - mówi mec. Konrad Kacprzak z kancelarii Świeca i Wspólnicy. Dziś złożymy wniosek o wydanie pisemnego uzasadnienia, jak tylko sąd je sporządzi, to złożymy zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie - dodaje.

Kwestia jurysdykcji jest regulowana przez: rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1215/2012 z dnia 12 Grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych.

Sąd skupił się na analizie orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu i wskazał, że szkoda bezpośrednia wystąpiła na obszarze RFN, a w Polsce mamy do czynienia, co najwyżej ze szkodą pośrednią. Skutek i przyczyna w przywoływanym orzecznictwie są bardzo ważne. Dziś warszawski sąd skupił się tylko na aspekcie przyczyny, zupełnie pomijając część orzecznictwa Europejskiego Trybunały Sprawiedliwości, dotyczącą skutku. W skrócie, zdaniem warszawskiego sądu, za wprowadzenie w błąd klienta mogliby zaskarżyć niemiecki koncern tylko Niemcy. Tymczasem, zgodnie z orzecznictwem ETS, co sąd w Warszawie zdaje się pominął, - a co jest przecież logiczne - skutek pojawia się w miejscu wystąpienia szkody, co nie tylko otwiera drzwi Polakom w pozwie przeciwko niemieckiemu Volkswagenowi, ale otwiera je w miejscu najbardziej dogodnym dla Polaków, czyli za pośrednictwem polskich sądów… a przynajmniej powinno otworzyć te drzwi.

Konsekwentnie nie zgadzamy się z takim stanowiskiem - w naszej opinii szkoda bezpośrednio ma miejsce na obszarze RP, gdzie szkoda się ujawniła - tłumaczy mecenas Kacprzak - Podawaliśmy szereg orzeczeń Trybunału zbieżnych z takim stanowiskiem. W świetle utrwalonej linii orzeczniczej ETS przez miejsce gdzie nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę należy rozumieć zarówno miejsce, gdzie szkoda wystąpiła (skutek), jak i miejsce zdarzenia wywołującego szkodę (przyczyna), pod warunkiem, że nie są to miejsca tożsame. Jeśli miejsca te są różne, to wybór jurysdykcji należy do poszkodowanego – powoda. Pogląd ten jest także aprobowany przez polską doktrynę - dodaje.

Jak wynika z poglądu zaprezentowanego przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-523/10, w sytuacji gdy występuje jedność faktyczna, lecz miejsce przyczyny szkody i miejsce skutku są różne, w świetle jego wykładni dokonanej przez Trybunał Sprawiedliwości, przyznaje jurysdykcję dwóm różnym sądom: sądom miejsca, w którym rzeczywiście zmaterializowała się szkoda, i sądom miejsca zdarzenia będącego jej przyczyną.

W przytaczanym przez kancelarię precedensie orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, wybór jednego z tych dwóch sądów należy do powoda - w zależności od tego, który z nich lepiej odpowiada jego interesom. Takie rozwiązanie gwarantuje praktyczną skuteczność zasady wyrażonej w przywołanym przepisie, gdyż przyznaje poszkodowanemu pewien margines decyzyjny, lecz jednocześnie zachowuje bliskość między sądem, do którego sprawę wniesiono, a stanem faktycznym występującym w danym sporze. Dlaczego w takim razie Sąd Okręgowy w Warszawie dokonał interpretacji niekorzystnej dla polskiego konsumenta?

Liczymy, że już sąd apelacyjny spojrzy na pozew i ten problem szerzej, z większym doświadczeniem w takim zakresie prawa - ocenia mecenas Kacprzak - Trudno nam się odnieść do zarzutu o „niechlujnym” pozwie, ponieważ nie bardzo wiemy co by to miało znaczyć. Zgodnie ze słownikiem języka polskiego jest to brak porządku, więc zakładam, że chodzi o techniczno-językowy aspekt pozwu. Nie zgadzam się z takim zarzutem - pozew i kolejne pisma są przejrzyste i opisane tak jasno jak to tylko możliwe (włącznie ze spisem treści). Zagadnienie jest jednak trudne i złożone, niemożliwe do przedstawienia w kilku zdaniach, stąd duża obszerność złożonych pism. Zarówno pozew jak i dalsze pisma zawierały bogate uzasadnienie poparte orzecznictwem sądów (zarówno polskich jak i Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu) i doktryny prawniczej. W kolejnych pismach nie pojawiały się żadne nowe okoliczności w stosunku do pozwu, zawierały jedynie dodatkowe rozwinięcie wątków już podniesionych, których przedstawienie wynikało z zapoznania się z argumentami strony pozwanej. Jest to normalna praktyka w procesie sądowym - dodaje.

Pozew złożono wskutek ujawnienia procederu montowania w samochodach produkowanych przez koncern Volkswagen oprogramowania, które manipulowało wynikami pomiaru emisji spalin. Program wyłączał w silnikach diesla system neutralizowania tlenków azotu podczas normalnej eksploatacji samochodu i włączał go dopiero w momencie rozpoznania podłączenia do diagnostyki pojazdowej.

Sprawę wykryto w USA we wrześniu 2015 r. Tam też niemiecki koncern zgodził się zapłacić gigantyczne odszkodowania. Jeden z inżynierów koncern usłyszał wyrok więzienia. Nawet w Niemczech urzędnicy podjęli decyzję o niedopuszczeniu do ruchu jednego z modeli aut. Polskie urzędy do tej pory nie nałożyły na Volkswagena żadnych sankcji.

Orzecznictwo warszawskiego sądu okręgowego dziwi tym bardziej, że kilka dni temu pisaliśmy o tym, jak Komisja Europejska nałożyła 34 mln euro grzywny na pięciu producentów części samochodowych za naruszenie unijnych przepisów antymonopolowych, mimo że… żadna z tych firm nie działała bezpośrednio w UE - zmowa cenowa i dostawy miały miejsce w Japonii, lecz dotyczyły pośrednio konsumentów europejskich, gdyż jeden na jedenaście sprzedawanych samochodów w Europie jest produkowany przez jedną z japońskich firm, a firmy tym dotknięte (Toyota, Suzuki i Honda) mają fabryki w Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Czy znów, zatem, są równi i równiejsi? Po tak niespodziewanej decyzji i sprzecznym z interesem konsumentów uzasadnieniu Sądu Okręgowego tym bardziej warto przyglądać się dalszemu rozwojowi sprawy.

mw

Komentarze