Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Sądownictwo. Sprawy krzywdzenia zwierząt wciąż lekceważone

Ewa Tylus

Ewa Tylus

Dziennikarka "Gazety Bankowej" i "wGospodarce.pl"

  • 18 stycznia 2014
  • 00:19
  • 2
  • Tagi: koty ludzie pies prawo zwierzęta hodowlane
  • Powiększ tekst

Ustawa o ochronie zwierząt gwarantuje ludziom prawo do ich obrony przed wymiarem sprawiedliwości i pozwala na nakładanie kar na bezlitosnych wobec zwierząt. Niestety nie wszyscy traktują poważnie „sprawy o psa” czy kota. Jak się kończą rozprawy dotyczące zwierząt?

Ludzka agresja wobec zwierząt nie zna granic. Fakty takie jak wyrzucenie psa z okna czy podanie jako pożywienie dla pytona żywych małych kotków wzbudzają szok. A co dalej?

- Z jednej strony coraz więcej spraw dotyczących znęcania się nad zwierzętami trafia do sądów, a z drugiej wygrana zależy od moralności sędziego

– mówi Katarzyna Łobacz-Śliwa z Fundacji Mondo Cane, konsultant Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, od lat zaangażowana w działania na rzecz zaostrzania prawa dotyczącego ochrony zwierząt. Dodaje, że w ostatnich latach udało się sporo wywalczyć dla pokrzywdzonych zwierząt, ale sędziowie nie zawsze w swoich wyrokach opierają się o artykuły, które pozwalają ukarać osobę krzywdzącą zwierzęta.

Przykładem wartym uwagi jest zastosowanie przez sąd artykułu z Ustawy o ochronie przyrody do sprawy zabicia wydry w okrutny i zamierzony sposób, w związku z którym mordercy zwierzęcia postawiono zarzut wykroczenia. Z kolei osoba sądzona za taki czyn z artykułu z ustawy o ochronie zwierząt mogłaby otrzymać wyrok od grzywny do dwóch lat więzienia. W przypadku znęcania się ze szczególnym okrucieństwem można zasądzić karę więzienia do lat trzech.

- Ustawa ta nadaje się do zmiany, zwłaszcza w punkcie mówiącym, że można zasądzić zakaz posiadania zwierząt maksymalnie do 10 lat

– mówi Joanna Repel z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

- Przy bardzo drastycznych sprawach znęcania się nad zwierzętami w sprawach, w których KTOZ jest skarżącym często uzyskujemy wyrok bezwzględnego więzienia, ale niestety nie w każdej sprawie taki wyrok udaje się uzyskać. Przeważnie w Polsce za znęcanie się nad zwierzętami dostaje się „zawiasy"

– dodaje.

Sprawy dotyczące zwierząt w sądach są traktowane bardzo różnie.

Teresa Lissowska z Warszawy w swoim mieszkaniu w bloku ma 9 psów. Wszystkie, oprócz jednego - w typie onka są niewielkich rozmiarów. Kocha psy i wszystkie zwierzęta, które posiada przygarnęła z litości – przeważnie były adoptowane ze schronisk lub interwencyjnie albo zwyczajnie bezdomne. Większość z tych, które miała i ma u siebie to wymagające specjalnej troski staruszki. Ślepe, głuche. Ma dobre opinie od organizacji ochrony zwierząt. Sąsiedzi pani Teresy nigdy nie skarżyli się na jej psy i nie mieli pretensji o zwierzaki, z wyjątkiem jednego - Jerzego Z., który jest jednocześnie przewodniczącym wspólnoty mieszkaniowej budynku. Wielokrotnie, gdy spotykał panią Teresę na klatce lub przed blokiem wyzywał ją z powodu psów. Pewnego razu doszło między nimi do kłótni, w której wyzywał ją w grubiański sposób, opluł i ostatecznie uderzył w twarz, aż odbiła się o ścianę. Pani Teresa wezwała policję i złożyła zeznania na posterunku. Dzielnicowy skierował sprawę do sądu. Jerzy Z. mówi o swojej sąsiadce, że jest wariatką i że psy stanowią zagrożenie. A przed sądem na zarzuty o pobicie bronił się atakiem – mówił, że to sama pani Teresa jest groźna dla ludzi, że (cyt.)  „jest chora psychicznie, leczy się i na 16 m kw. ma 10 psów”.

- Kłamał przed sądem, pomawiał i nadal mi ubliżał

– mówi pani Teresa. Uważa, że sąsiad po prostu jej nie lubi, a przede wszystkim nie lubi zwierząt albo kłamliwie twierdzi, że się ich boi.

- Kłamliwie, bo ów strach nie przeszkodził mu w skopaniu idącego spokojnie na smyczy około 13-letniego jamnika

- mówi pani Teresa. Sąd w listopadzie 2013 r. uznał winę Jerzego Z. jednocześnie warunkowo umarzając postępowanie na czas próby - do roku. Historia ma dalszy ciąg w prokuraturze, która prowadzi dochodzenie w sprawie składania fałszywych zeznań przed sądem przez powódkę.

Nagrywał rodzącą kotkę

14 lutego w Sądzie Rejonowym w Radzyniu Podlaskim ma odbyć się rozprawa oskarżonego o znęcanie się nad zwierzęciem przez mieszkańca Radzynia. 46-letni Mirosław R. nakręcił na video ciężki poród swojej kotki. Nie udzielił pomocy kocicy ani kociakowi, który zaklinował się w czasie porodu. Kociak nie przeżył. Film ze zdarzenia radzynianin zamieścił na portalu YouTube. Po zgłoszeniu dokonanym przez zszokowaną  internautkę sprawą zajęła się policja, a później prokuratura, a wszystko opisała Gazeta Wyborcza Lublin. Po artykule redakcja gazety otrzymała list od autora filmu, w którym używając wulgaryzmów poinformował z pretensją, że będzie miał sprawę za „kocią c...”. Pierwszy termin rozprawy został odroczony, ponieważ oskarżony usprawiedliwił swoją nieobecność. Na drugiej sprawie nie stawił się. W tym wypadku sprawa została potraktowana poważnie przez prokuraturę w Radzyniu, która postawiła mężczyźnie zarzuty. Natomiast w czasie trwania postępowania ani policja ani prokuratura nie zdecydowały o odebraniu oskarżonemu  kotki, której poród był nagrywany. Policja w Radzyniu Podlaskim stwierdziła, że zwierzę przebywa w dobrych warunkach, a prokuratura jak na razie nie wniosła o zabezpieczenie kota. Być może zadecyduje o tym sąd?

Potrąciła swojego psa i odjechała

Niestety bywa też, że prokuratura staje po stronie złego pana, a nie jego zwierzęcia. Lubelski oddział Animals odebrał pięciomiesięcznego małego psa jego właścicielce – lubliniance, która przejechała go cofając samochodem na swoim podwórku. Zostawiła psa w budzie i wyjechała na trzy dni. W tym czasie sąsiedzi zawołali policję do skomlącego zwierzęcia i pies, który miał złamaną łapę oraz poważne obrażenia został zabrany i zawieziony do lecznicy, a po dwóch tygodniach do schroniska Animals. W schronisku przebywa „pod kluczem”, ponieważ prokurator z Prokuratury Rejonowej w Lublinie, która prowadziła sprawę umorzyła ją kilkanaście dni po tym, jak sprawa trafiła do prokuratury (przekazana przez policję). Po otrzymaniu informacji o umorzeniu sprawy właścicielka psa próbowała go natychmiast odebrać. Elżbieta Tarasińska z Animals Lublin mówi, że to ona poprosiła właścicielkę, aby zostawiła psa na leczenie w schronisku ze względu na jego zły stan, a ona się zgodziła. Dzięki temu pies był bezpieczny w schronisku. Według świadków sprawczyni - Beata K. widziała, co się stało z psem, ale tylko wrzuciła go do budy i odjechała. Sąsiedzi nie mogli być obojętni wobec psa, który strasznie wył z bólu i wezwali policję i funkcjonariusze weszli na posesję, aby go ratować. Natomiast prokurator nie przesłuchała żadnego ze świadków ani członków Animals, a jedynie sprawczynię zdarzenia…w charakterze świadka. Animals zaskarżył tę decyzję i do czasu jego rozpatrzenia nie zamierza oddać psa właścicielce. Zostały tu opisane mniejsze przewinienia niż zabicie zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem, ale praktyka pokazuje, że nie tak łatwo jest zostać ukaranym z powodu krzywdzenia zwierząt.

- Ustawa, choć nie jest dopracowana i wymaga zmian, daje możliwość zasądzenia wyroku bezwzględnego pozbawienia wolności, ale sędziowie często nie korzystają z takiego prawa, gdyż cały czas sprawy dotyczące zwierząt, są traktowane „po macoszemu"

– mówi Joanna Repel z KTOZ. Dodaje, że należałoby wystosować apel do sędziów albo przynajmniej pokazywać pozytywne przykłady wyroków, które faktycznie karzą za znęcanie się znad zwierzętami jako przestrogę w procesach, które toczą się latami.

- Sędziowie są ostatnim, ale najważniejszym ogniwem procesu

- mówi Repel.

Komentarze