Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Rzemieślnicy wymierają na własne życzenie

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 26 marca 2014, 13:01

    Aktualizacja: 27 marca 2014, 09:07

  • Powiększ tekst

Mówią, że rzemieślnicy wymierają. Mówią, że zegarmistrz, szewc, krawiec nie są nam już potrzebni, bo nie przywiązujemy się do rzeczy i po sezonie wyrzucamy je do kosza. Mówią, że w dzisiejszych czasach wszystko można kupić, po co więc naprawiać. Mówią, że kupujemy badziewie w tanich sieciówkach, którym po 2 miesiącach i tak nic nie pomoże.

Ośmielę się nie zgodzić. Ubrania, buty, akcesoria kupujemy również w drogich sklepach lub tych ze średniej półki, których jakość pozwalałoby na swobodne używanie przez kilka sezonów, o ile by odpowiednio konserwować. Weźmy za przykład buty. Możemy kupić sobie kozaczki z papieru i ceraty w tanim sklepie  za 99 złotych, które najpewniej wyrzucimy po dwóch, może trzech miesiącach, z powodu wystającego z dziury dużego palca. Możemy kupić też buty w normalnym sklepie za 200-300 złotych, którym po powiedzmy drugim sezonie zedrze się obcas, czy też podeszwa. Taka naprawa u szewca w Mieście Stołecznym kosztuje 25-30 złotych, a but za 200-300 złotych posłuży jeszcze następne dwa sezony. Z finansowego punktu widzenia lepiej zakupić obuw droższy i co jakiś czas oddawać do szewca, dlaczego więc tego nie robimy?

Galeria handlowa – wybudowana kilka lat temu, nowiutka, czyściutka, pachnie Air Wickiemtropikalnym. W każdym sklepie uśmiechnięta, schludnie ubrana dwudziestokilkuletnia sprzedawczyni od wejścia pyta się w czym pomóc. Przynosi odpowiedni rozmiar, radzi w kwestii wyboru, podpowiada co wybierają inni klienci. Na koniec namówi nas na spray do zamszu, całość zapakuje w siateczkę, dorzuci katalog, poprosi o PIN i zielony.

Dawno zapomniana uliczka, kamienica, która tylko cudem przetrwała wojnę, tabliczka „uwaga spadające tynki”, na wietrze skrzypiąc powiewa szyld „Szewc”. Przez brudne okno jawi się sylwetka trochę grubego, trochę zgarbionego rzemieślnika. W całym zakładzie śmierdzi klejem, potem i piwnicą, dookoła rozklekotane meble i porozwalane buty. Petent wchodzi, mówi „dzień dobry”, na co dostaje, jak pięścią w twarz poirytowane „chwyleczkie”. Kiedy po dwóch minutach mistrz oderwie się od swojego zajęcia zaczyna być tylko gorzej. Najpierw niewybredny żarcik na temat ogólny, później rubaszny komentarz na temat butów petenta i nagły zwrot akcji – pan Władek zaczyna coś notować i wraca do swojego, na czas klienta, przerwanego zajęcia. W głowie powstaje pytanie „What the …?!”, a kiedy nieśmiało próbujemy spytać, ile się za usługę będzie należało, albo kiedy przyjść po odbiór słyszymy głośne westchnienie (które sprawia, że czujemy się zupełnie tak, jakbyśmy mieli już nigdy nie być szczęśliwi) i „ści dn złoty, na ...ek”. Termin i cena do domyślenia – lepiej mistrza nie denerwować, bóg jeden raczy wiedzieć, jak na prośbę o powtórzenie zareaguje. Wychodząc z zakładu szewskiego najlepiej od razu skierować się do poradni psychologicznej.

Wizyta u rzemieślnika jest zdecydowanie specyficznym przeżyciem i być może „ma to swój klimat”, jednak umówmy się – zupełnie odbiega to od standardów dzisiejszego świata handlu i usług. Rzemieślnicy na własne życzenie przestają być nam potrzebni. Zaoferowano nam substytut, który jest przyjemniejszy – zakupy. Gdyby tak szanowny pan szewc zrobił drobne przemeblowanie, tak aby oddzielić część warsztatową od części obsługi klienta, posprzątał trochę, umył okno, zrobił ładniejszą wystawę, wyrobił sobie nawyk uśmiechania się do klienta, a obok usługi naprawy, czy przerabiania butów oferował profesjonalne produkty do konserwacji, czy służył poradą fachową mógłby stanowić konkurencje. Z brudną szybą i papierosem w przerwie między dwójką, a czwórką, raczej nie.

Tym bardziej, że obserwujemy powrót do rzemiosła. Polska stała się zagłębiem szwackim, gdzie młodzi polscy projektanci mają bardzo bogatą ofertę i w każdym przedziale cenowym można znaleźć coś dla siebie. Ci, jednak nie siedzą mentalnie przed wojną, zdają sobie sprawę ze znaczenia marketingu i całej otoczki dookoła produktu. Wychodzą do miasta, wiedzą wokół czego obracają się współcześni ludzie. Do swoich biznesów przenoszą standardy korporacyjne, ulepszając je o indywidualne podejście, dlatego mają szansę wygrać z koncernami.

Domagamy się wspomagania polskiego rzemiosła, ale przecież to stojące na wysokim poziomie zbiera laury. Wymierają głównie szewcy i zegarmistrze, jednak śmiem twierdzić, że na własne życzenie – nie dostosowują się do dzisiejszego rynku, nie rozumieją go. To nie tak, że rynek zmienił się i nie ma na nim miejsca dla rzemieślnika. Nie ma na nim miejsca dla rzemieślnika w starej formie, bo w dzisiejszych czasach „opakowanie” jest równie ważne, co towar.

 

 

 

 

----------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------

Zajrzyj do wSklepiku.pl! Znajdziesz tam szeroki wybór najróżniejszych wydawnictw.

Gwarantujemy pewną i szybką dostawę zamówienia!

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych