Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

AFERA FRANKOWA: Czy szef KNF może być finansowym ignorantem?

Cezary Mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech, prezes Agencji Ratingu Społecznego, absolwent IESE, były zastępca szefa Kancelarii Sejmu, prezes UNFE, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

  • Opublikowano: 27 stycznia 2015, 08:01

    Aktualizacja: 27 stycznia 2015, 08:11

  • Powiększ tekst

W dobie dbania o interesy spekulantów, zabija się realną gospodarkę i zaczyna debatować o nadejściu bezwzględnej „bitwy o młodzież i dzieci” na Świecie.

Z zapowiadanej wojny religijnej, walutowej i demograficznej w przypadku dwóch pierwszych jesteśmy już „w ogniu”, a Victor Mallet w Financial Times’ie potwierdza nadejście trzeciej związanej z “demographic crisis” i wieszcząc w tytule bitwę o dzieci – „battle of babies”. Przy czym nie martwi się wcale o zanikanie Polski, lecz o zmianie proporcji między zwolennikami islamu i hindu która obecnie kształtuje się jak cztery do pięciu. Przy okazji cytuje Papieża Franciszka zapominając o jego postulacie minimalnej trójki dzieci w rodzinie: „Pope Francis struck a blow for reason this week when he urged Catholic parents to be responsible rather than breed “like rabbits”.”

Gdy chodzi o wojnę walutową to już po zapowiadanej wcześniej na blogu decyzji EBC krzyczą tytuły wielu gazet łącznie z Financial Times’em: Ralph Atkins „Why ECB action makes peace less likely in global currency wars”. A nawet w Short View FT James Mackintosh powtarza moje krytykę o tym że działając w interesie inwestorów podczas kryzysu zapomina się o realnej gospodarce: „On the other hand, investors have once again been given a helping hand by a central bank. Who cares about the real economy or the details of what is going up most when the ECB is pumping up everything?” Po decyzji EBC która osłabia euro względem dolara, a frank trzyma się tego ostatniego należy oczekiwać coraz więcej głosów w sprawie frankowiczów. Wypowiedz byłego ministra finansów i przewodniczącego KNB o tym że: „Banki powinny poczuć się do odpowiedzialności za ten kryzys i np. umorzyć część wartości kredytu, wynikającą z ryzyka kursowego. A nadzór finansowy powinien natomiast wyciągnąć konsekwencje wobec banków za brak odpowiedniego zarządzania ryzykiem w ostatnich latach” już zakrawa na groteskę gdy chodzi o przerzucanie się odpowiedzialnością za straty kredytobiorców. Nie będąc prawnikiem nie będę wypowiadał co do kompetencji prawnych obecnego przewodniczącego, zwłaszcza że była to osoba która przygotowała decyzję Prezesa Balcerowicza o wyrzuceniu mnie z wiceprzewodniczenia KNB, co spotkało się z całodniową krytyką Sejmu na specjalnie zwołanym posiedzeniu. Niemniej odniosę się do tego co "Dziennikowi Gazecie Prawnej" i radiowej "Trójce" powiedział aktualny przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Gdyż świadczy to jego braku kompetencji z finansów, jak i to że nikt na takie ułomności nie zwraca uwagi gdyż nigdzie krytyki merytorycznej nie odnotowałem: „Osoba, która zaciągnęła kredyt walutowy, mogłaby mieć prawo do przewalutowania go na złote nawet po kursie z dnia wzięcia kredytu, ale powinna wtedy pokryć różnicę między faktycznie poniesionym kosztem spłaty tego kredytu a tym, który poniosłaby, gdyby od początku był to kredyt złotowy.” Podczas gdy takie stwierdzenie jest równoznaczne temu że jeśli ktoś gra w ruletkę to ma prawo do zwrotu do przegranych pieniędzy o ile wyda je na gdzie indziej w kasynie. W takiej sytuacji nawet ja który kasyna widział jedynie na zewnątrz budynku bym tam śmiało wkroczył i grał aż do wygranej.

Należy pamiętać że już dziesięć lat temu przed wyborami w programie gospodarczym PiSu był zakaz udzielania kredytów w obcych walutach, a który to postulat były minister a później przewodniczący KNB nie zrealizował. Ze swej strony będąc odpowiadając na interpelacje sejmowe jako wiceminister finansów w zastępstwie minister Lubińskiej tłumaczyłem, że zgodnie prawem finansów zwanym parytetem stóp procentowych kredyty frankowe nie są tańsze, gdyż muszą oznaczać ryzyko wyższej spłaty rat kapitału w przypadku wzmocnienia franka. Inaczej każdy w prosty sposób mógłby zarabiać miliony, pożyczając w Szwajcarii na niższy procent następnie lokując je w złotówkach i zyskując na różnicy w oprocentowaniu. Niestety po programie „Rodzina na swoim”, którego nazwę sam wymyśliłem, została tylko nazwa. A młodzieży zamiast obiecanych trzech milionów mieszkań wciśnięto kredyty hipoteczne we frankach, dopłacając dodatkowo bankom z budżetu sprzedaż ich produktu. Tych którzy tłumaczyli że oznacza to wspieranie spekulacji walutowej, gdzie obywatel gra na giełdzie całością swojego majątku i to kupionego na kredyt nie posłuchano. Obecnie również grozi nam, że w efekcie działania lobbingu pomagając finansowo nierozważnym frankowiczom sfinansujemy straty banków opodatkowując wszystkich i nie pomagając najbiedniejszym. Nie jest rozwiązaniem zgoda na przewalutowanie w sytuacji spłaty odsetek tak jak od kredytu złotowego o której to możliwości wspomina aktualny przewodniczący gdyż parytet stóp procentowych ukazuje oczekiwany kurs wymiany ale on nie zależy jedynie od stóp procentowych w danej chwili. Dlatego możliwość aby post factum można było sobie przewalutowywać kredyty po kursie przeszłości tylko by napędzała falę spekulacji. Z tego to powodu też „rzuconą” obecnie propozycję należy uznać za niebyłą, gdyż bankowcy szybko wyjaśnią że jej wprowadzenie na przyszłość by tylko podrożyło kredyty walutowe. Gdyż inaczej racjonalni kredytobiorcy zawsze by wybrali kredyt walutowy a post factum z niego rezygnowali gdyby okazał się droższym. W przypadku obecnym najprawdopodobniej wszyscy którzy niedawno pożyczyli pieniądze i mają nagły wzrost kapitału do spłacenia wróciliby do kredytu złotowego. A tym którym się poszczęściło i już spłacili dominującą część kapitału i skorzystali na niższych odsetkach pozostaliby przy franku. Takich strat banki nie zaakceptują dobrowolnie i dlatego należy się liczyć z przemilczeniem tej propozycji przy kolejnej odsłonie kryzysu.

Znamienne ale wyjaśniając podjętą decyzję prezes SNB Thomas Jordan powiedział że zrobiono to teraz, gdyż ta sama decyzja ale podjęta za pół roku lub rok byłaby bardziej bolesna i że nad tego typu decyzjami nie debatuje się tygodniami. Niestety w Polsce nie ma takiego perspektywicznego myślenia, decyzji nie podejmuje się przeciwko grupom interesów które ze swej strony tygodniami urabiają opinię publiczną do korzystnych dla siebie rozwiązań. Nie inaczej w było w przypadku kredytów frankowych. Podczas gdy powinniśmy ustawowo przewalutować kredyty zagraniczne na złotówkowe, a wzorem amerykańskim ograniczyć ściągalność kredytów jedynie do wartości mieszkania. Pomoc zaś przeznaczyć dla wszystkich rodzin wielodzietnych aby ich było stać na mieszkanie... w Polsce.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych