Opinie

Ekonomia współdzielenia po polsku

Bartosz Kwiatkowski

Bartosz Kwiatkowski

Ekspert zespołu ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów w dziale prawno-podatkowym PwC

  • 18 września 2016
  • 18:44
  • 1
  • Tagi: biznes ekonomia współdzielenia gospodarka PwC Uber
  • Powiększ tekst

Sharing economy, collaborative economy, ekonomia współdzielenia, współorganizowania. O nowym modelu ekonomii – różniącym się od tradycyjnego modelu gospodarki rynkowej, o tym co mogło wpłynąć na jej rozwój i o obecnej sytuacji prawnej z ekspertem z PwC Polska, Bartoszem Kwiatkowskim rozmawia Nikola Bochyńska.

Nikola Bochyńska: Mamy wiele definicji sharing economy. Niektórzy spierają się o to czym jest ekonomia współdzielenia, o zakres pojęcia, nazewnictwo. Jaka jest Pana opinia na temat tego modelu gospodarki?

Bartosz Kwiatkowski, ekspert PwC Polska: Zjawisko pojawiło się stosunkowo niedawno, zwłaszcza w Europie. Definicja gospodarki współdzielenia według PwC po raz pierwszy pojawiła się w raporcie w USA w 2013 roku, a potem w kolejnym - dla rządu brytyjskiego. Zakłada ona uwzględnienie obu modeli działania: zarówno peer-to-peer (świadczenie usług przez osoby prywatne dla osób prywatnych za pośrednictwem platformy), jak business-to-consumer – czyli de facto jako nowy kanał dystrybucji. Nie ma jednak sensu spierać się o definicje, które są nieco drugorzędną sprawą wobec samego zjawiska. W obu tych przypadkach rzeczywiście mamy do czynienia z wejściem na rynek nowych graczy w kontrze do tzw. „established players” („zasiedzianych graczy” - przyp.red.), co nie byłoby możliwe bez wykorzystania platform. To jest dla mnie ten wyróżnik, jeśli chodzi o gospodarkę współdzielenia.

W raporcie przygotowanym przez PwC Polska: „ Współdziel i rządź” jako model biznesowy, charakterystyczny dla sharing economy, wymieniacie zarówno ten, który przynosi zysk, jak i ten, który bierze pod uwagę społeczny aspekt działalności. Panu jest bliższa definicja społeczna, ale musimy brać też pod uwagę tą, która zarabia?

Mówimy tutaj o dwóch rzeczach. Z jednej strony mamy kryterium świadczeniodawcy – czyli modele business-to-consumer i peer-to-peer, a z drugiej kryterium wypracowywania zysku przez świadczącego usługę. W przypadku transportu mamy tak odmienne modele jak BlaBlaCar i Uber, gdzie w obu przypadkach mamy do czynienia z peer-to-peer, ale jeden z nich opiera się na wypracowywaniu zysków, a drugi - jedynie na oszczędności - bez zarabiania przez świadczącego usługę. W pierwszym wypadku inicjatywa przejazdu wychodzi od klienta, w drugim – od kierowcy. Czymś jeszcze odmiennym jest Zipcar – gdzie firma udostępnia użytkownikowi odpłatnie samochód na godziny za pośrednictwem platformy.

No właśnie. Na jakich głównie zasadach opiera się sharing economy? Co było główną przyczyną rozwoju? Za czynniki, które popchnęły gospodarkę współdzielenia do przodu uważa się oszczędność czasu, optymalizację kosztów, dóbr.

Według badań główną przyczyną i stymulantami jest po pierwsze wygoda korzystania, a po drugie kwestia oszczędności – wskazuje na te czynniki ponad 80 proc. Koszt może być niższy niż w przypadku tradycyjnych kanałów świadczenia usługi – po pierwsze, platforma ma niskie koszty stałe, a po drugie otwiera rynek na nową grupę świadczeniodawców. W efekcie cena usługi spada, co jest korzystne z punktu widzenia odbiorcy. Ostatnim wątkiem są kwestie behawioralne, które nie są bardzo widoczne w badaniach. Gospodarka współdzielenia najlepiej rozwija się w tych segmentach, które utożsamiane były do tej pory jako „premium”. Platformy wchodzą w nową niszę na rynku, oferując usługę dla nowej grupy klientów, tradycyjnie nie korzystających z usług premium. Studenci nie jeździli taksówkami, ani nie nocowali w hotelach – ale skorzystają z Ubera i przenocują w lokalu umieszczonym na AirBnB. To dla młodych bardzo poważna różnica. W tym sensie nowe usługi nie tyle wypierają stare, a przede wszystkim powiększają rynek.

Jeszcze parę lat temu według wskazań niektórych badaczy ekonomia współdzielenia nie mogła się rozwinąć, ponieważ w Polsce brakowało kapitału zaufania. Nie było społeczeństwa obywatelskiego. Czy to także jeden z głównych czynników przyczyniający się do rozwoju collaborative economy?

To kwestie, które bardzo trudno zbadać. Nie do końca jestem przekonany co do fundamentalnej zmiany na lepsze, jeśli chodzi o kapitał społeczny w Polsce. Jeżeli spojrzymy na wyniki Diagnozy Społecznej, nie widać przełomu jeśli chodzi o wzrost poziomu zaufania. Młodzi ludzie dzisiaj mniej chętnie ufają obcym niż osoby starsze. Gospodarka współdzielenia daje nam system społecznych ratingów – gwiazdek, opinii. W efekcie substytuujemy brak zaufania społecznego zaufaniem instytucjonalnym, tzn. osoba korzystająca z systemu nie musi ufać innemu użytkownikowi - ona ufa przede wszystkim platformie, wierząc, że opinia zgromadzonej w niej społeczności jest wiarygodna. Paradoksalnie, ludzie łatwiej ufają platformie, niż sobie nawzajem.

Wspomniał Pan, że tworząc raport dla PwC Polska „Współ(dziel) i rządź”, opieraliście się na badaniach z Wielkiej Brytanii, gdzie ekonomia współdzielenia zaczęła się kilka lat wcześniej. Jak można ocenić stopień rozwoju Polski w zakresie sharing economy na tle Europy czy świata?

Mam wrażenie, że polskie spółki dopiero od ubiegłego roku zaczęły postrzegać siebie jako branżę. To prawda, że jesteśmy nieco w tyle, jeżeli porównujemy się do Europy Zachodniej, zwłaszcza Wielkiej Brytanii, gdzie organizacje zrzeszające firmy gospodarki współdzielenia są na tyle prężne, że stały się partnerem dla administracji. W Polsce trwa obecnie intensywny rozwój, tworzy się środowisko, być może powstanie jego formalna reprezentacja. Jesteśmy na etapie wyłaniania się lokalnych liderów. Co do możliwości rozwoju gospodarki współdzielenia, chętnie zacytowałbym Michała Kaczmarka z sirlocal.pl, który wspomniał kiedyś, że w Polsce w porównaniu do Wielkiej Brytanii gospodarki współorganizowania są świetne, ponieważ rynek jest bardzo duży, a konkurencja na nim wciąż niewielka. Polska może być ziemią obiecaną w wielu obszarach gospodarki współdzielenia. Trudności natomiast, ze względu na obowiązujące przepisy, może mieć rozwój finansowania społecznościowego – być może więcej w tej sprawie będziemy wiedzieć w przyszłym roku.

Jak wygląda w Polsce aktualna sytuacja prawna jeżeli chodzi o uregulowanie modelu i zakresu działania gospodarki współdzielenia?

2 czerwca została opublikowana Europejska agenda dla gospodarki współdzielenia. Jest to dokument bardzo ostrożny, wzywający państwa członkowskie do umiarkowania w regulacji. Komisja Europejska chce, żeby gospodarka współdzielenia stała się jednym z kół napędowych polskiej gospodarki. Bruksela zamierza obserwować i analizować rozwój wypadków w poszczególnych państwach, lecz nie ingerować drogą regulacji, aby uniknąć utraty konkurencyjności wobec innych regionów świata. Urzędnicy Komisji zdali sobie sprawę, że w ramach zjawiska gospodarki współdzielenia funkcjonuje mnóstwo modeli biznesowych, które trudno zamknąć w jednolite ramy. Stworzenie dzisiaj standardowego europejskiego podejścia regulacyjnego jest niemożliwe bez ryzyka ograniczenia rozwoju obiecujących firm czy sektorów. O regulacjach czy innej formie ingerencji w rynek można rozmawiać wówczas, gdy organy ochrony konkurencji zidentyfikują zagrożenie dla zasady równego traktowania przedsiębiorców lub prawdopodobieństwo negatywnych skutków dla konsumenta.

W jakiej branży ekonomii współdzielenia najbardziej się rozwijamy, a jaka może wciąż stanowić niszę, która przyniesie zysk?

Najbardziej z perspektywy platform rentowne są transport, usługi noclegowe i finansowanie społecznościowe - pozostałe usługi na poziomie europejskim wciąż są marginesem. Biorąc pod uwagę wczesny etap rozwoju rynku, trwa poszukiwanie nowych nisz - mamy pojawiające się takie pomysły, jak np. dzielenie się miejscem parkingowym (iParkomat.pl). Modele biznesowe podlegają jednak nieustannej ewolucji – wszystkie platformy szukają nowych rozwiązań, optymalizacji kosztów, nowych sposobów generowania przychodu, zmieniają się, włączają kolejnych partnerów. Jesteśmy bardzo daleko od ostatecznego kształtu rynku. W perspektywie 3-5 lat zapewne doświadczymy weryfikacji rynku pod względem rentowności i zweryfikujemy, które idee nadają się na trwały biznes.

Serwisy carpoolingowe, carsharingowe twierdzą, że ich działalność przyczynia się do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza, poprawia jakość życia w mieście, m.in. przez redukcję liczby samochodów, a co za tym idzie zmniejszenie korków. Czy to trafna teza?

To bardzo ciekawa teza, która nadal wymaga weryfikacji. Do 22 sierpnia Dyrekcja Generalna ds. środowiska Komisji Europejskiej zbierała oferty na wybór konsorcjum, które zbada, jak gospodarka współdzielenia wpływa na środowisko. W ciągu roku powstać ma raport, który ocenić ma potencjał modeli biznesowych w ograniczeniu kosztów środowiskowych. Trudno dzisiaj przewidzieć konkluzje - niewykluczone, że pojawi się teza, że gospodarka współdzielenia jako taka nie wpływa w znaczący sposób na poprawę kondycji środowiska, natomiast jej niektóre przejawy mogą mieć pozytywny skutek. Niedawno pojawiła się np. informacja, że Google, skądinąd udziałowiec Ubera, rozpoczyna testy nowej usługi, za pośrednictwem której pasażer będzie mógł skorzystać z podwiezienia w kierunku, w którym zmierza kierowca. Być może rozwiązanie takie, nie będące usługą na żądanie, będzie łatwiej wkomponować w ramy regulacyjne dotyczące okazjonalnego przewozu osób w mieście.

Jaki trend będzie najbardziej wpływał na rozwój ekonomii współorganizowania?

Do tej pory ok. 1/5 Europejczyków miało kontakt z ekonomią współdzielenia. Moim zdaniem, nadal decydujące będą takie czynniki, jak koszt niższy w stosunku do tradycyjnej usługi oraz coraz większa wygoda korzystania z aplikacji. Stopniowo pojawi się jednak nowy aspekt – demograficzny: do użytkowników młodszych, którzy szybko przyjmują nowe technologie, dołączą użytkownicy starsi. Gospodarka współdzielenia w opinii PwC oferuje duże szanse dla użytkowników dojrzałych - 50+. Mają oni zgromadzone na przestrzeni lat zasoby: w postaci mieszkań, samochodów, a nawet kompetencji technicznych – lecz czasami jest im trudniej niż młodym znaleźć pracę w tradycyjnej gospodarce, a obawiają się prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Jeśli dojrzeją oni do korzystania z platform jako sposobu na uzupełnienie swoich dochodów, rynek znacząco wzrośnie. Będzie to stanowiło ogromną wartość społeczną, bo mówimy tu o grupie, wobec której programy aktywizacyjne dotąd zawodziły, grupę coraz ważniejszą w kontekście starzejącego się społeczeństwa.

Rozmawiała Nikola Bochyńska

Komentarze