Opinie

Rafineria wPłocku, fot. materiały prasowe PKN Orlen

Ekipa dobrej zmiany

Henryk Uzdrowski

Henryk Uzdrowski

ekonomista

  • 10 marca 2017
  • 20:01
  • 11
  • Tagi: biznes gospodarka Michał Krupiński PGNiG Piotr Woźniak PKN Orlen PZU spółka Skarbu Państwa Wojciech Jasiński wyniki finansowe

Cała narracja o „wątpliwych fachowcach” z PiS i „wybitnych specjalistach” z PO najzwyczajniej nie trzyma się kupy

Powiązania z PiS, brak kwalifikacji i posada w państwowej spółce – to kryteria, jakie przyjęli działacze Nowoczesnej, przygotowując ogólnopolską listę »Misiewiczów«” – to fragment pierwszego z brzegu artykułu, jakie serwują nam media głównego nurtu (tu „Newsweek”), opisując menadżerów piastujących odpowiedzialne stanowiska w kluczowych spółkach skarbu państwa czy nowych, często młodych, urzędników pełniących ważne funkcje w ministerstwach i państwowych agencjach. Nie trzeba dodawać, że w tego typu publikacjach ciężko znaleźć choć znamiona obiektywizmu. Zazwyczaj skupiają się one na wymienianiu „nominatów” i sugerowaniu, że są to ludzie niekompetentni, posiadający mierne predyspozycje do należytego wykonywania swoich obowiązków. Jednak, czy tak jest naprawdę?

Jeżeli na spokojnie przeanalizujemy ich osiągnięcia, to okaże się, że w stosunkowo krótkim czasie osiągnęli bardzo dużo dla swoich firm. A przecież nie ma chyba lepszych argumentów niż ilościowe kryteria ekonomiczne. Przykłady? Chyba najlepszym jest zarządzana przez Wojciecha Jasińskiego grupa PKN Orlen.

Jak wynika z danych, które możemy znaleźć w raporcie zaprezentowanym przez płocki koncern, w 2016 r. firma osiągnęła historyczne wyniki. Mowa o ponad 5,7 mld zł zysku netto. Jeżeli porównamy to z wynikami z roku 2015, to okaże się, że firma podwoiła dochody! Jeszcze w 2015 r. Orlen zarobił „zaledwie” 2,5 mld zł. Kiedy weźmiemy pod uwagę specyfikę rynku paliwowego i mnogość niekorzystnych czynników, z którymi musieli uporać się menadżerowie, to wynik kierowanej przez Jasińskiego spółki jest naprawdę imponujący. Warto dodać, że w przypadku Grupy Orlen ciężko mówić o „doraźnym zarabianiu”. Firma cały czas się rozwija i ogromną wagę przykłada do inwestycji. Tylko w 2016 r. nakłady inwestycyjne spółki wyniosły 4,1 mld zł. Ale na tym nie koniec. Koncern może poszczycić się także rekordowym wynikiem EBITDA LIFO (raportowana EBITDA wraz z wyceną zapasów), który jeszcze przed uwzględnieniem odpisanych aktywów wyniósł 9,4 mld zł, czyli o 700 mln zł więcej niż w 2015 r. Takie wyniki były możliwe dzięki zwiększeniu wolumenu sprzedaży aż o 2 pkt proc., co w praktyce oznaczało dodatkowe 10 mld litrów sprzedanych paliw.

PKN Orlen to niejedyna „państwowa” firma, która może poszczycić się niebywałą skutecznością swoich menadżerów. Kolejnym przykładem jest PZU. Tylko w III kwartale 2016 r. firma zarobiła 27 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednak o spółce kierowanej przez Michała Krupińskiego było w ubiegłym roku głośno z innego powodu. PZU było głównym rozgrywającym w toczącej się repolonizacji banku Pekao SA. Informację o zakupie od włoskiego Unicredit podano 8 grudnia 2016 r.; PZU zapłaciło za pakiet akcji Pekao 10,6 mld zł. Dziś wartość aktywów należących już do Grupy PZU oraz tych, które do niej trafią po pełnym przejęciu tych należących do Włochów, wzrosła o 1,3 mld zł, co świadczy o tym, jak bardzo perspektywiczna była cena, jaką zapłaciło PZU i jak świetny interes zrobiono na tej transakcji.

Kiedy piszemy o sukcesach „pisowskich menadżerów”, nie sposób nie wspomnieć o kierującym PGNiG byłym ministrze gospodarki w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, Piotrze Woźniaku. Doświadczony urzędnik państwowy i ekspert od gazownictwa doskonale orientuje się w zawiłościach tego sektora, co pozwala wypracowywać kierowanej przez niego spółce rewelacyjne wyniki. W 2016 r. grupa sprzedała o prawie 1,4 mld m3 gazu więcej niż w 2015 r., a sprzedaż w całym PGNiG wzrosła rok do roku o 6 proc.

Jeżeli mielibyśmy być złośliwi, moglibyśmy dla porównania pokazać niewątpliwe sukcesy poprzednich menadżerów przez kilka lat piastujących ważne funkcje z nadania PO. Wystarczy wspomnieć o wielomilionowych stratach KGHM pod kierownictwem Herberta Wirtha, który prezesował miedziowemu gigantowi przez siedem lat. Przypomnę, że w tym czasie Wirthowi „udało” się m.in. kupienie akcji kanadyjskiej spółki Quadra FNX Mining Ltd po cenie o 40 proc. wyższej niż wynosiła ich realna wartość, czy inwestycja w złoża w Chile. Szacuje się, że na takich inwestycjach państwowa spółka mogła stracić nawet 5 mld zł. Za swoje wybitne zasługi Wirth był odznaczany wysokimi orderami państwowymi.

Straty ciągną się też za kolejną spółką – PKP Cargo. – Odchodziłem w 2008 r., zostawiając w firmie ok. 800 mln zł w kasie, a gdy wracałem w grudniu 2015 r., zastałem 1 mld zł długu. Wagony się nie odmłodziły, ale się postarzały. Średni wiek wagonu i lokomotywy to okolice 30 lat. Czyli zbliżają się one do końca eksploatacji. Z ponad 80 tys. wagonów, które zostawiliśmy, zastaliśmy nieco ponad 60 tys. 20 tys. zniknęło w hutach. Z 44 tys. załogi zostało niecałe 23 tys. osób – żalił się niedawno nowy prezes PKP Cargo Maciej Libiszewski. Jak widać, specjalistom nominowanym przez PO-PSL wystarczyło kilka lat, by dobrze prosperującą firmę wpakować w problemy.

To tylko kilka przykładów, a już, jak na dłoni, widać, że cała narracja o „wątpliwych fachowcach” z PiS i „wybitnych specjalistach” z PO najzwyczajniej nie trzyma się kupy. W biznesie oceniajmy każdego prezesa przez pryzmat twardych kryteriów ekonomicznych. Mam nadzieję, że kolejne spółki będą pomnażać zyski i zwiększać swoją wartość. Wyższe zyski mogą zostać przeznaczone na innowacje – w ten sposób spółki będą budować swoją przewagę konkurencyjną. Mogą też, w postaci dywidend, zasilać budżet państwa, a wyższe dochody państwa to niższy dług, czyli wyższa wiarygodność kredytowa i niższe odsetki od długu. A mniej zadłużona Polska to nie tylko doraźne korzyści, to także dziedzictwo, jakie zostawimy naszym potomkom.

Komentarze