Opinie

autor: fot. Pixabay
autor: fot. Pixabay

Kto ma rację w strajku nauczycieli?

Marcin Sobiczewski

Marcin Sobiczewski

Radca prawny, członek Stowarzyszenia KoLiber i Instytutu im. Romana Rybarskiego zajmujący się m.in energetyką i stosunkami międzynarodowymi

  • 9 kwietnia 2019
  • 08:44
  • 3
  • Tagi: gospodarka nauczyciele Polityka protest związek zawodowy
  • Powiększ tekst

Rozpoczęty wczoraj strajk nauczycieli jest jedną z poważniejszych akcji strajkowych w ostatnich latach. Kto ma racje?

1- Z pewnością nauczyciele zarabiają za mało. Nie jest to jednak jedyna patologia systemu oświaty opartego na karcie nauczyciela. System awansu zawodowego i podwyżek oraz zagrożenia zwolnieniem jest znacznie mniej zależny od jakości wykonywanej przez nauczycieli pracy niż w przypadku innych grup zawodowych. To z kolei powoduje brak dodatkowej (poza misją i pasją) determinacji do polepszania swojego warsztatu i sposobu kształcenia dzieci i młodzieży.

2- W II RP a nawet przez sporą część epoki słusznie minionej, kiedy nie brakowało jeszcze nauczycieli ukształtowanych w przedwojennym etosie nauczyciela, zawód nauczyciela był bardzo prestiżowy. Dziś mówi się nawet o negatywnej selekcji do niego. Oczywiście wciąż nie brakuje pedagogów z pasją i misją, ale system takich nauczycieli nie tylko nie docenia, ale wręcz zwalcza. Dziś praca nauczyciela to w dużej mierze biurokracja i realizowanie, często bezsensowych, programów.

3- Nauczyciele mają powody do strajku. Problem polega na tym, że postulaty ZNP w żaden sposób nie zmierzają do naprawy systemu i poza doraźną podwyżką nie zmienią statutu zawodu nauczyciela.

4- Choć nauczyciele mają powody do strajku, to jego polityczne aspekty są aż nadto oczywiste. Z jednej strony ZNP jest od lat przybudówką SLD (nietrudno się domyślić, że nagrodą za akcję strajkową jest wyjątkowo korzystne ulokowanie liderów tej partii na listach wyborczych KE). Zauważmy, że nie stało się nic szczególnego, co uzasadniałoby wywołanie strajku dokładnie w okresie egzaminów tuż przed dwoma wyborami. W 2013 r. powodów do strajku było znacznie więcej, bo poza brakiem jakichkolwiek podwyżek (obecnie takie są), został wprowadzony również szereg niekorzystnych dla nauczycieli przepisów. W okresie rządów PO ZNP albo nie robił nic, albo robił protesty o znacznie mniejszej skali.

5- Z drugiej strony rząd ma za swoje. Powszechne rozdawnictwo kiełbasy (pieniędzy) wyborczych wybranym grupom społecznym, często w absurdalny sposób (jak dodatkowa emerytura, która poza jednorazowym zastrzykiem niewielkiej gotówki kompletnie nic nie zmieni dla seniorów) musiała spowodować reakcje grup społecznych, które takich prezentów od rządu nie dostały. PIS chciał wygrać przez rozdawnictwo wybory, a może przez nie je przegrać.

6- Scenariusz - pewnie strajki się szybko nie skończą. Czeka nas eskalacja konfliktu i walka pomiędzy ZNP i KE a PIS i Solidarnością o to kogo elektorat uzna za winnego problemów wynikających ze strajku i ukarze w wyborach. Na pewno przegrają uczniowie i rodzice.

7- Żeby naprawić system oświaty potrzebna jest systemowa reforma (nie mylić z pseudoreformami obecnego i poprzedniego rządu). Na początku należy zlikwidować kartę nauczyciela i wprowadzić bon oświatowy. Doprowadzi to do zróżnicowania wynagradzania nauczycieli w zależności od ich pracy oraz pozycji poszczególnych szkół również w zależności od tego jak będą one oceniane przez uczniów i rodziców. A to z kolei spowoduje nie tylko sprawiedliwe podwyżki dla nauczycieli, ale również wzrost prestiżu zawodu i poziomu szkolnictwa.

Komentarze