Opinie

Podatki / autor: Pixabay.com
Podatki / autor: Pixabay.com

Bogactwo drażni

Stanisław Koczot

Stanisław Koczot

zastępca Redaktora Naczelnego "Gazety Bankowej"

  • 9 listopada 2019
  • 11:50
  • 0
  • Tagi: Amazon Biznes Jeff Bezos Podatki
  • Powiększ tekst

Tendencja do nakładania na miliarderów kolejnych podatków odżywa w każdym pokoleniu i pod każdą szerokością geograficzną. Pretekst do kolejnej fali niechęci do bogaczy dał Jeff Bezos, szef Amazona. Jego rezydencja ma mieć 25 sypialni i dwie windy.

Wygląda na to, że ambitne plany mieszkaniowe Bezosa rozzłościły niemałą grupę Amerykanów. Bezos jest nieprawdopodobnie bogaty – w zeszłym roku według agencji Bloomberg był najbogatszym człowiekiem świata. Bezos robi interesy nie tylko na skalę światową, ale i kosmiczną (jego Blue Origin planuje komercyjne loty na orbitę okołoziemską). Biznesmen jest znany i popularny, a wszystko, co zrobi i powie, jest szybko komentowane. Tak stało się z jego nieszablonową rezydencją, której monstrualne rozmiary szybko przyciągnęły uwagę mediów. Inwestycja została oceniona jako przykład szerszego zjawiska, dotykającego całej kategorii ludzie bardzo zamożnych . Oceny dokonał sam Robert Reich – amerykański ekonomista, były sekretarz pracy w gabinecie Billa Clintona, autor licznych publikacji i wykładowca na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

Reich zamieścił takiego oto tweeta: ”Rezydencja Jeffa Bezosa będzie miała: 2 windy, 25 łazienek, 1006 opraw oświetleniowych, pełnowymiarową salę kinową. Whole Foods firmy Amazon obniżyła świadczenia zdrowotne dla pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze niespełna 2 miesiące temu. Opodatkuj bogatych.”

Tweet Reicha błyskawicznie pozyskał dziesiątki tysięcy polubień.

Co ciekawe, kąśliwy komentarz Reicha wpisuje się w szerszą kampanię polityczną, utożsamianą z senator Elizabeth Warren, która pieniądze na reformę służby zdrowia w USA chce ściągnąć z opodatkowania najbogatszych Amerykanów.

Shawn Langlois z MarketWatch pisze wręcz o „hossie na bicie miliarderów”. Komentarzy i tekstów o bezsensie i fatalnych skutkach bogactwa jest bez liku, nawet w takim stylu: „Każdy miliarder jest dowodem podstawowej usterki w materii wszechświata moralnego” (Tom Whyman).

Ciekawe, czy i jak to zjawisko przekuje się na rozwiązania prawne i legislacyjne. Ameryka już to przerabiała, wprowadzając kategorię płacy maksymalnej: zrobiono to za prezydentury Franklina Delano Roosevelta, którego projekt podatkowy „soak the rich” doprowadził do podniesienia najwyższego progu podatkowego do 79 proc., potem – w 1944 roku – do 94 proc. W kolejnych latach podatki spadały, ale myśl o tym, by znaleźć jakiś sposób na rosnące w szybkim tempie dochody miliarderów, wcale nie umarła. Tak jak kilka lat temu na cenzurowanym znalazły się instytucje finansowe ze swoimi niebotycznie zyskownymi operacjami, tak teraz pod lupę trafiają fortuny biznesmenów, budujących imperia, jakich świat dotąd nie widział.

Komentarze