Opinie
Premier Donald Tusk (C) na otwartym spotkaniu z mieszkańcami Krakowa / autor: PAP/Łukasz Gągulski
Premier Donald Tusk (C) na otwartym spotkaniu z mieszkańcami Krakowa / autor: PAP/Łukasz Gągulski

KOMENTARZ

Wielka blaga

Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

Redaktor naczelny wGospodarce.pl, publicysta kanału Dobitnie, były członek zarządu Polskiego Radia SA i były zastępca redaktora naczelnego "Wprost"

  • Opublikowano: 27 września 2026, 12:00

  • Powiększ tekst

Jak rozpoznać dziś w Polsce człowieka majętnego? Po tym, że tankuje bak do pełna. Albo ogłoszenie: „Chcę wstąpić do Koalicji Obywatelskiej, chodzi o szybkie badanie tomografem komputerowym”. Dowcip polityczny najwięcej mówi o kondycji władzy, a ulica żartuje dziś w ten sposób.

Wysokie ceny paliwa to ostatnia szansa rządu ratunek przed budżetową katastrofą. Z każdej złotówki wydanej na benzynę czy ropę, blisko 50 groszy zasila budżet państwa. Jeśli więc słyszycie, że ekipa Donalda Tuska chce opodatkować spółki paliwowe od nadmiernych zysków, to w rzeczywistości znaczy coś zupełnie innego. Pragnie podwójnie skorzystać na kryzysie energetycznym. Nie zamierza ulżyć budżetom polskich rodzin, ale zgromadzić trochę pieniędzy do rozdania przed przyszłorocznymi wyborami.

Korzyść z drogiej benzyny

Od kiedy premier, jego ministrowie i zastępy posłów jak mantrę zaczęli powtarzać opracowany przez spin-doktorów przekaz, zgodnie z którym od prezydenta Karola Nawrockiego ma zaleć cena paliwa na stacjach, to od razu wiadomo, że nie ma to nic wspólnego z ekonomią. Gdyby chodziło o tańsze paliwo, doszłoby do bezpośrednich rozmów ekspertów premiera i prezydenta. W mig usunęliby wątpliwe zapisy i sprawa byłaby załatwiona.

Tu jednak chodzi o to, by ceny paliw pozostawały wysokie. Tylko wtedy budżet państwa ma szansę się nie zawalić. Jeśli za paliwo płacimy 6 złotych, do kasy państwa wpadają 3 złote, jeśli płacimy 8 złotych, to budżet inkasuje 4 złote, gdy dojdzie do 10 złotych, podatki będą wynosić 5 złotych. W interesie nieudolnego rządu jest więc utrzymywanie wysokich cen paliwa, bo wówczas wpływy budżetowe będą rosły.

Ale to pociąga za sobą kolejną korzyść: inflację. Drogie paliwo przekłada się na wzrost wszystkich innych cen, to zaś na wyższe wpływy z VAT. Jest przecież naliczany procentowo, więc jego kwota rośnie wraz z ceną.

Co prawda tego rodzaju polityka prowadzi do zubożenia społeczeństwa, ale rząd ma inne cele: zadłużyć się jak najmniej, by w przyszłym, wyborczym roku ciągle móc zaciągać nowe pożyczki na wyborczą kiełbasę.

Ściema raczej ordynarna

Donald Tusk doskonale to rozumie i musi wykonać szereg ruchów pozorowanych, by wydawało się, że chce nam wszystkim nieba uchylić, choć w rzeczywistości cieszy się chwilą niespodziewanych, dodatkowych zysków – około miliarda złotych miesięcznie. Przygotował więc ustawę, która jest niekonstytucyjna, gdyż zakłada, że firmy paliwowe będą musiały zapłacić podatek od nadmiernych zysków wstecz. Nawet jak na tę władzę, która wyspecjalizowała się w notorycznym łamaniu prawa, ta konstrukcja jest wyjątkowo bezczelna.

Nie tylko jest dowodem, że stajemy się państwem trzeciego świata, w którym reguły nie obowiązują, ale dodatkowo naraża Polskę, czyli nas wszystkich, na wielomiliardowe pozwy ze strony międzynarodowych koncernów, które wcale nie marzą o oddawaniu Tuskowi swoich zysków.

Premier wie jednak, że takiej ustawy prezydent Karol Nawrocki nie podpisze, więc mógł do niej wpisać nawet opodatkowanie promieni słonecznych. Cała energia idzie więc nie na obniżenie cen benzyny i oleju napędowego, ale na zrzucenie odpowiedzialności na głowę państwa.

Pieniądze nie kłamią

Każdy przywódca – nawet jeśli jest takim picerem jak Donald Tusk – prędzej czy później zderza się z rzeczywistością. Niekoniecznie chodzi o brak pieniędzy w budżecie, za to winę można zrzucić na prezydenta, prezesa NBP, byłego premiera, opozycję, Amerykanów, Rosjan, suszę, powódź i wszystkie plagi egipskie.

Znacznie bardziej niebezpieczny jest brak pieniędzy w portfelach obywateli. Gdy drożyzna zaczyna naprawdę doskwierać, wtedy przestają działać zaklęcia PR-owców i obietnice lepszego jutra. Tusk jednak ciągle żyje nadzieją, że ten moment przyjdzie już po przyszłorocznych wyborach.

Doskonale wie, że ściga się z czasem, bo ulica już zaczęła żartować z drożyzny i nepotyzmu władzy. Gdy obywatele skończą się śmiać, wtedy przyjdzie wku…rzenie.

Mariusz Staniszewski, redaktor naczelny wGospodarce.pl

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Nowe zasady remontu balkonów. Sprawdź, co się zmieni

Prawnik władzy ostro o ustawie Tuska

UE proponuje nowy podatek od „e-odpadów”

»»Spór o nowy budżet Unii Europejskiej – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych