Analizy

Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi na konferencji po posiedzeniu banku / autor: PAP/EPA/RONALD WITTEK
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi na konferencji po posiedzeniu banku / autor: PAP/EPA/RONALD WITTEK

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Patryk Pyka, Analityk Zespołu Usług i Analiz Rynkowych Dom Inwestycyjny Xelion

  • 25 lipca 2019
  • 18:23
  • 0
  • Tagi: EBC euro finanse giełdy Mario Draghi rynki strefa euro
  • Powiększ tekst

Mogłoby się zdawać, że po posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego inwestorzy w Europie poczuli lekki zawód. Wydźwięk komunikatu wprawdzie wydaje się być gołębi, jednak słynne powiedzenie mówi: „apetyt rośnie w miarę jedzenia”.

EBC pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale w komunikacie dodano wzmiankę o tym, że do połowy 2020 r. stopy pozostaną na „obecnym lub niższym poziomie”. Jest to wyraźna zapowiedź tego, że Bank jest gotowy do dokonania cięcia już przy okazji najbliższego posiedzenia. Zgodnie z komunikatem, zlecono komitetom Eurosystemu analizę możliwych opcji luzowania polityki monetarnej, z czym łączy się między innymi kwestia ustalenia zakresu i rozmiaru nowego programu skupu aktywów. Podczas konferencji Mario Draghi nie ukrywał, że oczekiwane odbicie w strefie euro w drugiej połowie roku jest mało prawdopodobne, niemniej szef EBC wciąż nie wierzy w głęboką recesję.

Wygląda na to, że brak podjęcia jakichkolwiek działań „już teraz” w pewnym sensie rozczarowało rynek. Po godzinie piętnastej niemiecki DAX zanurkował i w momencie pisania komentarza notowany jest 1,2% poniżej kreski. Gwałtowne pogorszenie nastrojów nie ominęło również Polski – WIG20 niemal przez cały dzień notowany był w okolicach poziomu neutralnego, by ostatecznie zaliczyć spadek o 1,1%.

Spoglądając na rynek długu, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w tym przypadku inwestorzy odczytują bieżącą sytuację zgoła inaczej. Po publikacji komunikatu EBC, rentowności niemieckich Bundów zaliczyły nowe dołki w okolicach -0,42%. Jednak to, co mogło zrobić największe wrażenie, tym razem dotyczyło greckiego długu - rentowności obligacji 10-letnich tego kraju po raz pierwszy w historii spadły poniżej 2%. Warto w tym momencie przytoczyć ,,szczyptę historii” i przypomnieć, że w marcu 2012 r., podczas gdy gospodarka grecka przechodziła największe turbulencje, rentowności tych samych obligacji sięgały momentami 48%. Na przestrzeni ostatnich lat, sytuacja fiskalna Grecji małymi krokami odzyskuje równowagę, niemniej jednak stosunek długu publicznego do PKB wciąż stanowi ponad 180%. Sytuacja ta pokazuje, że pogłębiające się zjawisko ujemnych rentowności wypiera inwestorów w stronę bardziej ryzykownych aktywów, sprawiając tym samym, że stają się one niepokojąco drogie. Przykładem tego zjawiska jest chociażby ostatnia aukcja 7-letnich obligacji greckich, która przyciągnęła czterokrotnie więcej zainteresowanych niż przewidywano w pierwotnych założeniach sprzedaży.

Nie stawiamy absolutnie polskiego długu w tym samym szeregu, w którym znajdują się obligacje greckie, należy jednak odnotować, że w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu, kapitał wędruje również do Polski. Rentowności polskich obligacji 10-letnich także znalazły się dziś na moment poniżej symbolicznej bariery 2% i stały się niższe niż rentowności ich amerykańskich odpowiedników. Taki układ wydaje się mieć nieco „egzotyczną” formę i nie wydaje się, by utrzymał się w dłuższym terminie.

Patryk Pyka, Analityk Zespołu Usług i Analiz Rynkowych Dom Inwestycyjny Xelion

Komentarze