Informacje

Premier Kopacz po konferencji, na której ogłosiła o dymisjach w jej gabinecie fot. PAP / Radek Pietruszka
Premier Kopacz po konferencji, na której ogłosiła o dymisjach w jej gabinecie fot. PAP / Radek Pietruszka

II akt tzw. afery podsłuchowej przetrzebił szeregi rządu PO-PSL: odeszli m.in. szefowie resortów skarbu i zdrowia oraz wiceministrowie skarbu, środowiska i gospodarki

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 10 czerwca 2015
  • 19:58
  • 3
  • Tagi: afera podsłuchowa afera taśmowa dymisja Ewa Kopacz Ministerstwo Skarbu Państwa Ministerstwo Zdrowia polityka Rząd
  • Powiększ tekst

Premier Ewa Kopacz oświadczyła w środę, że nie przyjmie sprawozdania prokuratora generalnego za 2014 r. Decyzja ma związek z publikacją w internecie materiałów ze śledztwa z tzw. afery podsłuchowej. Kopacz poinformowała też, że dymisje złożyli ministrowie zdrowia, skarbu oraz sportu. Premier podała, że rezygnację z funkcji marszałka Sejmu złożył Radosław Sikorski, z funkcji szefa doradców premiera odchodzi Jacek Rostowski, a z funkcji koordynatora służb specjalnych - Jacek Cichocki (pozostaje szefem KPRM).

Na specjalnie zwołanym w środę po południu briefingu szefowa rządu podkreśliła, że od dwóch dni opinia publiczna żyje sprawą nielegalnych podsłuchów. Jak dodała, "ma ona negatywny wpływ na funkcje państwa".

Ewa Kopacz oceniła, że "jedynym efektem długotrwałego, ponad rocznego śledztwa prowadzonego przez prokuraturę jest gigantyczny wyciek akt śledztwa".

"To podważa w sposób szczególny zaufanie do takiej instytucji, jaką jest instytucja zaufania publicznego, jaką jest prokuratura. W związku z tym chciałam poinformować, że nie przyjmę sprawozdania prokuratora generalnego (Andrzeja Seremeta)" - poinformowała premier. "Jedyną instytucją, która powinna wyjaśnić tę sprawę, jest dobrze i sprawnie działająca prokuratura z nowym prokuratorem generalnym" - dodała.

Kopacz poinformowała też, że w środę na jej ręce rezygnację złożyli ministrowie: zdrowia Bartosz Arłukowicz, skarbu Włodzimierz Karpiński oraz sportu Andrzej Biernat.

"Rozmawiałam z osobami, które pojawiają się na taśmach. Wspólnie uznaliśmy, że nie możemy czekać" - mówiła szefowa rządu. Jak zaznaczyła, w okresie wyborczym Polacy czekają na programy i propozycję partii i PO ma dzisiaj "bardzo konkretną propozycję".

Ponadto do dymisji podali się wiceministrowie: skarbu Rafał Baniak, środowiska Stanisław Gawłowski, oraz gospodarki Tomasz Tomczykiewicz.

Dzień wcześniej na jednym z portali społecznościowych na profilach Zbigniewa S. i jego gazety opublikowano zdjęcia kilkunastu tomów akt śledztwa w sprawie tzw. afery podsłuchowej, które prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. We wtorek wieczorem Zbigniew S. został zatrzymany w sprawie publicznego rozpowszechniania wiadomości ze śledztwa dotyczącego podsłuchów. Za publiczne rozpowszechnianie bez zezwolenia materiałów ze śledztwa grozi grzywna, ograniczenie wolności lub kara do lat dwóch pozbawienia wolności. S. dostał m.in. zakaz publikowania kolejnych materiałów. W środę jego profil był niedostępny.

Prokuratura podała, że ma dowody wskazujące, kto wykonał upublicznione kopie akt śledztwa podsłuchowego, a dowody te wynikają wprost ze zdjęć, których wykonanie było legalne.

Z dostępu do akt śledztwa podsłuchowego skorzystało 15 osób, a prawo do dostępu uzyskało czterech podejrzanych i czterej ich obrońcy oraz 11 pokrzywdzonych i ich 11 pełnomocników.

W środę prokurator generalny Andrzej Seremet tłumaczył w Sejmie, że udostępniając stronom postępowania akta ze śledztwa prokurator postąpił zgodnie z prawem, a obarczanie go odpowiedzialnością za upublicznienie tych akt jest bezzasadne. „To, że akta ws. tzw. afery taśmowej zostały upublicznione, obciąża tych, którzy to uczynili, popełniając przestępstwo” - ocenił Seremet.

Seremet przyznał, że stało się źle, bo społeczeństwo ma prawo czuć zagrożenie związane ze składaniem zeznań, ale nie możemy pójść taką drogą, by odmawiać stronom dostępu do akt postępowania. Zapewniał, że prokuratura jest instytucją apolityczną, a zadaniem prokuratorów jest strzeżenie prawa i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej tych, którzy dopuścili się przestępstw.

"Prokuratura przywykła do zarzutów, że wpisuje się w kalendarz polityczny, szczególnie dotyczący wyborów" - mówił Seremet. Odpowiadając na zarzuty posłów, że prokuratura dopuściła do ujawnienia danych świadków Seremet zauważył, że przez wiele lat parlamentarzyści, jako twórcy prawa nie byli zainteresowani wysłuchiwaniem głosów praktyków, że dane świadków są powszechnie dostępne stronom w śledztwie. Prawo zmieniło się w kwietniu 2015 r.

Posłowie w czwartek w głosowaniach zdecydują, czy wprowadzić do porządku obrad wniosek klubu PiS o powołanie komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej.

PiS przekonywało, że państwo po ośmiu latach rządów Platformy jest w totalnym rozkładzie; nie pracuje normalnie żadna instytucja. PiS domaga się, by rzetelnie wyjaśnić powiązania biznesu i polityki, które zostały ujawnione na nielegalnych podsłuchach.

Według PSL upublicznienie akt z afery podsłuchowej kładzie się cieniem na wszystkich prokuratorach, jednak sytuacja nie powinna być wykorzystywana jako argument za powrotem do połączenia funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Zdaniem Stronnictwa sprawa wygląda, jakby komuś zależało na destabilizacji sytuacji w kraju.

W ocenie SLD tzw. aferą podsłuchową powinna zająć się sejmowa komisja śledcza, która zbada aferę, by inspirować instytucje państwa, piętnować ten obszar odpowiedzialności politycznej, by wyjaśnić i wskazać, kto powinien ponieść odpowiedzialność polityczną i karną. Sojusz uważa, że należy odbudować wiarygodność państwa, wyjaśniając wszystkie sprawy, afery, usprawniając państwo.

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadzi śledztwo ws. podsłuchiwania od lipca 2013 r. w dwóch restauracjach kilkudziesięciu osób z kręgu polityki, biznesu oraz byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych.

Obecnie akta śledztwa podsłuchowego liczą 37 tomów: 34 tomy akt jawnych i 3 tomy niejawne. Podsłuchy obejmują ok. 100 spotkań i kilkadziesiąt osób. Zarzuty w tym śledztwie mają cztery osoby: biznesmen Marek Falenta i jego wspólnik Krzysztof R., podejrzani o zlecenie kelnerom nagrywania gości restauracji, oraz dwóch kelnerów, którzy nagrań mieli dokonywać. Falenta nie przyznał się do zarzutów i zapewniał, że jest niewinny. Śledztwo jest przedłużone do września.

PAP, sek

Komentarze