Informacje

Eksperci (od lewej): Sławomir Horbaczewski, Sławomir Bryksa, Witold Modzelewski, Zbigniew Krysiak i Jarosław Mielcarek, podczas konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim ws. ustawy frankowej, fot. PAP/Radek Pietruszka
Eksperci (od lewej): Sławomir Horbaczewski, Sławomir Bryksa, Witold Modzelewski, Zbigniew Krysiak i Jarosław Mielcarek, podczas konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim ws. ustawy frankowej, fot. PAP/Radek Pietruszka

Uwaga, frankowicze! Oto „prawie ostateczny kształt” prezydenckiego projektu ustawy frankowej

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 7 czerwca 2016
  • 21:50
  • 20
  • Tagi: finanse frankowicze frank szwajcarski Kancelaria Prezydenta RP kredyty we frankach szwajcarskich ustawa frankowa
  • Powiększ tekst

Zwrot części spreadów, cztery warianty "kursu sprawiedliwego" - do wyboru przez kredytobiorcę, przewalutowanie kredytu po obecnym kursie, a nawet zwrot nieruchomości - takie rozwiązania w ustawie dot. frankowiczów rekomenduje zespół ekspertów Kancelarii Prezydenta. Zespół spotkał się we wtorek na ostatnim posiedzeniu; ustalił "prawie ostateczny kształt" propozycji, które przedstawi Kancelarii Prezydenta.

Projekt zakłada, że "powinno wdrożyć się narzędzia prawne zobowiązujące do zwrotu nadpłaconych kwot przez kredytobiorców z tytułu +spreadów+" (np. różnica między kursem kupna i sprzedaży waluty - PAP). Ten zapis dotyczyłby wszystkich kredytobiorców.

Poza tym istniałyby warianty alternatywne, do wyboru przez kredytobiorcę. Pierwszy wariant opierałby się na koncepcji z "kursem sprawiedliwym", z poprzedniego, styczniowego projektu ustawy prezydenckiej. "Przy czym jako jedno z kryteriów różnicowania kursu można by zastosować DTI kredytobiorcy (wysokość zobowiązania w stosunku do dochodu)" - wskazano w komunikacie z prac zespołu przy Kancelarii Prezydenta.

Prof. Jarosław Mielcarek mówił, że w obecnych propozycjach zawarto co najmniej cztery warianty "kursu sprawiedliwego". "Po pierwsze ten początkowy, który jest przedstawiony w kalkulatorze kredytowym kancelarii" - poinformował. Drugi wariant to zmodyfikowana wersja pierwszego - przy jego obliczeniu przyjmuje się najpierw spłatę odsetek, a potem kapitału - odwrotnie niż w podstawowej koncepcji.

"Po trzecie, kurs sprawiedliwy wynikający z teorii kursu sprawiedliwego, którą specjalnie napisałem na te potrzeby, kiedy się wgłębiłem w zagadnienie kursu sprawiedliwego. I czwarty rodzaj kursu, którego może nie nazwiemy kursem sprawiedliwym, tylko kursem równowagi wynikającym z hipotezy stóp procentowych. I również wspierające tę czwartą koncepcję - można powiedzieć - pojęcie kredytu równoważnego, czyli tego kredytu, który byłby przeliczony na warunkach cen w momencie udzielenia kredytu. I najprawdopodobniej będzie wybierany taki sposób podejścia do tego zagadnienia - oczywiście to nie jest jeszcze przesądzone - że to kredytobiorca, mając do dyspozycji te cztery możliwości, sam zdecyduje, który rodzaj rozliczeń mu najbardziej odpowiada" - powiedział profesor.

Alternatywnie do wykorzystania "kursu sprawiedliwego" zespół proponuje przekształcenie niespłaconej kwoty kredytu w typowy dla danego kredytodawcy kredyt "złotowy" (niedenominowany, nieindeksowany albo niewaloryzowany w obcej walucie), w tym zwrot części nadpłaconego kapitału kredytu (...) - wskazano w komunikacie.

Jeden z członków zespołu ekspertów dr Marek Dietl powiedział PAP, że tę drugą opcję można sprowadzić np. do przewalutowania po obecnym kursie i zwrotu tego, czym kredyt różniłby się, gdyby od początku był kredytem złotówkowym.

Ponadto, jako trzecia opcja, "możliwy powinien być zwrot mieszkania będącego zabezpieczeniem kredytu, powodujący całkowite wygaśnięcie zobowiązania z tytułu kredytu, przy czym nie należy wykluczać zastosowania tego rozwiązania, biorąc pod uwagę kryterium LtV" (np. gdy wartość kredytu przekracza wartość mieszkania - PAP).

Według komunikatu "zwrot nadpłaconych kwot na rzecz kredytobiorców powinien nastąpić w formie redukcji zadłużenia lub jego rozłożenia w czasie w terminach określonych przez strony umowy".

Z kolei w ramach restrukturyzacji, według jednej z dwóch alternatywnych opcji (kurs "sprawiedliwy" albo zwykła rezygnacja z denominowania kredytu w obcej walucie), "powinno dojść do zawarcia nowej umowy kredytowej na okres ustalony przez jej strony, przy czym nie dłuższy i nie krótszy niż regulowany w ustawie".

Autorzy projektu uznali też, że "konsekwencje po stronie kredytobiorców i kredytodawców nie powinny rodzić dodatkowych zobowiązań finansowych".

Kredytobiorca będzie miał rok na podjęcie decyzji dot. kredytu walutowego - poinformował prof. Witold Modzelewski, członek zespołu, który pracował nad projektem tzw. ustawy frankowej. "W tym czasie niech kredytobiorcy przeanalizują wszystkie warianty" - podkreślił.

Jak mówił Modzelewski, projekt ustawy dot. kredytów walutowych będzie obejmował kredyty udzielone od 1 stycznia 2000 r., czyli "od momentu, kiedy one zaistniały na naszym rynku", np. do 31 grudnia 2015 r. "Trzeba przedstawić rozwiązania, które będą do wyboru dla samego zainteresowanego i on jest tym ostatecznym sędzią, i to on stworzy z nich pakiet, który może być w danym jego przypadku zastosowany" - mówił Modzelewski.

Jak dodał, projekt przewiduje "obowiązek, że każdy bank, który udzielił tego rodzaju kredytów, w relatywnie bardzo szybkim terminie ma przedstawić wszystkim potencjalnym kredytobiorcom szczegółową informację". "Czyli po prostu wyjaśnić, na czym polega ustawa i na czym polegają prawa tego podmiotu (...), czyli ma być instruktaż" - wskazał.

Modzelewski dodał, że zespół ekspertów przewiduje też rozporządzenie wykonawcze określające wzór wniosku, który kredytobiorca miałby składać do banku. Przekonywał też, że propozycja zapewnia bezpieczeństwo zarówno dla kredytobiorców, jak i kredytodawców.

Modzelewski podał, że projekt określa metody rozwiązania pięciu istotnych zagadnień związanych z problemem frankowiczów.

"Po pierwsze problem zwrotu tzw. spreadów, czyli kwot, które zostały pobrane przez banki w związku ze sprzedażą (...) dewiz kredytobiorcom. Po drugie jest to tak zwane odwalutowanie (...)" - powiedział. Dodał, że trzecim elementem do rozwiązania jest okres, gdy kredyty były spłacane. "Tu sięgamy do kilku dróg, m.in. inspirując się bardzo ważnym doświadczeniem i propozycją projektu Kancelarii (Prezydenta - PAP) dotyczącą kursu sprawiedliwego" - wskazał.

"Po czwarte jest to problem zwrotu lokalu, który był przedmiotem zabezpieczenia (...) i wygaśnięcia zobowiązań z tego tytułu. Po piąte musimy rozwiązać problem skutków o charakterze bilansowym, rachunkowym, ekonomicznym zastosowania metod restrukturyzacji" - powiedział.

Jak dodał, w tym ostatnim przypadku zaproponowano szczególne rozwiązania, które były częściowo wzorowane na tym, co było w projekcie prezydenckim, ale także brano pod uwagę "inne doświadczenia". "Najważniejsze jest to, że ustawa zapewnia bezpieczeństwo zarówno dla kredytobiorców, jak i kredytodawców i ostatecznego zamknięcia owego sporu, który niestety ciągle jest" - powiedział Modzelewski.

Podczas konferencji poinformowano, że skutki finansowe poszczególnych scenariuszy są znane, ale makroekonomiczne skutki tego, co się stanie - nie, bowiem nieznane jest spektrum wyboru kredytobiorców. "A wariantów jest sporo. Dopiero jak minie ten pierwszy rok i tych wniosków nie będzie można zbierać (...), wtedy możemy szacować (...), jakie będą konsekwencje finansowe dla jednej z wielu możliwości. Bo przecież tych możliwości jest dużo i nie wiemy, która się zrealizuje" - mówił prof. Mielcarek.

"W naszych prognozach nie ma czarnego scenariusza, w związku z tym giełdowe spółki, banki nie są w żaden sposób zagrożone" - podkreślił. Zaznaczył, że będzie rok na złożenie wniosku i drugi na podjęcie ostatecznej decyzji. Według niego wszyscy - akcjonariusze, inwestorzy - zdążą się oswoić z tymi rozwiązaniami. "Dla giełdy niebezpieczna jest niepewność, a tu nie ma niepewności, dlatego, że czarny scenariusz nie istnieje" - zapewnił.

Wskazał, że przyjmując, iż "skutki bilansowe" dla banków wyniosłyby 30-40 mld zł, to zostałyby one rozłożone na 30 lat. Podał, że to jeden z wielu szacunków, są też "bardziej korzystne, są troszeczkę gorsze, ale niewiele".

"To nieco ponad miliard rocznie. Zdolności absorpcyjne banków, jeżeli chodzi o tego typu kwoty, są znacznie większe. Będą dwa lata, żeby się oswoić z tymi scenariuszami, konsekwencje finansowe są rozłożone w długim okresie czasu" - podkreślił. "Według naszych szacunków być może nawet wywrze to korzystny wpływ na kursy banków (...). Banki nie mają powodów, żeby się niepokoić. Nie przewidujemy jakichś większych zawirowań na giełdzie" - powiedział.

Modzelewski podkreślił, że opracowane przez zespół koncepcje nie zagrażają stabilności sektora finansów publicznych, nie przewidują udziału NBP czy BGK. "Nie ze środków publicznych ma być rozwiązany ten problem. Uważamy, że nie należy przerzucać ciężaru finansowego tej operacji na obywateli - tych, którzy w tym nie uczestniczą" - poinformował.

Maciej Pawlicki ze Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu uznał te propozycje za zbyt skomplikowane, zagmatwane oraz niejasne prawnie, etycznie i ekonomicznie. "Dlaczego nie możemy uznać tego, czego wszyscy chcemy i tego co, ogłosił wczoraj Rzecznik Finansowy? I prawdziwego rozwiązania szukać tam, gdzie jest największa potrzeba, czyli jak rozłożyć w czasie księgowo to, co banki zaplanowały sobie jako zyski" - powiedział PAP.

Rzecznik Finansowy Aleksandra Wiktorow oceniła w poniedziałek, że waloryzacja kredytów "walutowych" może być niezgodna z prawem bankowym. Jeśli sądy podzielą opinię Rzecznika, konsumenci mogą otrzymać zwrot nadpłaconych odsetek od kredytu.

Pawlicki powiedział, że jest rozczarowany rekomendacjami proponowanymi przez zespół ekspertów. "Nie rozumiem, dlaczego prezydent Andrzej Duda miałby tworzyć tak skomplikowany mechanizm. Będziemy namawiali prezydenta, aby poszedł za przykładem ustawodawców w Niemczech i innych państwach europejskich, które zabroniły stosowania toksycznych instrumentów finansowych i nazywania ich kredytami" - dodał.

Natomiast główny analityk Xelion Piotr Kuczyński mówił, że prawo nie pozwala na oddanie mieszkania obciążonego hipoteką z jednoczesnym wygaśnięciem kredytu. "Osobiście bardzo jestem za tym rozwiązaniem, ale na przyszłość. Niestety prawo nie może działać wstecz. To jest niezgodne z konstytucją, prawem" - mówił. Według niego w takim przypadku banki będą mogły dochodzić swoich roszczeń w instancjach międzynarodowych. Zdaniem Kuczyńskiego kwota 30 mld zł strat bankowych jest "wzięta z powietrza", tak naprawdę nie wiadomo, ile ten projekt będzie kosztował.

Swoją propozycję rozwiązania problemu kredytów frankowych przedstawił 31 maja Związek Banków Polskich. Zakłada ona, że przewalutowanie nastąpiłoby po kursie bieżącym - z dnia akceptacji oferty przez klienta. Poziom marży nie byłby zmieniany. Warunkiem uczestnictwa w programie byłby tzw. współczynnik Dtl (stosunek rat kredytu do dochodu) nieprzekraczający 70 proc. Rata kredytu po przewalutowaniu nie mogłaby zatem przekraczać 70 proc. dochodów kredytobiorcy. Jeśli by przekraczała, bank dopłacałby do rat.

Dochód kredytobiorców byłby ustalany na podstawie PIT. Program dotyczyłby posiadaczy mieszkań do 75 m kw. i domów do 150 m, a także tych, którzy nie mają opóźnień w spłacie kredytu. Oferta byłaby składana przez bank kredytobiorcy jednorazowo. Istniałaby możliwość wydłużenia spłaty rat kredytu - w związku z przewalutowaniem - maksimum o 5 lat. W tym okresie banki pokrywałyby różnicę, jeśli Dtl nadal przekraczałaby 70 proc.

Koszt realizacji programu dla sektora bankowego wyniósłby od 1,6 do 2,7 mld zł. Program - według ZBP - wymagałby też wsparcia NBP "w zakresie minimalizacji wpływu potencjalnych negatywnych skutków przewalutowania na stabilność rynku walutowego w Polsce".

PAP, sek

Komentarze