Warto umożliwić samorządom współfinansowanie szkół wyższych. A państwo powinno mieć wpływ na to, ilu się kształci kandydatów na lekarzy czy prawników - mówi szef jednego z zespołów, które pracowały nad założeniami ustawy dot. uczelni, prof. Hubert Izdebski.

Jakie są według państwa najważniejsze zadania szkół wyższych?

Prof. Hubert Izdebski, dyrektor Instytutu Prawa z Uniwersytetu SWPS, szef jednego z trzech zespołów, które przygotowały założenia nowej ustawy prawo o szkolnictwie wyższym: Szkoła wyższa to kontrolowana przez władzę publiczną instytucja, która służyć ma przede wszystkim kształceniu studentów. Nikt jej w tym nie zastąpi - zwłaszcza jeśli chodzi o studia I i II stopnia. Inaczej jest, jeśli chodzi o naukę, prowadzenie badań - tym zajmują się także instytuty PAN czy instytuty badawcze. Dlatego naszym zdaniem nauka - choć bardzo ważna - nie jest w szkołach wyższych najważniejsza. Choć oczywiście nie da się kształcić studentów, jeśli nie uprawia się badań naukowych na odpowiednim poziomie.

Ważne jest też to, że szkoły wyższe są częścią systemu edukacji narodowej. Aż się prosi, by przedstawicielom szkół wyższych zapewnić udział w przygotowywaniu koncepcji kształcenia przynajmniej na poziomie średnim i przeprowadzania matur. Zwracamy też uwagę, że istotną rolą szkół wyższych jest kształcenie nauczycieli.

Jakie przekształcenia dotyczące uczelni są potrzebne?

Chcemy, żeby były trzy - funkcjonalnie wyodrębnione - grupy uczelni: uczelnie badawcze, dydaktyczno-badawcze i dydaktyczne. I trzeba się zastanowić, jak finansować dydaktykę. My proponujemy wprowadzenie trzech regulowanych grup kierunków studiów.

Co to za podział kierunków?

Pierwszą grupą byłyby kierunki regulowane, gdzie kształci się osoby, które będą wykonywać zawody, które mogą odpowiadać zawodom zaufania publicznego. Niektóre z tych kierunków regulowanych są wymienione w ustawodawstwie unijnym - to np. studia medyczne czy architektura - a pozostałe to kierunki, gdzie prowadzi się jednolite studia magisterskie - choćby studia prawnicze. Ja osobiście uważam, że studia, na których kształci się nauczycieli, również powinny należeć do grupy kierunków regulowanych. To wszystko bowiem dotyczy wykształcenia w przypadku zawodów, które mają szczególny walor społeczny, a ich wykonywanie wymaga odpowiednich kwalifikacji: i ogólnoakademickich, i praktycznych. Uczelnie, które spełniłyby wymogi, mogłyby brać udział w konkursach organizowanych przez ministra.

Czyli to państwo organizowałoby konkurs na to, kto będzie mógł prowadzić takie kierunki regulowane...

Tak. Państwo powinno decydować, ilu chce - na koszt budżetu - kształcić kandydatów na lekarzy, prawników... A to wszystko powinno funkcjonować w ramach długofalowego planu - wieloletniej strategii rozwoju nauki szkolnictwa wyższego.

A co z kolejną, drugą kategorią kierunków?

To byłyby kierunki uniwersyteckie, odpowiadające dzisiejszemu profilowi ogólnoakademickiemu. Je uważa się za ważne ze względów ogólnospołecznych, kulturowych, gospodarczych. Takim kierunkiem byłaby np. filozofia. Takich kierunków nie da się z góry, raz na zawsze zadekretować, ale można to uwzględnić np. w wieloletniej strategii. Jednak to państwo w drodze konkursów ustalałoby, które uczelnie mogą dany kierunek prowadzić.

A jeśli chodzi o trzecią grupę kierunków?

Byłyby to kierunki nieregulowane - uczelnia sama zdecyduje, jakie studia chce prowadzić - przy pewnym zakresie kontroli państwa. Byłyby to studia odpłatne, co jednak nie wykluczałoby ich finansowania ze środków publicznych.

Trzeba umożliwić samorządom dofinansowywanie położonych na ich terenie szkół wyższych. Od tego - naszym zdaniem - są zwłaszcza samorządy wojewódzkie. Mogłyby one np. przeznaczać środki na dotację dydaktyczną dla uczelni. Np. gdyby samorząd uznał, że potrzeba mu geodetów, to mógłby zakontraktować kształcenie w tym zakresie w lokalnej uczelni wyższej. Chodzi o możliwość włączenia samorządów do prowadzenia własnej polityki w tym zakresie. W przypadku studiów odpłatnych powinna przy tym istnieć szeroka możliwość uruchomienia środków pomocy socjalnej, także ze strony samorządów.

A co z takimi kierunkami jak fizyka, biochemia, matematyka... Tam przecież studiują i ci, którzy zostaną nauczycielami, i ci, którzy chcą prowadzić badania...

W Polsce mamy 1,4 mln studentów. Tylko niewielka część z nich - może 5 proc. - będzie w przyszłości prowadziła badania naukowe. Studia nie mogą więc być nastawione - w swoim podstawowym wymiarze - na kształcenie badaczy. Uczelnie mają kształcić ludzi z otwartymi głowami, którzy poradzą sobie na rynku pracy przez 50 lat działalności zawodowej.

Jakie zmiany proponują państwo dla doktorantów?

Uważamy, że studia doktoranckie powinny być wyłącznie stacjonarne. A wszyscy uczestnicy studiów III stopnia powinni mieć zapewnione stypendia porównywalne z etatem asystenta. To również ogranicza liczbę przyjmowanych na te studia. A doktoranci powinni mieć jasny status: szczególnego studenta.

Uważamy też, że powinny funkcjonować dwa typy doktoratów. Ten, jaki znamy dziś - to byłby doktorat typu zawodowego. Natomiast jako jedyny stopień naukowy funkcjonowałby jedynie "duży" doktorat, na poziomie PhD - czyli porównywalny z dzisiejszą habilitacją.

Jakie są plany, jeśli chodzi o profesorów?

Tytuł profesora powinien istnieć dalej, ale traktowany jako szczególne wyróżnienie, a nie jako faktycznie trzeci stopień naukowy. Profesorów byłoby więc trochę mniej.

Idźmy dalej. Co z ustrojem uczelni?

Chcemy jednak usprawnić proces decyzyjny na uczelniach i skończyć z federalizacją uczelni. Uczelnia jako całość powinna mieć wszelkie uprawnienia w dziedzinie finansowej, kształcenia czy przyznawania stopni naukowych. Dzięki temu rektor miałby większą możliwość kształtowania polityki uczelni. Obecnie zbyt dużą władzę mają w tym zakresie wydziały.

Według nas wszelkie pomysły bardziej radykalnych ruchów i odejścia od tradycji, jaka się na uczelni wytworzyła - sprawią, że stracimy na samorządności akademickiej. Co wcale nie znaczy, że system będzie działał lepiej. Może najwyżej łatwiej ulec polityzacji.

Podsumowując: co jest najważniejszego w reformach, które Państwo proponują?

Chcielibyśmy, żeby problemy szkolnictwa wyższego były rozwiązywane w sposób zgodny ze standardami wiążącymi - a więc z konstytucją, z której sporo wynika dla uczelni, czy prawem unijnym. Chodzi m.in. o unijną dyrektywę, która dotyczy wspomnianych wcześniej zawodów "superregulowanych" - m.in. lekarzy czy architektów. Trzeba brać też pod uwagę proces boloński czy Europejską Kartę Naukowca... Przygotowując projekt, zwracaliśmy na to szczególną uwagę.

Czy są jakieś punkty wspólne pomiędzy reformami, które proponuje pana zespół - a tymi przedstawionymi przez pozostałe dwa zespoły, które pracowały nad założeniami Ustawy 2.0?

Każdy wychodzi z trochę innej filozofii dotyczącej szkolnictwa wyższego. Ale wszyscy uważamy, że pewne zmiany aż się narzucają. Wydaje mi się, że gdyby nas posadzono we trzech razem, to pewnie bylibyśmy w stanie wspólnie zaproponować coś wyważonego, pośrodku.

Rozmawiała Ludwika Tomala

PAP/ as/