Ich rodzinne gniazda są na kominach górujących nad instalacjami przemysłowymi. Nie przeszkadza im proces rafinacji ropy ani wielka synteza chemiczna. Od 20 lat zagrożone wyginięciem sokoły wędrowne - z pomocą człowieka - przychodzą na świat na terenach wielkich polskich zakładów przemysłowych.

Skierka - samica sokoła wędrownego, z poświęceniem wysiaduje jaja w budce lęgowej zamontowanej na wysokości 130 m najwyższego komina rafinerii Lotosu w Gdańsku. Ani urodzona w gnieździe na warszawskim Pałacu Kultury Skierka, ani jej partner Gryf nie wiedzą, że dzięki dwóm kamerom umieszczonym w samej budce i na podeście podglądają je setki internautów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, kilka dni po Świętach, w gnieździe nad gdańską rafinerią na świat przyjdą cztery kolejne młode sokoły.

Budki podobne do tych w Gdańsku znajdują się m.in. na instalacjach płockiego PKN Orlen, należącej do KGHM Hucie Miedzi Głogów, zakładów azotowych w Policach i Puławach. W 2015 r. w gniazdach na instalacjach przemysłowych przyszło w sumie 31 młodych sokołów, a w ub. roku - 54.

Sławomir Sielicki ze Stowarzyszenia na Rzecz Dzikich Zwierząt "Sokół" na pytanie, czy sokołom nie przeszkadza sąsiedztwo ludzi i instalacji przemysłowych odpowiada przecząco. "Dla nich to substyt naturalnego środowiska - skał, wysokich drzew. A poza tym, sokoły - jak wszystkie drapieżniki - są leniwe. A w pobliżu ludzi występują gatunki stanowiące naturalny pokarm sokołów - przede wszystkim gołębie. Spasiony miejski gołąb to numer jeden w sokolim menu.

Jak mówi Sielicki, obok zakładów w Puławach, choć gołębie zdarzają się dość rzadko, doliczono się 54 innych gatunków ptaków, które stanowią sokoli przysmak. Sokół poluje w sposób morderczo skuteczny. Ofiar wypatruje z wysokich punktów obserwacyjnych lub z powietrza. Potem spada na nie z prędkością przekraczającą 320 km na godzinę. Według Wikipedii lot nurkowy czyni go najszybciej poruszającym się organizmem na Ziemi. Dzięki tej zawrotnej prędkości sokół potrafi uśmiercić ofiarę znacznie od siebie większą. Gdy zdobycz opada drapieżnik nawraca i przechwytuje ją w locie, by nie spadła na ziemię. Nie poluje nigdy na ptaki kryjące się na drzewach czy na ziemi.

Najwyraźniej ludzkie sąsiedztwo dobrze służy drapieżnikom, bo para, która gniazdowała na warszawskim PKiN dożyła sędziwego, jak na sokole życie, wieku 20 i 19 lat. "To chyba rekord" - podkreśla Sielicki.

Do lat 40. ubiegłego wieku sokoły wędrowne w Polsce gniazdowały prawie wyłącznie w lasach. Ponieważ nie są mistrzami w budowaniu, korzystały z gniazd innych gatunków. Ale w latach 50. i 60., ze względu na powszechnie stosowany środek ochrony roślin DDT (polska nazwa handlowa - Azotox) występujące naturalnie sokoły całkowicie wyginęły.

"Na szczęście dla sokoła, który od tysięcy lat był bardzo ceniony, gdy zaczął masowo ginąć ze środowiska naturalnego, sokolnicy zaczęli podejmować próby hodowli i opracowali metody jego introdukcji, czyli ponownego wprowadzania do środowiska naturalnego - mówi Sielicki.

Początkowo sokolnicy próbowali przywrócić ptaki polskim lasom, ale pierwsza próba lęgu nastąpiła w 1998 r. na warszawskim PKiN. Była to próba nieudana, prawdopodobnie ze względu na wiek samicy. Jednak - jak mówi Sielicki - tego samego roku zaobserwowano dwie pary sokołów wędrownych przy kominach dużych zakładów przemysłowych - wrocławskim Anwilu i toruńskiej Elanie.

"Ponieważ na takich konstrukcjach nie ma miejsca na złożenie gniazda, zainstalowaliśmy sztuczne na kominach na wysokości 120 m - mówi. Ptaki szybko zaakceptowały nowe miejsca i w 1999 r. z obu wyprowadziły młode. Po 30 latach sokoły wróciły na polskie niebo" - dodaje

W PKN Orlen sokoły ratują od ponad 16 lat. Po raz pierwszy samca sokoła wędrownego zauważono w 1986 roku w pobliżu kompleksu produkcyjnego w Płocku. Potem nastąpiła długa przerwa do 1997 r. Od 1999 r. rozpoczęła się współpraca z Radą Programu "Restytucji Sokoła Wędrownego w Polsce", która od 2002 roku przekształciła się w Stowarzyszenie na Rzecz Dzikich Zwierząt "Sokół". W roku 1999 w Orlenie zbudowano dwie budki lęgowe na wysokich kominach - zakładowej elektrociepłowni i tzw. instalacji Clausa. Na pierwsze pisklaki przyszło poczekać do maja 2002 roku.

Nie zawsze obywa się bez problemów. Na przełomie 2015/2016 roku zainstalowano nową budkę lęgową na kominie instalacji odsiarczania spalin wyposażoną w kamery i termometr. W styczniu 2016 roku, jeszcze przed rozpoczęciem okresu lęgowego, budki zainstalowane na kominach instalacji Clausa i zakładowej elektrociepłowni zostały zasłonięte, aby skłonić parę sokołów do wyboru nowego gniazda. Ptaki znalazły nową budkę i złożyły w niej dwa jaja. Niestety, nie wykluły się z nich młode. W stowarzyszeniu "Sokół" zdecydowali o zastosowaniu tzw. adopcji własnej. W maju do gniazda podłożono trzy pochodzące z hodowli samczyki. Sokoły zaakceptowały młode.

Do 2015 roku Orlen może się pochwalić 42 pisklętami sokoła wędrownego. Zdaniem sokolników, na terenie zakładu produkcyjnego w Płocku znajduje się najdłużej produktywne stanowisko w Polsce, gdyż nieprzerwanie każdego roku ptaki o imionach Verva (od paliwa Verva) i Rafik (od rafineria) wyprowadzają młode, co dla tego gatunku jest rzadkością. Pracownicy Orlenu w ramach zorganizowanych konkursów nadają imiona wyklutym pisklętom. W roku 2010 dzięki założonym nadajnikom możliwe było śledzenie ich wędrówek.

Imiona dla swoich sokołów wybierają też pracownicy należącej do KGHM Huty Miedzi Głogów. W 2016 roku głogowskie gniazdo opuściły Miedziak, Rudek, Ruda i Miedzia.

W 2013 roku w gnieździe odchowały się trzy młode - Giga, Miedzianka i Hutek. Duży temperament i ciekawość świata sprawił, że opuściły one gniazdo o kilka dni za wcześnie. Odłowione przez pracowników huty zostały oddane pod opiekę Stowarzyszenia i po kilku dniach wpuszczone z powrotem do gniazda skąd powędrowały w świat.

Największym temperamentem i wagą odznaczała się Giga, która w 2016 roku wyprowadziła swój pierwszy lęg w gnieździe na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

"Uratowanie samicy, która uległa wypadkowi na torowisku huty zapoczątkowało historię sokolego gniazda w Hucie Miedzi Głogów. Stowarzyszenie Na Rzecz Dzikich Zwierząt "Sokół" poprosiło dyrekcję huty o zamontowanie platformy lęgowej dla sokołów na wskazanym miejscu. Obiektem tym był komin Wydziału P-22, tzw. "Koniczynka". Platforma lęgowa została wykonana jesienią w 2008 roku środkami własnymi huty. Od 2009 roku po dzień dzisiejszy gniazdo opuściły 22 młode sokoły" - mówi Paweł Frąckiewicz z Wydziału Ochrony Środowiska Huty.

Jak dodaje, historia uczestnictwa w programie przywrócenia na polskie niebo sokołów to przypadek i dobra wola, ale przede wszystkim sympatia ptaków, które zagnieździły się na kominie huty i już go nie opuściły.

Sławomir Sielicki podkreśla, że od samego początku programu reintrodukcji sokołów w Polsce Stowarzyszenie spotyka się z dużą przychylnością ze strony firm, które na własny koszt instalują gniazda i finansują ich monitoring. Odmowy - jak podkreśla - rzadkie, motywowane są obawą, że sąsiedztwo chronionego gatunku może utrudniać korzystanie z instalacji, np. remonty kominów. "W ostatnich latach zdarzało się, że mimo prowadzenia prac na kominach sokoły wyprowadzały młode. Wymagało to jedynie dyscypliny ze strony wykonawców. Przy odrobinie dobrej woli natura z człowiekiem może współistnieć" - dodaje.

Skierkę i Dryfa, ale też sokoły z Orlenu, Polic, Głogowa, PKiN i innych miejsc można oglądać na stronie

http://peregrinus.pl/pl/podglad-gniazd-na-zywo

PAP/ as/