Za kilka lat sztuczna inteligencja zdemokratyzuje dostęp do analizy danych. Dlatego, należy zmienić system edukacji. Według S. Starzyńskiego, odpowiadał on potrzebom rynku 200 lat temu. Teraz trzeba uczyć dzieci innowacyjnego rozwiązywania problemów, z którymi komputery nie będą radzić sobie jeszcze przez 20-40 lat.

Jak przewiduje prezes instytutu badawczego ABR SESTA, w Polsce proces zastępowania pracowników przez roboty i SI (sztuczną inteligencję) będzie znacznie wolniejszy, niż w Europie Zachodniej. W naszym kraju wynagrodzenia dla pracowników są jeszcze stosunkowo niskie, dlatego wciąż nie opłaca się inwestować w tak nowoczesne systemy. Ale za kilka lat to się zmieni, gdyż koszty robotyzacji już maleją, a wydatki firm, związane z zatrudnianiem personelu, zwiększają się. Świadczy o tym np. wprowadzenie wyższej stawki minimalnej. Zdaniem eksperta, będzie podobnie jak w Chinach. Gdy wzrosły tam koszty pracy, na wschodnim wybrzeżu zaczęły powstawać fabryki, w których obecnie pracują prawie same maszyny.

– W niektórych branżach zastępowanie ludzi robotami i SI nastąpi bardzo szybko, w innych – nieco później. Jednak zmiany te są nieuniknione. Dlatego, już teraz należy zrewolucjonizować system edukacji, aby przygotować młodzież do życia w zupełnie nowej rzeczywistości. Nauka powinna być nastawiona na rozwój kreatywnego myślenia i empatii, gdyż póki co, maszyny nie posiadają takich umiejętności. Każdy zawód, który polega na powtarzaniu tych samych czynności i nie wymaga pomysłowości, zostanie wcześniej czy później wyparty z rynku – mówi Sebastian Starzyński.

Prezes instytutu badawczego ABR SESTA zauważa, że obecnie większość samolotów na świecie lata głównie na autopilotach. Mogą one startować i lądować bez pomocy człowieka. Piloci siedzą w kokpitach ze względu na wciąż obowiązujące prawodawstwo, w celu zwiększenia poczucia bezpieczeństwa pasażerów, a także na wypadek nieprzewidzianych trudności. Podobna robotyzacja czeka inne środki transportu. Według Sebastiana Starzyńskiego, za kilka lat w naszym kraju kierowcy taksówek i ciężarówek masowo będą zastępowani przez roboty. Przepisy ruchu drogowego mogą spowolnić ten proces, ale na pewno go nie zatrzymają.

– W Polsce potrzeba jeszcze ok. 7 lat na udoskonalenie technologii i zmianę legislacji, aby roboty mogły w pełni zastąpić zawodowych kierowców. Wówczas zatrudnianie osób do obsługi aut stanie się oczywistą stratą pieniędzy. Człowiek, jak wiadomo, wymaga odpoczynku od pracy. Natomiast, ciężarówki autonomiczne będą jeździły przez 24 godziny na dobę. Ponadto, jazda samochodami, sterowanymi przez maszyny, stanie się dużo bezpieczniejsza, niż prowadzonymi przez ludzi. Według dostępnych statystyk, ich wypadkowość jest wielokrotnie niższa w zestawieniu z pojazdami prowadzonymi przez ludzi – podkreśla Sebastian Starzyński.

Ekspert zaznacza, że wielbiciele „jazdy za kółkiem” będą kontrolowani przez system autonomiczny, obowiązkowo zainstalowany w każdym pojeździe. Nie pozwoli on już jechać kierowcy np. 150 km na godzinę po terenie zabudowanym. Oznacza to, że w przyszłości mogą zniknąć mandaty za zbyt szybką prędkość na drodze. Jednak, przede wszystkim tzw. piraci drogowi przestaną narażać życie niewinnych osób dla własnej zabawy. Jak stwierdza Sebastian Starzyński, z samochodami na własność będzie tak, jak obecnie z końmi. Staną się rozrywką dla pasjonatów. Stopniowo będzie maleć liczba osób prowadzących tradycyjne pojazdy. Na rynku zaczną dominować autonomiczne kapsuły, pozbawione kierownicy, za to wyposażone np. w stolik dla pasażerów.

– Obecnie w USA, Japonii, Chinach, a także w Europie Zachodniej są już wdrażane systemy, które znacznie lepiej radzą sobie z odtwarzaniem i stosowaniem przepisów. Przykładem jest IBM Watson, ale pojawiają się też nowe rozwiązania, które ułatwiają przeglądanie spraw sądowych. Optymalizują pracę prawników w Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieje prawo precedensowe. Trzeba wiedzieć, że aż ok. 70% pracy amerykańskich prawników polega na czytaniu dokumentów i zaznaczaniu fragmentów do dalszej analizy. Superkomputer robi to szybciej i dokładniej – wyjaśnia Sebastian Starzyński.

Jak dodaje ekspert, IBM, Microsoft i Google tworzą obecnie sprzęty do oceniania zdjęć RTG i USG. To jest typowy „machine learning”, czyli sztuczna inteligencja o wąskiej specjalizacji. Maszyny, wyprodukowane w celu analizy obrazów, wykonują to znacznie szybciej i dokładniej, niż lekarze z wieloletnim stażem pracy. Zdarzają się przypadki, że nawet profesorowie medycyny nie pamiętają objawów niezwykle rzadkich chorób, o których czytali jedynie na studiach. SI nie zapomina o niczym, jeśli dobrze działa. W przyszłości sztuczna inteligencja będzie przeprowadzała wywiad z pacjentem, nie tylko zadając mu pytania, jak obecnie czyni to lekarz. W trakcie rozmowy zbada krew, tętno, ale też mimikę, ton głosu, ruch gałek ocznych i wiele innych informacji, zapisanych w ludzkim ciele.

– W porównaniu z SI, lekarz nie będzie miał szans na tak dokładne i szybkie zbadanie chorego. Sztuczna inteligencja będzie zbierała i kumulowała dane o stanie fizycznym i psychicznym człowieka. To znacznie więcej, niż obecnie mogą zrobić ludzie. Przechowywanie w pamięci wiedzy na temat milionów badanych pacjentów jest nieosiągalne dla człowieka, podobnie jak ukończenie wszystkich specjalizacji medycznych i zdobycie w nich doświadczenia. Tymczasem, jedno urządzenie ma mieć zapisane informacje z każdej specjalności, wyniki badań i studia wcześniejszych przypadków – zapewnia Sebastian Starzyński.

Jednak w pracy lekarza ważna jest nie tylko profesjonalna wiedza, ale również empatia. Maszyna jeszcze długo nie zastąpi potrzebnej rozmowy z pacjentem, np. po przeżytej traumie. Komputery mogą czytać emocje i naśladować je, ale to ludzie mają prawdziwe uczucia. Są nam one potrzebne do tego, aby oceniać, czego potrzebują inni, m.in. klienci, w zmieniającym się świecie. Według eksperta, maszyny szybko tego nie zrozumieją, bo raczej będą działać, zgodnie z wyznaczonymi wcześniej schematami. Dlatego właśnie dzieci w szkole powinny rozwijać w sobie te zdolności.

– W mojej opinii, zdolności matematyczne i analityczne przestaną być cenione, ponieważ komputery liczą o wiele sprawniej i szybciej od ludzi. Podobnie jest z zapamiętywaniem szeregu informacji, czego wciąż oczekuje się od dzieci i młodzieży w szkołach. Generalnie maszyny lepiej wykonują wszelkie czynności, które wymagają analizy dużej ilości danych, liczb i procesów myślowych. Przykładem tego jest gra w szachy, którą arcymistrz Garri Kasparow przegrał z Deep Blue w 1996 roku. Rosjanin przewidywał wówczas 3 operacje na sekundę, tymczasem komputer – 3 miliony – przypomina Sebastian Starzyński.

Jak przewiduje ekspert, dostęp do sztucznej inteligencji będzie bardzo demokratyczny, podobnie jak dziś powszechne używanie smartfonów. Zaczną pojawiać się aplikacje typu osobisty asystent SI. Będą wspierać ludzi w codziennych czynnościach i decyzjach, np. dotyczących ubioru. Tego typu systemy będą właściwie działać, jeśli nauczymy ich swoich przyzwyczajeń, planów, gustów oraz zdobytej przez nas wiedzy o świecie. Bardzo ważna stanie się umiejętność uczenia sztucznej inteligencji, aby pracowała na naszą korzyść. Osoby, które jako pierwsze oswoją i wprowadzą ją do swojego życia, staną się najbardziej produktywne i zdobędą ogromną przewagę nad pozostałą częścią społeczeństwa.

– Moim zdaniem, za 5 lat osobisty asystent SI będzie już zupełnie powszechnym produktem na rynku, a za 7 lat stanie się tak popularny, jak obecnie większość aplikacji na smartformy. Duży wybór tego typu systemów sprawi, że konsumenci nie będą w stanie używać wszystkich rodzajów „podręcznej” sztucznej inteligencji. Z czasem pojawią się również pomocnicy SI, wspierający nas w zarządzaniu innymi asystentami aplikacjami – podsumowuje Sebastian Starzyński.

MNews/ as/