Informacje

Niemcy przygarnęli uciekinierów z Hongkongu

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 22 maja 2019
  • 15:16
  • 0
  • Tagi: bezpieczeństwo prawo uchodźcy
  • Powiększ tekst

Dwaj aktywiści z Hongkongu, poszukiwani w tym półautonomicznym regionie Chin za udział w zamieszkach, otrzymali w Niemczech status uchodźców - podał dziennik „New York Times”, oceniając to jako możliwy zwrot w postrzeganiu Hongkongu na świecie.

Ray Wong i Alan Li zostali oskarżeni o udział w zamieszkach z 2016 r., kiedy protestujący starli się z policją w dzielnicy Mong Kok w Hongkongu. Aktywiści zbiegli z regionu w 2017 r., gdy zwolniono ich z aresztu za kaucją. Niemieckie władze przyznały im status uchodźców w maju 2018 r. - podał „NYT”, powołując się na samych działaczy.

Niemieckie federalne biuro ds. migracji i uchodźców potwierdziło, że w ub.r. przyznało ochronę przysługującą uchodźcom dwóm przybyszom z Hongkongu, ale nie wymieniło ich nazwisk.

Według komentatorów Wong i Li są najprawdopodobniej pierwszymi obywatelami Hongkongu, którym władze innego kraju przyznały status uchodźców. Decyzja może świadczyć o zmianie wizerunku byłej brytyjskiej kolonii, która od 1997 r. jest specjalnym regionem administracyjnym ChRL.

Hongkong uchodził do niedawna za oazę praworządności w Azji, ale w ostatnich latach Pekin zacieśnia swoją kontrolę nad regionem, co w według obserwatorów prowadzi do erozji jego autonomii i swobód obywatelskich jego mieszkańców.

Jeśli niemiecki rząd sądziłby, że hongkoński wymiar sprawiedliwości jest niezależny, nie przyznałby mi statusu uchodźcy” - ocenił Wong w wywiadzie z ub.r., cytowany przez „NYT”. Dodał, że po przyznaniu mu tego statusu „Hongkong stracił swoje specjalne miejsce na świecie”.

Szefowa hongkońskiego ministerstwa sprawiedliwości Teresa Cheng odmówiła odpowiedzi na pytanie, czy decyzja niemieckiego rządu świadczy o utracie zaufania do wymiaru sprawiedliwości w Hongkongu. Oświadczyła, że nie może się wypowiadać na temat „stwierdzeń opublikowanych w pewnych mediach”, gdyż nie widziała na nie dowodów - podała publiczna hongkońska rozgłośnia RTHK.

NYT” odnotowuje, że Niemcy przyznają status uchodźców osobom, które mogą wykazać prześladowanie z powodu narodowości, religii, opinii politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej. Status umożliwia im pobyt, pracę i naukę w Niemczech przez trzy lata.

Działacze praw człowieka byli zaskoczeni przyznaniem ochrony obywatelom Hongkongu. „To stawia sytuację praw człowieka w Hongkongu na pozycji porównywalnej z najgorszymi częściami świata” - ocenił Patrick Poon z brytyjskiej Amnesty International.

Ujawnienie decyzji niemieckiego rządu może dodatkowo podsycić w Hongkongu burzliwą debatę na temat proponowanych przez lokalne władze zmian w prawie ekstradycyjnym. Miałyby one umożliwić przekazywanie podejrzanych, w tym obywateli Hongkongu, m.in. władzom Chin kontynentalnych.

Przeciwnicy zmian obawiają się, że Pekin może wykorzystywać fałszywe zarzuty kryminalne do ścigania ukrywających się w Hongkongu dysydentów i krytyków absolutnej władzy Komunistycznej Partii Chin (KPCh).

Wong i Li opowiadali się za niepodległością Hongkongu od ChRL, co władze w Pekinie uznają za przekroczenie „czerwonej linii”. Wong był przywódcą, a Li członkiem proniepodległościowej grupy Hong Kong Indigenous, która walczyła o zachowanie tożsamości Hongkongu i protestowała m.in. przeciwko masowemu napływowi turystów i handlarzy z Chin kontynentalnych.

Tendencje separatystyczne w Hongkongu nasiliły się po fiasku masowych protestów z 2014 r., które przeszły do historii jako „rewolucja parasolek”. Setki tysięcy Hongkończyków wyszły wówczas na ulice, domagając się pełnej demokracji w wyborze szefa administracji regionu, ale władze nie przychyliły się do ich żądań, co zradykalizowało część działaczy.

Zamieszki w dzielnicy Mong Kok rozpoczęły się od demonstracji Indigenous przeciwko usuwaniu przez władze ulicznych straganów z żywnością. W brutalnych starciach protestujących z policją rannych zostało co najmniej 100 osób, a kilkanaście zatrzymano. Kilka z tych osób skazano później na kary od trzech do siedmiu lat więzienia za udział w rozruchach.

PAP SzSz

Komentarze