Informacje

autor: Artykuł sponsorowany
autor: Artykuł sponsorowany

Bezpieczna droga na urlop

Artykuł sponsorowany

  • Opublikowano: 24 lipca 2019, 18:52

  • Powiększ tekst

Wakacje to dla wielu z nas jedyny czas w roku, kiedy odbywamy dłuższe podróże samochodowe. To właśnie latem najwięcej korzystamy z dobrodziejstwa, jakim jest zwiększająca się z roku na rok liczba kilometrów autostrad i dróg ekspresowych w Polsce. Niestety, rozbudowa infrastruktury drogowej nie idzie w parze z powszechnym przyswajaniem zasad bezpiecznej jazdy po trasach szybkiego ruchu.

Dozwolone 120 km/h na tzw. ekspresówce i aż 140 km/h na autostradzie sprawiają, że jazda po takich typach dróg wymaga większej ostrożności, skupienia i uwagi niż poruszanie się z dużo mniejszymi prędkościami. W ciągu ostatnich 10 lat liczba kilometrów autostrad i dróg ekspresowych w Polsce wzrosła blisko 10-krotnie i wynosi obecnie ponad 3,5 tys. km. Plany rozbudowy sieci zakładają powstanie dalszych 4,5 tys. km dróg tych kategorii (A i S). Mimo że trasy szybkiego ruchu stanowią zaledwie ok. 15 proc. sieci dróg krajowych i ok. 1 proc. wszystkich dróg w Polsce, ich strategiczne znaczenie sprawia, że przenoszą one znaczną część ruchu ponadregionalnego oraz międzynarodowego. Duży odsetek pojazdów stanowią pojazdy ciężarowe, w tym zagraniczne wykonujące międzynarodowy przewóz tranzytowy. Stanowi to dodatkowy czynnik ryzyka ze względu na różnice prędkości, a także nieuwzględnianie przez kierowców samochodów osobowych całkowicie odmiennej trakcji pojazdów ciężkich i długich.

Zdaniem ekspertów polskie przepisy są zbyt liberalne, jeśli chodzi o dozwolone limity prędkości, które są jednymi z najwyższych w Europie, nie licząc oczywiście osławionych odcinków niemieckich autostrad, gdzie nie obowiązują żadne ograniczenia.

W Polsce mamy do czynienia z kilkoma czynnikami ryzyka, które windują statystyki wypadków na drogach ekspresowych i autostradach. Przede wszystkim nasze przepisy nie uwzględniają współczesnych warunków ruchu, jaki ma miejsce na tych drogach, a w sezonie letnim jest tam szczególnie zintensyfikowany – zwraca uwagę Bartłomiej Morzycki, ekspert akcji PZU Pomoc To Moc oraz prezes Zarządu Stowarzyszenia „Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego”.

Brakuje niestety również przepisów, które nakładałyby obowiązek szkolenia kierowców w ruchu autostradowym podczas kursu nauki jazdy. Brak także przepisów wymuszających przeprowadzenie zadań egzaminacyjnych poza obszarem zabudowanym dla osób ubiegających się o uzyskanie uprawnień do kierowania pojazdem silnikowym. Brakuje wreszcie wykształconej kultury jazdy autostradowej, nawet wśród doświadczonych polskich kierowców. Trudno się temu dziwić, bo kiedyś w ogóle nie mieliśmy autostrad, a dodatkowo większość kierowców korzysta z tras szybkiego ruchu okazjonalnie, np. właśnie tylko podczas wyjazdów wakacyjnych – dodaje Bartłomiej Morzycki.

To wszystko powoduje, że stan zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego na autostradach jest zbyt wysoki. Tymczasem warto pamiętać, że przecież tego typu drogi charakteryzują się pełną separacją ruchu samochodowego od innych uczestników ruchu drogowego, bezkolizyjnymi węzłami, a także w większości przypadków co najmniej dwoma pasami ruchu dla każdego kierunku i pełną separacją od ruchu w przeciwnym kierunku, powinny być zatem szczególnie bezpieczne. Niestety statystyki wypadków na trasach i drogach ekspresowych pokazują, że wielu kierowców nie umie wykorzystać wspominanych udogodnień do zapewnienia bezpieczeństwa sobie i swoim pasażerom. Najnowszym przykładem tragedii, jaka wydarzyła się na drodze A6 w woj. zachodniopomorskim, jest karambol, w którym kierowca tira staranował samochody osobowe, skutkiem czego śmierć poniosło aż sześć osób, w tym troje dzieci.

W przypadku tragedii pod Szczecinem policja ustala jeszcze dokładne przyczyny zdarzenia, natomiast pewne się wydaje, że kierowca ciężarówki nie zachował należytej ostrożności. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na kolejny powszechny czynnik ryzyka obecny na polskich drogach, i to nie tylko tych, po których możemy jeździć przepisowo ponad 100 km/h. Mowa o korzystaniu z urządzeń elektronicznych podczas jazdy.

Korzystanie z telefonu komórkowego, smartfona czy tabletu za kierownicą stało się nową plagą naszych czasów. Niestety zagrożenie, jakie niesie z sobą używanie tych urządzeń podczas jazdy samochodem, jest często lekceważone. Wielu kierowcom wydaje się, że odwrócenie uwagi na kilka sekund nie jest niczym niebezpiecznym. Podobnie jak zmienianie płyty CD w odtwarzaczu czy wpisywanie adresu w samochodowej nawigacji GPS. Bo to przecież tylko na chwilę odwróciliśmy wzrok i uwagę, ale właśnie ta chwila może decydować o naszym lub cudzym życiu – podkreśla Bartłomiej Morzycki.

Rozmowa przez telefon w czasie prowadzenia samochodu jest bardzo niebezpieczna. Jeszcze bardziej niebezpieczne jest pisanie w trakcie jazdy SMS-a, e-maila lub przeglądanie internetu. Chwilowe rozproszenie uwagi przez telefon sprawia, że kierowca nie trzyma kierownicy obiema rękami, a czas jego reakcji w razie potrzeby nagłego hamowania czy zmiany kierunku jazdy będzie znacząco wydłużony. Zresztą telefon lub smartfon w ręku utrudnia również panowanie nad kierownicą, utrzymanie się na pasie, zmianę biegu czy włączenie kierunkowskazu nawet w normalnych warunkach drogowych, a nie tylko w sytuacji nagłego zagrożenia.

Jak na razie zjawisko używania urządzeń elektronicznych za kierownicą jest stosunkowo słabo zbadane statystycznie, gdyż jest to zagadnienie trudno mierzalne. Kierowcy po prostu nie przyznają się do takich zachowań. Policja wystawia średnio dziennie od 200 do 300 mandatów osobom przyłapanym na korzystaniu z elektroniki za kółkiem. Kiedy jednak obserwuje się kierowców, np. z miejsca pasażera autobusu, widać wyraźnie, że używanie telefonu za kierownicą jest zjawiskiem powszechnym.

Przeprowadzone badania wskazują jednoznacznie, że rozmawianie przez telefon w znaczący sposób zaburza spostrzegawczość. Naukowcy wykazali, że korzystanie z komórki przynajmniej czterokrotnie zwiększa ryzyko wystąpienia kolizji. Mimo że skupienie uwagi na telefonie trwa chwilę, może być równie groźne, jak prowadzenie pod wpływem alkoholu – czas reakcji osób rozmawiających przez telefon był dłuższy, niż tych, w których krwi znajdowało się nawet 0,8 promila alkoholu! Jeszcze bardziej niebezpieczne jest pisanie wiadomości tekstowych podczas kierowania autem – spędza się wtedy przeciętnie cztery razy więcej czasu niż zwykle ze wzrokiem nieskoncentrowanym na trasie.

Odebranie połączenia zajmuje ok. 5 s, wybranie zaś numeru telefonu trwa średnio 12 s. Jeśli poruszamy się z prędkością 50 km/h, te sekundy to prawie 70 i 170 m (odpowiednio) przejechanych ze wzrokiem wbitym w telefon (dla prędkości 90 km/h to już 111 i 267 m). Wydłuża się też siłą rzeczy droga hamowania – czas dostrzeżenia i reakcji kierowcy na zagrożenie na drodze wynosi średnio sekundę. Przy założeniu, że prędkość wynosi 90 km/h, daje to 25 m, zanim kierowca w ogóle zareaguje!

Powyższe wyliczenia mają też zastosowanie do używania innych urządzeń elektronicznych w trakcie jazdy, np. nawigacji samochodowej GPS. W tym przypadku również uwaga kierowcy jest rozproszona, a wzrok skoncentrowany na ekranie zamiast na drodze. Tymczasem w wakacyjnych podróżach korzystanie z GPS jest dziś standardem, zwłaszcza gdy jedziemy w nowe, nieznane miejsce i szukamy adresu.

Wśród działań prewencyjnych należałoby wymienić przede wszystkim szerokie akcje edukacyjne skierowane do kierowców oraz pasażerów pojazdów. Należy uświadamiać, jak tragiczne skutki może mieć rozproszenie uwagi i jak ważna jest każda sekunda, ile metrów w tym czasie przebywa pojazd bez kontroli kierowcy – apeluje Bartłomiej Morzycki.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych