Opinie

fot. Facebook
fot. Facebook

Bierność Komorowskiego szkodziła gospodarce - czas na zmianę

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl

  • 26 maja 2015
  • 09:42
  • 5
  • Tagi: Andrzej Duda #ANDRZEJDUDA2015 Bronisław Komorowski budżet gospodarka polityka
  • Powiększ tekst

Kampania prezydencka była festiwalem zapewnień i obietnic, które w normalnych warunkach składają kandydaci na premierów. A jednak - głowa państwa może wiele zrobić dla gospodarki. Pokazał to Bronisław Komorowski, który szkodził jej przez 5 ostatnich lat.

Największym grzechem Bronisława Komorowskiego była w tym przypadku jego bierność - doprawdy, można było odnieść wrażenie, iż prezydent jest tylko dodatkiem do długopisu, którym podpisywał każdą podaną mu przez rząd ustawę, w tym te, które podniosły w górę 21 podatków.

Zaraz, usłyszałem niedawno, nie ma innej drogi - podatki muszą być wysokie, bo jak inaczej "to wszystko" utrzymać? Dobre pytanie, co więcej - bardziej zasadne niż się pytającemu niedawno wydawało. Faktycznie - w kraju PO, w kraju potężnej biurokracji, wszechwładzy urzędników, gigantycznego aparatu ZUS działającego już realnie jak druga skarbówka, w kraju w którym kolosalne pieniądze z budżetu idą do kieszeni rozmaitych, szemranych, przyssanych do władzy "prywaciarzy" na marginesie inwestycji korzystających z przepływu funduszy, realnie je malwersując i tylko dzięki temu istniejąc (zakład, że ci "skuteczni przedsiębiorcy" na prawdziwym wolnym rynku nie przeżyliby 5 minut?) - w tym kraju zgadzam się. Podatki muszą być wysokie bo kto ma ten szajs niby utrzymać, jak nie strzyżone barany. Zresztą, wciąż w połowie głosujące na strzyżącą ich władzę (tutaj poproszę o pomoc socjologa, psychologa i psychiatrę, bo sam tego fenomenu wytłumaczyć nie potrafię).

Ale, ale, powie ktoś, obietnice Andrzeja Dudy są nierealistyczne! I zahasztaguję budżet z gumy, bo jestem taki mądry i mam kalkulator zawinięty z urzędu.

To także ciekawe, że dla tych ludzi budżet nie jest z gumy gdy trzeba utrzymać miliony urzędników, ZUS, najdroższe autostrady na planecie (i tak budowane przez prywaciarzy), aferzystów (zwłaszcza tych drobnych, na dole, niczym piranie pożerających ciało aż do kości) czy wreszcie szastanie naszymi pieniędzmi przez aparat urzędniczy od dołu do góry, z obietnicą ministra finansów zapowiadającą odmrożenie pensji urzędników. Ale nie, ooo, wtedy budżet z gumy nie jest.

Dobra, nie będę się już pastwił, czas na konkrety.

Otóż - Andrzej Duda ma przed sobą niesłychanie trudne zadanie. Rząd będzie bowiem putinowską metodą nad stołem wyciągał rękę na zgodę (w czym pomoże fakt, iż premier obecnie jest kobietą, a kobiety są przecież takie niewinne i subtelne) pod stołem zaś - kopał po kostkach.

Tak, chcemy współpracować, ale prezydent Duda blokuje nasz genialny projekt ustawodawczy. Tak mamy ustawę dającą każdemu maszynkę do robienia pieniędzy, ale zły prezydent Duda nie podpisze. Tak, my chcemy coś robić, ale Duda, no sorry Gregory!

Andrzeja Dudę czeka więc nie lada przeprawa.

Z drugiej strony - co z jego własnymi postulatami? Już słyszałem rozmaitych koleżków śmiejących się, iż od teraz każdy będzie miał willę z basenem. Pragnę im przeto przypomnieć, iż tak samo żartowano z Reagana gdy ten obejmował urząd prezydenta USA. I co? I potem musieli zacisnąć zęby i faktycznie willę kupować bo dzięki rozsądnej polityce tamtego prezydenta, siła nabywcza dolara była jedną z najwyższych w historii tego kraju, realnie umożliwiając masom Amerykanów możliwość usamodzielnienia się.

Wracając do Dudy. Odnoszę wrażenie, iż prezydent-elekt ma pełną świadomość, iż jego zapowiedzi będą możliwe do spełnienia dopiero po wygranej wyborów przez opozycję, i bynajmniej nie mam na myśli jednowładzy PiS, lecz jakiegoś rozsądnego rządu koalicyjnego między nimi a partią Kukiza, ale to dywagacje dla polityków. Kluczowe dla Andrzeja Dudy powinno być co innego, to co tak znakomicie działało podczas jego kampanii - polityka informacyjna.

Byliśmy dobrze poinformowani na temat tego kim Andrzej Duda jest i co chce osiągnąć. Teraz wystarczy, że dalej będzie przekonywał Polaków - jak to zrobić.

I ostatnia sprawa - jeszcze a propos "budżetu z gumy" bo jakoś nie daje mi to spokoju. Otóż - jedna, dosłownie jedna zapowiedź akurat jakichś szczególnych nakładów nie wymaga a mogłaby realnie podnieść poziom zamożności wielu Polaków. Mianowicie - podniesienie kwoty wolnej od podatku. Duda zapowiedział ją od razu, Komorowski obiecując wszystko wszystkim na ten temat, wszak oczywisty, nawet się nie zająknął. Trudno, tak bywa.

Oczywiście - każdemu drącemu łacha z obietnic Dudy proponuję rzecz następującą: jeżeli kwotę wolną podatku uda się podnieść apeluję byście z tego nie korzystali. Utwórzmy specjalny rejestr do którego wpisać się będą mogli ci, którzy wysokie podatki chcą płacić na starych zasadach. Przecież budżet to taki wasz ból głowy - pomożecie, no nie?

Komentarze