Opinie

Wietnamczycy sprawdzili się w Polsce jako pracownicy - nie żyją z socjalu, ciężko pracują. Nie ma z nimi większych problemów, wtapiają się w naszą kulturę. Na zdjęciu: targowisko w Warszawie, fot. materiały własne
Wietnamczycy sprawdzili się w Polsce jako pracownicy - nie żyją z socjalu, ciężko pracują. Nie ma z nimi większych problemów, wtapiają się w naszą kulturę. Na zdjęciu: targowisko w Warszawie, fot. materiały własne

Polska nie ma strategii imigracyjnej

Błażej Torański

Błażej Torański

Dziennikarz, publicysta, prowadzi warsztaty prasowe ze studentami. Przed laty - jako dziennikarz m.in. „Wprost”, „Życia Warszawy” i „Rzeczpospolitej”- poruszał tematykę korupcji, lobbingu, związków polityki z biznesem i degradacji SLD w regionie łódzkim. Od kilku lat specjalizuje się w mediach i dziennikarstwie podróżniczym. Publikuje m.in. na portalu sdp.pl, w „Forum Dziennikarzy” i w magazynie „W Podróży”.

  • 28 lipca 2015
  • 14:30
  • 5
  • Tagi: Białoruś Białorusini cudzoziemcy cudzoziemiec imigracja imigrant polityka Ukraina Wietnam Wietnamczyk
  • Powiększ tekst

tytuł

Powinniśmy postawić na ściąganie do Polski Ukraińców, Białorusinów i Wietnamczyków. Oni nie żyją z socjalu, ciężko pracują, wtapiają się w naszą kulturę. Ale także powinniśmy mieć pomysł na przyjęcie Polaków, z byłych republik ZSRR, którzy chcą wrócić do ojczyzny - twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w rozmowie z Błażejem Torańskim.

Błażej Torański: Jak Pan szacuje: ilu cudzoziemców zza wschodniej granicy pracuje w Polsce na czarno?

Cezary Kaźmierczak: Trudno mi to oszacować. Ukraińcy głównie pracują w budownictwie i w rolnictwie. Na ogół to są prace, jakich Polacy wykonywać nie chcą. Powiem z własnego doświadczenia. Zwykle odpoczywam na wsi, nad Bugiem, gdzie mam dom letni. U kilku rolników od lat pracują ludzie z Białorusi. Nie sądzę, aby gdziekolwiek byli zarejestrowani, ale też nie przypuszczam, aby gospodarze mieli szansę znalezienia do tych prac Polaków. Żeby chcieli oni wykonywać taką pracę, za takie pieniądze.

Przeciętna płaca na Ukrainie wyniosła w maju 3578 hrywien (607 zł). Przy zbiorze truskawek w Polsce mogą zarobić pięć razy więcej.

Dla nich to są duże pieniądze.

Ale - jak alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna” – polski rynek może zalać gigantyczna fala Ukraińców. W tym roku prawie 800 tys. Z danych Wojewódzkich Urzędów Pracy wynika, że w pierwszym półroczu polscy przedsiębiorcy chcą zatrudnić 408 tys. ludzi, głównie z Ukrainy. Mamy się ich obawiać?

Wręcz przeciwnie. Problem leży gdzie indziej: Polska nie ma żadnej wieloletniej strategii imigracyjnej. Władze działają bez sensu, reaktywnie, jak w przypadku uchodźców z Afryki. Wiadomo, że z powodu niżu demograficznego za kilka lat będzie w Polsce brakowało rąk do pracy. Powinniśmy więc mieć jakąś strategię, obliczoną na pozyskiwanie do Polski cudzoziemców. Głównie Ukraińców, Białorusinów i Wietnamczyków. Przedstawiciele tych narodów sprawdzili się, jako pracownicy - nie żyją z socjalu, ciężko pracują. Nie ma z nimi większych problemów, wtapiają się w naszą kulturę. Ale także powinniśmy mieć pomysł na przyjęcie Polaków, z byłych republik ZSRR, którzy chcą wrócić do ojczyzny. Na te grupy powinniśmy postawić.

Na razie mamy komfort wyboru. Imigrację możemy zorganizować na własnych warunkach. Ściągnąć imigrantów, którzy się dobrze zasymilują – jak Ukraińcy czy Białorusini - i zapłacą w przyszłości za nasze emerytury, albo takich, którzy narobią nam problemów, powiększą w Polsce zjawiska szowinizmu i nacjonalizmu.

Ze ściągania tych ostatnich nie widzę żadnych korzyści, wręcz przeciwnie - problemy. Ale nie demonizowałbym tego, gdyż ci imigranci, których Polska ma przyjąć z Afryki Północnej i z Bliskiego Wschodu za miesiąc uciekną do Niemiec czy Francji. Z kilkunastu rodzin, które Radosław Sikorski przywiózł kiedyś samolotem z Erytrei nie ma już nikogo w Polsce (śmiech). Uważam, że w zamian za obietnice polityczne ze strony Włoch, Hiszpanii czy Grecji – gdyby doszło do problemów z Ukrainą – Polska może się zgodzić na dowolną ilość imigrantów pod warunkiem, że nie będziemy za nich płacić. Brak socjalu w Polsce z punktu widzenia imigracji jest dla nas zbawienny.

Ale dla Polski jest także ważne, aby włączyć się do światowej konkurencji o najlepsze umysły. Żeby Ukraińcy i Białorusini nie przyjeżdżali tylko do zbioru truskawek.

Ma pan rację, ale w tej dziedzinie państwo polskie też nie ma żadnej strategii. Nie analizuje ani trendów demograficznych, ani potrzeb rynku pracy czy rozwoju nowoczesnych technologii. To się powinno zmienić. Może przy Urzędzie Prezydenta powinna powstać odpowiednia agenda? Ale to jest kwestia ponadpartyjna, a prezydenci się zmieniają.

Na jakiej strategii imigracyjnej, realizowanej przez kraje zachodnie, warto się wzorować?

Mieszkałem dłużej w trzech krajach, które przyjmują imigrantów. W Izraelu, który ściągał Żydów głównie ze Związku Radzieckiego i próbował ich asymilować za gigantyczne pieniądze od diaspory. Różnie się to udawało. We Francji pomoc dla imigrantów z Afryki, muzułmanów, skończyła się katastrofą. W Stanach Zjednoczonych imigrant nie mógł liczyć na żadną pomoc. Dostawał gazetę, gdzie w ogłoszeniach mógł szukać pracy i mieszkania. Po Polakach, którzy na stałe przyjeżdżali do Kanady i USA też to było widać. W USA imigranci trafiali do piekła. Mieszkali po pięciu w pokoju albo w piwnicy. Po trzech latach większość z nich miała pracę, własny dom i samochód kupione na kredyt. W Kanadzie nadal siedzieli na socjalu, uczyli się języka za pieniądze podatnika, nie mieli pracy, byli całkowicie uzależnieni od państwa. Amerykańska polityka, choć najbardziej brutalna, jest najlepsza.

W Polsce Ukraińcy też nie mają pomocy ze strony naszego państwa.

Wiem, bo w naszej związkowej restauracji pracuje legalnie trójka Ukraińców. Nie mieli żadnej pomocy, ale zintegrowali się i dobrze sobie radzą. Kelnerka zapisała się na studia, mówi bez obcego akcentu, nikt nie kojarzy, że jest Ukrainką.

Niechcący polskie państwo stosuje model amerykański?

Tak. Ma pan rację. Przez przypadek (śmiech) znaleźliśmy najlepszą metodę asymilacji imigrantów. Pracowici szybko w Polsce wychodzą na prostą, a ci, którym nie chce się robić, wracają na Ukrainę.

Komentarze