Opinie

Niccolò Caranti [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons / autor: Niccolò Caranti [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons
Niccolò Caranti [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons / autor: Niccolò Caranti [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons

Panie Sapkowski: Umów dotrzymywać

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl

  • 16 listopada 2018
  • 12:46
  • 4
  • Tagi: Andrzej Sapkowski Biznes CD Projekt RED gaming gospodarka gry kultura literatura Ludzie
  • Powiększ tekst

Andrzej Sapkowski domaga się od CD Projekt RED pieniędzy. Tym razem nie „od razu” ale już długo po fakcie - i ma spore szanse wygrać, bo polskie prawo nie pierwszy raz pozostawia furtkę do obchodzenia fundamentalnych zasad wolnego rynku.

Proszę wyobrazić sobie następującą sytuację - nabyli Państwo akcje jakiejś małej firmy. Po jakimś czasie, widząc, że inwestycja nie jest szczególnie opłacalna, sprzedają Państwo te akcje za nie imponującą ale jednak konkretną kwotę. Mija rok, dwa, trzy a firma nagle staje się gigantycznym potentatem swojej branży, znanym, cenionym na świecie i wartym miliardy. Akcje zaś są warte wielokrotnie więcej niż w momencie ich sprzedaży, dość rzec, że mieli Państwo szansę zostać milionerami. Co Państwo robią? Kierują się do sądu, domagając swoich milionów. Jednak czy się one Wam należą?

Odpowiedź jest oczywista dla każdego racjonalnego człowieka - nie, nie należy się ani grosz. Podjęli Państwo decyzję w przeszłości i jej skutki są nieodwracalne. Nie byli Państwo skłonni zaryzykować i teraz muszą przełknąć gorycz tej klęski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Spór CD Projektu z Sapkowskim trwa

Powyższa opowieść znakomicie opisuje sytuację Andrzeja Sapkowskiego - znany autor nie był gotowy na ryzyko, chciał (przyznał to sam w rozmowie z dziennikarzem) pieniędzy od CD Projektu „od razu”, bo nie wierzył w sukces przedsięwzięcia. Gry jednak okazały się sukcesem (w istocie to dopiero druga część „Wiedźmina” zyskała sporą popularność a realny, globalny sukces przyszedł dopiero z trzecią - wiele lat po zawarciu umowy z Sapkowskim) i sam CD Projekt, i marka Wiedźmina warte są miliony, o ile nie miliardy.

Andrzej Sapkowski wyciąga więc ręce po pieniądze, mimo, że już je dostał. Tak jak tego chciał - „od razu”.

Istnienie zdrowego, wolnego rynku, zależy od istnienia dwóch fundamentów. Pierwszym z nich jest sentencja „umów dotrzymywać”, która zakłada, iż raz dobrowolnie podpisany dokument musi być uszanowany. Drugi filar jest nawet istotniejszy od pierwszego. Są nim słowa „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Co to oznacza? Oznacza mniej więcej tyle, iż każdy człowiek musi ponosić skutki swoich decyzji, nie jest wolny od konsekwencji i musi je znieść, nawet jeśli są one dla niego bolesne. Andrzej Sapkowski swoim roszczeniem łamie obie te zasady. Nie tylko stara się odkręcić już raz podpisaną umowę ale też czyni to dlatego, gdyż nie jest w stanie z godnością znieść skutków jakie ona dla niego niesie.

Sapkowski, warto to powtarzać, bo mam wrażenie, że fakt ten nie dość przebił się do świadomości publicznej, ofertę udziału w zyskach (przedstawioną mu, jak sam przyznał, jako pierwszą) odrzucił, nie wierząc w sukces ewentualnej gry/gier. Przekonany o swoim biznesowym geniuszu (Sapkowski był w okresie PRL handlowcem, wydawać by się mogło, że ma wiedzę dotyczącą umów i negocjacji - teraz to sobie myślę, że strach z takim fachowcem handlować) zażądał wszystkiego co CD Projekt mógł mu dać natychmiast. I zapewne (pośrednio sam to, znowu, przyznał - wynurzenia Sapkowskiego są w ogóle fascynującym rodzajem „spowiedzi” poza konfesjonałem) nie był przy tym najprzyjemniejszy - każdy kto zna Andrzeja Sapkowskiego osobiście lub miał wątpliwą przyjemność zadawać mu pytanie podczas spotkań autorskich wie jak, mówiąc dyplomatycznie, niełatwy ten człowiek ma charakter. Jestem więc w stanie sobie wyobrazić atmosferę negocjacji CD Projekt-Sapkowski i jestem w stanie też sobie wyobrazić, że wolałbym dla własnego komfortu w takich nie uczestniczyć. Nie wspominając już nawet o tym, iż Sapkowski od CD Projektu otrzymał pieniądze „od razu” drugi raz, bowiem wcześniej podobną umowę na egranizację Wiedźmina zawarł z nieistniejącym już studiem Metropolis.

Nieprawdziwa jest też narracja która umieszcza Sapkowskiego w roli biednego, skromnego pisarza wykiwanego przez wielomilionową korporację. CD Projekt, gdy negocjował z autorem, był firmą z sukcesami ale wciąż ciężko pracującą na przyszłe osiągnięcia, jednak to Sapkowski był wtedy przecież tytanem literatury, który narzucić mógł niemal każde warunki. I narzucił takie jakie uznał za najbardziej dla siebie korzystne. Teraz sytuacja się odwróciła - CD Projekt istotnie stał się gigantem, a Sapkowski po swoim medialnym tournée przechodzi powoli drogę „od zera do bohatera i z powrotem”, coraz bardziej odrzucając fanów swoich książek nieprzychylnymi wypowiedziami. Sapkowski obrażając graczy zapomina, że większość jego odbiorców nie widzi niczego złego w dzieleniu wolnego czasu między literaturę a gry. Tutaj naprawdę nie ma konfliktu. Trudno też uznawać za zasadny zarzut Sapkowskiego, że CD Projekt „ukradł” mu Wiedźmina skoro wystarczy przejrzeć wideorecenzje „Wiedźmina 3” na YouTubie (jeśli komuś nie chce się czytać recenzji pisanych) - w praktycznie każdej z nich pojawia się podkreślenie, iż gry oparte są na prozie polskiego autora Andrzeja Sapkowskiego. Fakt ten zresztą mocno podniósł sprzedaż książek Sapkowskiego na zachodzie, co także musi mieć dla autora wymierne skutki finansowe. No chyba, że i w rozmowach z zachodnimi wydawcami Sapkowski zażądał pieniędzy „od razu”.

Czy Sapkowski ma szanse na sukces? Sądzę, że tak. CD Projekt chce uniknąć kontrowersji i sprawa może skończyć się ugodą, no chyba, że autor będzie chciał wycisnąć tyle ile się da (pełnomocnik pisarza mówi o kwocie wynoszącej „co najmniej 60 mln złotych”, ostateczne roszczenie może być wyższe). A polskie prawo, jak to polskie prawo, zakłada tyle wyjątków od każdej reguły, że szybko okazało się, iż takie roszczenie jak Sapkowskiego czy absurdalny przykład z akcjami jaki podałem na początku, mają w nim nie tylko rację bytu ale i wnioskujący ma szanse na sukces. Cóż, jeśli polskie sądy potrafiły ogłosić w majestacie prawa, że pewien człowiek strzelił sobie trzykrotnie w plecy z pistoletu a potem rzucił do Wisły, to tym bardziej mogą Sapkowskiemu 60 mln z kieszeni CD Projektu dać. Lękałbym się jednak będąc na miejscu prawników autora. Bo co jeśli wielki Andrzej po otrzymaniu pełnej kwoty na drugi dzień obudzi się, uzna, że prawnicy wywalczyli za mało i poda tym razem ich do sądu twierdząc, że należy mu się nie 60 a 600 mln złotych? Ryzykanci, prawdziwi ryzykanci.

I już na sam koniec, bo naprawdę mam wrażenie, że poświęcamy tej sprawie więcej miejsca niż jest ona warta - Sapkowski nie ma najmniejszego prawa twierdzić, że to jego popularność „pociągnęła” popularność gier, przyczyniła się do ich sukcesu. Nie. A przynajmniej nie poza Polską. Sapkowski w żadnym momencie produkcji nie uczestniczył w pracach nad grą, nie konsultował fabuły, nie czynił poprawek czy sugestii, jego rola zakończyła się na oddaniu praw, podpisaniu dokumentu i „od razu” przyjęciu pieniędzy. Cała reszta - fabularna licentia poetica, ale przede wszystkim konstrukcja rozgrywki, zadań, grafiki to wszystko zasługa ciężko pracującej ekipy CD Projekt RED. Owszem, oparli się na gotowym świecie, ale stanowił on tylko tapetę w doskonale skonstruowanym od fundamentów domu i jestem przekonany, że z ich pracowitością i talentem do tworzenia gier, CD Projekt RED stworzyłby serię równie popularną, nawet i bez opierania się na świecie Sapkowskiego, kreując swój własny, od zera. Scenarzyści studia udowodnili, że potrafią sami tworzyć porywające opowieści, nie wątpię, że i bez posiadania gotowych tapet dokonaliby równie wiele.

Sam Andrzej Sapkowski zaś po raz pierwszy od lat nie cieszy się powszechnym i fanatycznym uwielbieniem. Praktycznie na każdym kroku spotykam się z opiniami, iż słowa autora i jego zachowanie są nie na miejscu (spory udział może mieć w tym pewna wymiana pokoleniowa w świecie fanów fantastyki - dla młodszych fanów Sapkowski nie jest już świeckim świętym literatury, tylko autorem, którego ocenia się bez taryfy ulgowej, jak każdego innego). Być może gdyby nie powszechnie znany w środowisku, niełatwy charakter autora sprawa jego roszczenia odbierana byłaby inaczej. Teraz jednak Sapkowski wchodzi w nowe buty, stając się swoistym Lechem Wałęsą polskiej fantastyki - oto człowiek, który osiągnął w swojej dziedzinie sukces większy niż ktokolwiek przed nim, będący swoistym pomnikiem dla wielu Polaków na stare lata kompletnie rujnuje własny wizerunek kolejnymi nieprzemyślanymi wypowiedziami. A to przykre, bowiem Andrzej Sapkowski dokonał dla literatury czegoś wielkiego, stał się dla fantasy tym kim Stanisław Lem był dla Science Fiction. Kolejne pęknięcia na tym pomnikowym wizerunku mogą być nie do zaszpachlowania, choć z 60 mln złotych można próbować, istotnie.

Komentarze