Opinie

Wu Shu / autor: Pixabay
Wu Shu / autor: Pixabay

Punkt krytyczny. Huawei kontra reszta świata

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego

  • 30 maja 2019
  • 19:32
  • 2
  • Tagi: biznes Chiny cła cyberbezpieczeństwo Huawei konflikt negocjacje nowe technologie technologie Trump umowa handlowa USA Xi Jinping
  • Powiększ tekst

Choć 2019 jest chińskim rokiem świni/dzika, który ma oznaczać spokój, zadowolenie i pozytywne wibracje, sytuacja wymknęła się już spod kontroli i do przyjemnych na pewno nie należy. Postawmy sprawę jasno, to już nie jest tylko zimna wojna na medialne brudne bomby. Jesteśmy o krok od otwartego konfliktu

Ostatnia fala informacji o sporze nie tyle USA – Chiny, co USA Huawei nie jest już nawet zabawna, choć w sumie nigdy nie była. Zaczęło się od poważnych oskarżeń o szpiegostwo, by z biegiem czasu ułożyć się w większą całość, jaką są negocjacje umowy handlowej USA-Chiny i naprzemiennego wszczynania i unikania grożby wojny na cła między tymi krajami.

Komentatorzy zarzucają prezydentowi Trumpowi różne rzeczy, ale jednego zarzucić mu nie mogą – braku konsekwencji. Sam zresztą od początku przyznawał, że plan zwany „Make America great again” zacznie od wzięcia się za Chiny (czyli „by Ameryka rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”, należy osłabić wpływ Chin na amerykańską gospodarkę). Nie będę tu oceniał słuszności takiego podejścia, ale w tym szerszym kontekście należy osadzić to, co teraz się dzieje.

A dzieje się tak: Władze USA niedawno praktycznie odcięły chiński koncern telekomunikacyjny Huawei od amerykańskiej technologii, co według ekspertów może utrudnić mu produkcję smartfonów i urządzeń stosowanych w sieciach 5G. Sankcje na Huawei poszerzyły zakres konfliktu handlowego pomiędzy krajami i nasiliły dwustronne napięcia. Google miało zerwać współpracę z Huawei, wyklucza go ze sklepu z aplikacjami, systemu Android i odcina w niedługiej przyszłości jego telefony od YouTube’a (dla segmentu konsumenckiego firmy może to być naprawdę poważny cios, być nawet KO, bo młodzi nie kupią telefonu, który nie ma dostępu do YouTube’a – YouTube to podstawa).

W odwecie dziś Chiny zapowiedziały, że odetną zachodnim firmom dostęp do rzadkich metali, które są niezbędne dla produkcji nowych technologii. Metale ziem rzadkich to grupa 17 pierwiastków wykorzystywanych do produkcji wielu urządzeń - od smartfonów i komputerów po lasery, silniki elektryczne i uzbrojenie. Obecnie Chiny są zdecydowanie największym producentem tych surowców na świecie, choć ich złoża posiadają również inne państwa, w tym USA. Dalej: naukowcy z IEEE otrzymali e-maile informujące ich, że pracownicy Huawei nie mają prawa recenzowania artykułów. W e-mailu stwierdzono, że nie można wykorzystywać współpracowników Huawei jako recenzentów lub redaktorów w procesie pisania recenzji do czasopism wydawanych pod szyldem IEEE. Ta wiadomość jest szokująca, ponieważ do tej pory Huawei zawsze był jednym z kluczowych członków Instytutu. Dalej: Huawei wykluczono ze stowarzyszenia SD oraz Wi-Fi. Bez prawa do wykorzystania tych technologii w swoich urządzeniach Z brakiem SD firma mogłaby sobie poradzić, ale z brakiem Wi-Fi w swoich telefonach już nie. Tę odnogę konfliktu na razie zażegnano. Tego dnia też prezydent Trump oświadczył, że sprawa Huawei może zostać uwzględniona w porozumieniu handlowym pomiędzy USA a Chinami, czym przyznał, że chiński koncern jest swego rodzaju karta przetargową.

Dzisiejszy dzień, poza sprawą surowców, przynosi też informację o tym, że Huawei przechodzi do konkretnej prawnej kontrofensywy, chińska armia rezygnuje z korzystania z systemu Windows „w obawie przed szpiegostwem” i zdradza już nazwę chińskiego zamiennika - Ark OS – to nazwa nowego systemu Huawei, czyli alternatywa Androida i Windowsa, więc poznaliśmy już chiński „plan B”. Tych informacji jest znacznie więcej, ale słowem: dzieje się i to dzieje się niebezpiecznie dużo w niebezpiecznie krótkim czasie.

Dwa kroki w tył

Zacznijmy od początku, by w tym wszystkim się nie pogubić. Wszystko zaczęło się od poważnych oskarżeń Amerykanów wobec chińskiego Huawei o szpiegostwo i aresztowań wysoko postawionych w firmie osób. Wśród nich, córki założyciela firmy. Aresztowania miały także miejsce w Polsce. Potem sprawa Huawei na moment przycichła, za to mieliśmy serial, a właściwie spektakl w odcinkach pod tytułem „amerykańsko-chińskie negocjacje handlowe”. Gdy już zanosiło się na konsensus i finalne porozumienie, prezydent Trump odpalał twitterową „bombę” i negocjowano dalej. Za każdym razem jednak Chińczycy robili pół kroku lub krok w tył. Pytanie, jakie zadawali sobie co bardziej wnikliwi obserwatorzy, lecz tylko poza protokołem i raczej między sobą, brzmiało „ile jeszcze upokorzenia są w stanie znieść Chińczycy?”. Odpowiedź, jaka padała wtedy z ust komentatorów obeznanych lepiej z kulturą tego nawet nie tyle kraju, co cywilizacji i jej agendą brzmiało: sporo, bo mają swój wyższy i ważniejszy cel.

W zasięgu ręki, a właściwie jednego pokolenia, bo w okresie jedynie 10 lat, przy nie zmienionych warunkach, Chińczycy są w stanie przegonić USA gospodarczo i technologicznie, a jednocześnie – co równie ważne – są w stanie zbudować wewnętrznie stabilną i zamożną klasę średnią, co w dużej mierze im samym pozwoliłoby na samowystarczalność, utworzenie zamożnego rynku zbytu i dalszą ucieczkę do przodu, a nawet – być może – na światową dominację (jeśli mieliby takie ambicje, bo historycznie, to wcale nie tak oczywista sprawa - dla nas, w naszą europejsko-amerykańską kulturę, dążenie do całkowitej, totalnej dominacji wpisane jest w nasze DNA, więc wydaje się nam naturalnym dalszym krokiem, podczas gdy już Chińczykom niekoniecznie). Chińska, globalna dominacja jednak spędza sen z powiek głównie aktualnemu liderowi, czyli Amerykanom. Ale co pewne to fakt, że „wielki plan” Chińczyków nie zakłada wojny lub konfliktu i jak w niemieckiej korporacji, rozpisany jest „na sztywno” na kilka lat do przodu, bez żadnych zmian w planie.

Dwa chińskie konie

Śp. Wojciech Młynarski napisał kiedyś cudownie mądrą „Balladę o dwóch koniach”. Znakomita przypowiastka o pewnym dziwnym, czasem faktycznie występującym, zjawisku. Woźnica, co batem lubił lać, miał dwa konie, posłusznego i nieposłusznego. „Ten woźnica dnia każdego Myślał, mrużąc ślepia złe: Skarcę konia niegrzecznego, Gotów jeszcze kopnąć mnie!”, po czym lał batem konia grzecznego, a do niegrzecznego zwracał się słowami: „Jak się będziesz, draniu, stawiał, To zarobisz tak jak on!”. W negocjacjach prezydent Trump swoim batem całych Chin bić nie może, bo nie dość, że wymiana handlowa to jednak ważna rzecz, to jeszcze Chińczycy mają amerykańskie obligacje, co może znacząco komplikować Amerykanom ruchy. Ale pokaz siły gdzieś trzeba urządzić. Huawei wydaje się dziś, w obecnej sytuacji, właśnie takim koniem. W domyśle jest celem grzecznym i „bezpiecznym”, bo – choć bardzo duża - po pierwsze to tylko firma, a po drugie to tylko firma. Problem w tym, że Huawei zaczął się właśnie stawiać.

Z OSTATNIEJ CHWILI: Huawei złożył wniosek o wydanie orzeczenia w trybie doraźnym w ramach procesu kwestionowania konstytucyjności Sekcji 889 Ustawy o ochronie narodowej z 2019r. (2019 NDAA). Wezwał także rząd USA do wstrzymania kampanii przeciwko Huawei sankcjonowanej przez państwo, ponieważ nie prowadzi ona do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa cybernetycznego. Jak twierdzą przedstawiciele Huawei w uzasadnieniu, rząd USA nie przedstawił żadnego potwierdzenia tezy, że Huawei stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, nie ma dowodów, są tylko spekulacje, a Amerykańscy politycy używają pełnej mocy aparatu państwowego, by skrzywdzić prywatną firmę. Jak podkreślają, To nie jest normalne, coś podobnego nie zdarzyło się prawie nigdy w historii.

USA nadszarpnęły reputację Huawei oskarżeniami związanymi z cyberbezpieczeństwem, ale nigdy nie przedstawiły żadnych dowodów na potwierdzenie swoich zarzutów. – mówi Tonny Bao, obecny zarządzający Huawei Polska. - W rzeczywistości ich ostatnia seria działań wyraźnie pokazała, że ich prawdziwym celem jest po prostu rozprawienie się z firmą high-tech, która nie pochodzi z USA. To z kolei dowodzi, że sprawa dot. Huawei jest polityczna, a nie oparta na dowodach. „Niewinny do momentu udowodnienia winy”. To, co zrobił rząd USA, jest sprzeczne z wartościami międzynarodowej społeczności biznesowej, odcina globalny łańcuch dostaw i zakłóca uczciwą konkurencję na rynku. Może się to zdarzyć każdej innej branży lub firmie w przyszłości, jeśli wszystkie firmy i społeczności spoza USA nie połączą się i nie skonfrontują tych problemów - dodaje.

Dyrektor polskiego oddziału Huawei komentuje również szczególnie istotną decyzję Google.

Widząc decyzję Google o zawieszeniu współpracy z Huawei z powodu presji ze strony rządu USA, europejskie firmy powinny uświadomić sobie, że rząd USA całkowicie się zdyskredytował. Ponieważ wykorzystuje swoje narodowe moce do rozprawienia się z chińską firmą technologiczną, może zrobić to samo, aby podważyć każdą firmę spoza Stanów w przyszłości - ocenia Tonny Bao.

Jak widać Huawei, z początku zagoniony do narożnika, dziś kontratakuje z podniesioną przyłbicą i bez kompleksów, w sposób tak śmiały, aż niektórych może to zdziwić. Sam założyciel Huawei, Ren Zhenfei, w wywiadzie dla chińskiej państwowej telewizji twierdzi nawet, że jest zadowolony z sankcji nałożonych przez USA i twierdzi, że będzie to najlepszy czas dla tej firmy.

Wydarzenia związane z już otwartym konfliktem Ameryka-Chiny + Huawei nabrały zawrotnego tempa w ostatnim tygodniu, a w ostatniej dobie w szczególności. Jedno jest pewne. Skoczył się czas chińskiej pasywności. Zaczęło się właśnie siłowanie na rękę, któremu towarzyszą podstolne kopniaki i w tym momencie naprawdę trudno powiedzieć, czy nie dojdzie do rękoczynów. W każdym razie wydaje się, że przez ostatni czas pasywności Chińczycy zdołali wypracować „Plan B”. Zobaczymy, co dalej. Wydaje się też, że ten moment osiągnięcia maksymalnej wytrzymałości chińskiej dumy został właśnie osiągnięty.

Maksymilian Wysocki

Komentarze