Opinie

Sztuczne jezioro / autor: Pixabay
Sztuczne jezioro / autor: Pixabay

Ekologom susza jest na rękę

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • 12 czerwca 2019
  • 13:41
  • 7
  • Tagi: biznes ekologia polityka susza zbiorniki retencyjne
  • Powiększ tekst

Nie od dzisiaj wiadomo, że Polska ma stosunkowo mało wody. Jeszcze w szkole podstawowej, u schyłku PRL, słyszałem, że musimy budować zbiorniki retencyjne. Od tego czasu komunizm upadł, zmieniliśmy sojusze, ale nic się nie zmienia – nadal słyszymy, że musimy budować zbiorniki retencyjne.

Wydawałoby się, że budowa zapór i sztucznych zbiorników ma same dobre strony. Zwłaszcza w obliczu naturalnych zmian klimatu jakie obserwujemy – obecnie pada w Polsce więcej, ale głównie w okresie zimowym. Tegoroczne obfite opady śniegu w górach przestają być wybrykiem natury, stają się normą.

Potem jest już gorzej z opadami. Wydawałoby się, że w tej sytuacji należy budować jak najwięcej zbiorników, aby zmagazynować tę wodę, jaka pojawia się po roztopach. Nie tylko może przydać się w cieplejszych miesiącach z mniejszą ilością opadów, ale można z nich wyprodukować prąd – to najbardziej zielony i jednocześnie najmniej zmienny sposób wytwarzania prądu.

Ale jest tutaj pewna prawidłowość – ile razy pojawi się pomysł budowania zbiorników retencyjnych, to słychać straszne krzyki w środowisku ekologów, którym zwykle basują powiązania z nimi naukowcy. Zaraz słychać łkanie o tym, jak to zaburzy mikroklimat i jakie to nieekologiczne. Żeby było zabawniej, po kilkunastu, czasem kilkudziesięciu latach takie sztuczne zbiornik stają się „ostoja ptactwa”, itd., więc ich też nie można ruszać.

To nie jest przypadek, że ekolodzy tak silnie blokują każdą inwestycję w zbiornik wodny. Zwiększenie zasobów wodnych mogłoby bowiem utrudnić ekologom tresowanie strachem Polaków – a przykłady takie jak Skierniewice, gdzie zabrakło wody w mieście, są idealnym argumentem do tego tresowania. Gdyby takich przykładów byłoby więcej, łatwiej byłoby przekonać Polaków do wydawania miliardów na tzw. walkę z ociepleniem klimatu.

Oczywiście, walka ta nie obejmuje zwiększenia zasobów wodnych tylko wydawanie pieniędzy na instalacje OZE i na sponsorowanie ich właścicieli, którymi bardzo często są gigantyczne koncerny przemysłowe (ktoś zwrócił uwagę, że swego czasu na Polskę obraziła się rodzina Quandt, która rozdaje karty w BMW – obraziła się, bo po zmianie zasad dotowania OZE nie dostanie tyle, ile by chciała). Ale walką z ociepleniem klimatu jest także sponsorowanie marszów LGBT, lobbyingu i PR-u na skalę europejską oraz walka o wolność i demokrację (wystarczy spojrzeć na związki między osobami z Greenpeace Polska i z organizacji Akcja Demokracja).

Naprawdę, zakres działań ekologów jest szeroki, ale żadne z nich nie przechodziło nawet koło interesu Polski i Polaków. Potrzebują kolejnego poligonu, na którym będą mogli sterować działaniami społeczeństwa w taki sposób, aby korzystali na tym ich sponsorzy, a nie owo społeczeństwo. Dlatego ekologom susza jest na rękę i dlatego każde działanie, które mogłoby zaspokoić głód wody, będzie przez nich blokowane.

Komentarze