Analizy

Giełdy rosną w obliczu ryzyka handlowego

Piotr Jaromin analityk rynków finansowych XTB

  • 22 lutego 2019
  • 16:37
  • 1
  • Tagi: biznes finanse giełda polityka rynek kapitałowy
  • Powiększ tekst

Odbicie na indeksie S&P500 od grudniowego dołka sięgnęło już 20%. Zaskakująca jest również szerokość odbicia całego rynku mierzona stosunkiem ilości spółek rosnących do spadających na Wall Street, co przypomina z tej perspektywy początek rajdu wzrostowego w 2016 roku, kiedy głównym powodem do zmartwień dla rynków również były Chiny.

Tym razem jednak na horyzoncie cały czas pozostają nierozwiązane kwestie handlu oraz coraz mocniejsze sygnały spowalniających gospodarek, co może pokrzyżować plany bykom w najbliższych miesiącach.

Pod koniec zeszłego tygodnia, Departament Handlu w USA przekazał Donaldowi Trumpowi raport dotyczący sektora motoryzacyjnego, w którym z jedną opcji jest nałożenie taryf celnych na samochody i części importowane do Stanów Zjednoczonych. Amerykański prezydent w tym tygodniu po raz kolejny ostrzegł, że jeżeli nie dojdzie do porozumienia handlowego z UE, to jest gotowy obłożyć wszystkie samochody spoza USA stawką celną 25%. Oczywiście najmocniej uderzy to w kraje, które słyną z produkcji samochodów czyli Niemcy i Japonię. Udział eksportu samochodów z tych krajów do USA w całym PKB zawiera się między 0,5% a 1%. Dodatkowo trzeba pamiętać, że niemieckie koncerny mogą być również poszkodowane w związku z dalszą eskalacją konfliktu między USA a Chinami, ze względu na fakt umiejscowienia fabryk oraz znacznego udziału w rynku chińskim. Warto również pamiętać, że jednym z najbardziej poszkodowanych krajów takiego scenariusza będzie nasz sąsiad czyli Słowacja, której udział w sprzedaży samochodów do USA w relacji do PKB wynosi ponad 2%. W efekcie może być to kolejny pstryczek w nos dla europejskiego przemysłu, który od dłuższego czasu przeżywa cięższe chwile. Potwierdzają to choćby wczorajsze odczyty PMI dla strefy euro, które dla przemysłu ponownie rozczarowały a wskaźnik dla całego Eurolandu wypadł po raz pierwszy od 2013 roku poniżej granicy 50 punktów.

Z drugiej strony cały czas nierozwiązaną mamy sprawę Chin. Negocjacje handlowe w Waszyngtonie jak na razie nie przyniosły wspólnego komunikatu, a najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się zapowiadane wcześniej wydłużenie okresu negocjacyjnego o 60 dni. Zarówno Chiny jak i sam Donald Trump potrzebują rozejmu przynajmniej na chwilę, lecz trzeba pamiętać, że amerykański prezydent łatwo nie odpuści i z pewnością będzie chciał zostawić sobie furtkę na to, aby móc w przyszłości ponownie uderzyć w Chiny. W potencjalnym porozumienia cały czas nie wiadomo jak zostaną rozwiązane kwestie kursu walutowego, czy ochrony własności intelektualnej. To właśnie te dwie kwestie budzą najwięcej wątpliwości od początku sporu i nie wydaje się jak na razie, żeby jedna ze stron chciała w tej kwestii odpuścić, co stawiałoby ją w roli przegranego.

Tydzień kończymy w dobrych nastrojach na światowych parkietach, które notują najwyższe poziomy od przełomu listopada i grudnia. Nie można tego jednak powiedzieć o Warszawie, która po okresie relatywnej siły względem rynków rozwiniętych powróciła do słabszej dyspozycji, która obserwowana była przez większość 2018 roku. Trzeba jednak pamiętać, że ten tydzień był w wykonaniu blue chipów delikatnie lepszy niż poprzednie, kiedy S&P500 wspinał się cały czas po ścianie strachu, a nasz benchmark notował trzy tygodnie z rzędu z ujemną stopą zwrotu. Ostatnia korekta oraz atrakcyjne poziomy złotego mogą ponownie przynieść przynajmniej chwilowy napływ nowego kapitału na nasz rynek w najbliższych dniach, jeśli oczywiście sytuacja na światowych rynkach będzie do tego cały czas korzystna i nie powrócimy w stan globalnego odwrotu od aktywów ryzykownych.

Komentarze