Gazeta Bankowa: Jak sąd zalegalizował niewypłacanie wynagrodzenia

opublikowano: 3 stycznia 2013 roku, 14:57 | autor: Izabela Kordos | kategorie: Prawo | tagi: Aegon, afera, BRE Bank, emerytura, emerytury, Gazeta Bankowa, Ministerstwo Sprawiedliwości, OFE, płaca, prawo, prokuratura, reforma, Ryszard Jach, sąd, wynagrodzenie, zarobki
www.sxc.hu
www.sxc.hu

W tej historii jest wszystko: rekiny polskiej finansjery, podejrzani prawnicy, zaskakujące wyroki sądów i dziwne zbiegi okoliczności. A w tle pieniądze polskich emerytów. I to ogromne.

Wszystko zaczęło się w 1999 roku, czyli u zarania reformy emerytalnej, jednej z czterech najważniejszych reform wprowadzonych przez rząd Jerzego Buzka(…)

OFE, które miały sprawić, że Polacy swoje emerytury będą spędzać pod palmami, stały się polem nadużyć dla żądnych zysków finansistów, w wyniku czego polscy emeryci mogli paść ofiarą ogromnego oszustwa, na którym stracili miliony. Takie podejrzenia płyną z historii Ryszarda Jacha.

Tajemnicze pompowanie zysków

Oto i obiecany rekin finansjery: Wojciech Kostrzewa, prezes i dyrektor generalny Grupy ITI, wcześniej członek Rady Dyrektorów ITI i prezes Banku Rozwoju Eksportu, a wcześniej państwowego Polskiego Banku Rozwoju. Kostrzewa swego czasu był zwany „cudownym dzieckiem polskiej bankowości”.

W 1998 roku zarząd BRE Banku pod kierownictwem Kostrzewy tworzy (wraz ze STU Hestia Insurance) Powszechne Towarzystwo Emerytalne Skarbiec-Emerytura. Na wiceprezesa PTE powołuje naszego bohatera Ryszarda Jacha, maklera i bankowca inwestycyjnego, który dla realizacji tego projektu rzuca posadę szefa Private Bank ING NV na Polskę. Obaj znają się jeszcze z PBR, gdzie Jach był czołowym bankowcem inwestycyjnym.

– W oczach specjalistów Skarbiec-Emerytura skazany był wtedy na porażkę, bo akcjonariusze nie mieli ówcześnie żadnego doświadczenia w obsłudze klientów detalicznych – opowiada dziś Ryszard Jach. Ale jemu się udało, Skarbiec-Emerytura po kilku miesiącach działania zajmował 7- 8 miejsce na rynku i miał lepszą pozycję niż choćby PTE Bankowy, należący do giganta PKO BP. Świadectwem skali sukcesu biznesowego, jakim dla banku była organizacja PTE, była jego wartość rynkowa przez zagraniczne biura maklerskie i banki inwestycyjne wyceniana na ponad 500 mln zł, co stanowiło około 1/3 wartości rynkowej całej grupy BRE Banku.

Mamy 1999 rok. Mniej niż połowa towarzystw emerytalnych jako narzędzie marketingowe stosuje stopę zwrotu z inwestycji.

– Zaskakujące było jednak jedno: nawet w czasie, gdy indeksy giełdowe spadały wraz z cenami instrumentów dłużnych, wartości jednostek rozrachunkowych niektórych funduszy znacząco rosły – opowiada Ryszard Jach. O to towarzystwom emerytalnym chodziło – agenci, chwaląc się wysokimi zwrotami, wabiły kolejnych, niczego nieświadomych klientów. – Jako profesjonaliści odkryliśmy, że przy zastosowaniu odpowiednich mechanizmów wartość jednostek rozrachunkowych rośnie – jak to nazwaliśmy – na „finansowych sterydach anabolicznych”. Tyle że na tej podstawie miliony Polaków  dokonały niekorzystnych dla nich wyborów OFE, bo kierowali się sztucznie zawyżonymi, nierzeczywistymi stopami zwrotu – dodaje finansista. Wiedząc, co się dzieje, chcąc zastopować kontynuację szkodliwego procederu, już we wrześniu publicznie zaproponował tzw. powtórną rewaluację wartości jednostek rozrachunkowych OFE – co byłoby równoznaczne z ogłoszeniem falstartu PTE w działalności inwestycyjnej oraz brakiem sensu do kontynuacji nagannego procederu.

Jach miał rację, co publicznie zauważono dopiero po kilku miesiącach. Wiceprzewodniczący Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi Paweł Pelc w maju 2000 r. przyznał, że „wartość jednostek rozrachunkowych przestaje być obiektywnym kryterium oceny funduszy emerytalnych”. Skomentował tak dochodzenie urzędu w sprawie dilera PTE Commercial Union, który sprzedał papiery po cenie dużo niższej od rynkowej, oraz kilku dilerów innych funduszy, którzy dokonywali zakupów po cenach dużo wyższych od rynkowych. Ale o CU nieco później.

Kara za „brak elastyczności”

Jest grudzień 1999 roku. Na posiedzeniu rady nadzorczej Ryszard Jach wyraźnie komunikuje, że pozycja PTE pod względem inwestycyjnym jest bezspornym sukcesem, świadczącym o przyjęciu właściwej strategii i taktyki inwestycyjnej, która – gdyby nie korzystanie z „finansowych sterydów anabolicznych” przez część konkurentów, byłaby jeszcze lepsza. Prezentuje radzie nadzorczej wnioski z analiz, stanowczo odmawiając Wojciechowi Kostrzewie sztucznego pompowania wartości jednostek rozrachunkowych Skarbiec-Emerytura. Trafnie przewiduje pogorszenie koniunktury rynkowej i rekomenduje obniżenie profilu ryzyka inwestycyjnego portfela inwestycyjnego. – Wojciech Kostrzewa te fakty ignorował. Katastrofalne w skutkach dla banku inwestycje kapitałowe, które Kostrzewa później realizował, dowodzą, że całkowicie zlekceważył nasze analizy. Domagał się lepszych wyników za wszelką cenę – mówi dziś Jach. – Zażądał, by Skarbiec-Emerytura osiągał taką stopę zwrotu, by znalazł się w pierwszej trójce PTE. Powiedziałem mu, że metodami zgodnymi z prawem było to ówcześnie niemożliwe. Dodałem też, że jak długo będę w PTE, tak długo Skarbiec-Emerytura nie będzie tych metod stosować.

Słowa Jacha okazują się znamienne, bo dwa tygodnie później, po powrocie z urlopu, zostaje nagle zwolniony, mimo że na ostatnim posiedzeniu rady nadzorczej przyznano mu podwyżkę wynagrodzenia! – Nie podano mi żadnego oficjalnego powodu zwolnienia, natomiast Kostrzewa, osobiście informując mnie o odwołaniu ze stanowiska, wskazał na mój „brak elastyczności” – opowiada finansista.

Ścisły związek przyczynowo-skutkowy między odmową Jacha a jego nagłym zwolnieniem potwierdza również później sąd. – Kostrzewa był wtedy niezwykle wpływowym człowiekiem. W radzie nadzorczej BRE Banku zasiadali m.in. Gromosław Czempiński, Jan Kulczyk, Sławomir Wiatr. Dostałem od niego „wilczy bilet”. W trakcie rozmów kwalifikacyjnych zdarzało mi się słyszeć, że Wojciech Kostrzewa dyskredytował mnie w środowisku zawodowym. Odpowiadałem, że z nas dwojga, to ja jestem wiarygodniejszym i skuteczniejszym bankowcem inwestycyjnym. Ale to Kostrzewa był prezesem BRE Banku, a później ITI Holdings. Bardzo trudno było mi znaleźć po tym wszystkim pracę, mimo moich wysokich kwalifikacji i wszechstronnych doświadczeń zawodowych – dodaje finansista.

I tu dochodzimy do clue całej historii. Oprócz zwolnienia, Kostrzewa bezprawnie obniżył Ryszardowi Jachowi wysokość premii obligatoryjnej, należnej na mocy aneksu do umowy o pracę, którą – działając w imieniu rady nadzorczej PTE – zawarli z nim jej przewodniczący Wojciech Kostrzewa i wice-przewodniczący Piotr Śliwicki. – Uznałem, że zbyt ciężko pracowałem w PTE, bym miał zostać pozbawiony części należnego mi wynagrodzenia – opowiada finansista. Rankingi inwestycyjne dowodzą, że kiedy kierował PTE ze stworzonym przez siebie zespołem, osiągało ono najlepsze wyniki w całej jego historii.

Wiosną 2000 roku Ryszard Jach złożył pozew o wynagrodzenie przeciw PTE Skarbiec-Emerytura.

Proces w I instancji trwał siedem lat. Sąd uznał, że to Jach miał rację i nakazał PTE wypłatę zaległego wynagrodzenia razem z odsetkami – chodziło wtedy o ok. 1,6 mln zł. Uzasadnienie wyroku dla PTE i Wojciecha Kostrzewy osobiście było miażdżące.

Happy end? Tu nasza historia dopiero nabiera rozpędu. Bo oto PTE złożyło apelację od tego wyroku do sądu apelacyjnego, żądając po raz pierwszy, po 8 latach od podpisania umowy, uznania jej za nieważną z uwagi na... bezprawne zaniechanie działania rady nadzorczej z Kostrzewą i Śliwickim na czele.

Skuteczna apelacja

Zastosowano następujący trick: w grudniu 1998 roku rada nadzorcza PTE, na mocy jej uchwały nr 6/98, upoważnia przewodniczącego Wojciecha Kostrzewę i jego zastępcę Piotra Śliwickiego do ustalania zasad wynagrodzenia członków zarządu i podpisania z nimi stosownych umów. Na kolejnym posiedzeniu rada nadzorcza wysłuchuje informacji Kostrzewy o ustaleniach, akceptuje je przez aklamację, ale nie podejmuje – i tu najważniejsze – pisemnej uchwały szczegółowo precyzującej warunki ustalonego przez przewodniczącego i wiceprzewodniczącego premiowania obligatoryjnego. Kilka tygodni później Kostrzewa i Śliwicki w imieniu rady nadzorczej PTE podpisują aneks do umowy o pracę z Ryszardem Jachem. Umowę, której po latach PTE – dopiero po przegraniu procesu w sądzie I instancji – zażądało uznania za nieważną. Tylko dlatego, że zabrakło pisemnej uchwały rady nadzorczej, którą rada powinna była podjąć przed podpisaniem przez Kostrzewę i Śliwickiego aneksu z Jachem, czyli: Skarbiec, by nie zapłacić Jachowi pieniędzy, podważył kompetencje własnej rady nadzorczej, na czele z Wojciechem Kostrzewą, Piotrem Śliwickim – prezesem Ergo Hestia Insurance, Mieczysławem Groszkiem – obecnym wiceprezesem Związku Banków Polskich oraz radcą prawnym Stanisławem Rachelskim – właścicielem znanej warszawskiej kancelarii prawnej Rachelski & Wspólnicy. Ta metoda okazała się skuteczna, bo sąd drugiej instancji przyznał, że umowa zawarta z Jachem jest nieważna właśnie ze względu na bezprawne zaniechanie działania rady nadzorczej poprzednika prawnego AEGON PTE (w 2008 r. doszło do połączenia, a następnie przejęcia PTE Skarbiec-Emerytura przez AEGON PTE).

Tyle tylko, że na takiej samej zasadzie podpisywano wszystkie umowy ze wszystkimi członkami zarządu PTE Skarbiec-Emerytura, w tym z następcami Jacha, np. Bogusławem Grabowskim czy byłym wiceministrem finansów Jarosławem Baucem.

Sądowe perypetie

Do fuzji Skarbca-Emerytury i Aegona mogło jednak w ogóle nie dojść – a to właśnie przez Ryszarda Jacha. – Jako wierzyciel PTE Skarbiec-Emerytura zgodnie z prawem, za pośrednictwem mojego pełnomocnika zażądałem od Komisji Nadzoru Finansowego wstrzymania tej fuzji – mówi finansista.

Właśnie wtedy, gdy oba PTE oczekiwały na zgody urzędów państwowych niezbędne do fuzji, przed sądem drugiej instancji toczyła się sprawa o wypłatę zaległego wynagrodzenia dla byłego wiceprezesa PTE Skarbiec-Emerytura. – W maju 2008 roku pełnomocnik PTE Skarbiec-Emerytura S.A. przekazał mojemu pełnomocnikowi informację, że jeśli przestanę blokować fuzję i do niej dojdzie, niezwłocznie po jej sfinalizowaniu otrzymam całość wynagrodzenia z odsetkami. W rozmowie telefonicznej Jarosław Kubiak, prezes Aegon PTE S.A., potwierdził prawdziwość przekazanej mi w imieniu Aegona obietnicy. Dziś żałuję, że naiwnie dałem temu wiarę i nie sporządziliśmy wtedy porozumienia w tej sprawie – mówi dziś Jach. – Dałem się oszukać. Już w lipcu 2008 roku stało się jasne, że BRE Bank i Aegon obawiali się opóźnienia w fuzji, a „przedstawienie” miało na celu skłonienie mnie do zaprzestania jej blokowania – dodaje finansista.

Kilka miesięcy później zapada wyrok. Sąd zmienia korzystny dla finansisty wyrok I instancji i uznaje, o czym wspominaliśmy już wyżej, że umowa zawarta między Ryszardem Jachem a PTE jest nieważna. – Zostałem więc pokrzywdzony – utraciłem prawo do wynagrodzenia tylko i wyłącznie wskutek bezprawnego i szkodliwego dla mnie działania rady nadzorczej poprzednika prawnego Aegon PTE S.A., bo wynagrodzenia obligatoryjnego nie dostałem, co więcej, zobowiązano mnie dodatkowo do zapłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych kosztów procesowych Aegon PTE S.A.

Ryszard Jach jednak nie poddał się. – Skoro utraciłem prawo do wynagrodzenia wskutek bezprawnego i szkodliwego dla mnie niedbalstwa członków rady nadzorczej i poniosłem ewidentną szkodę w postaci utraconych korzyści i poniesionych strat z winy rady nadzorczej poprzednika prawnego Aegon PTE S.A., postanowiłem walczyć o należne mi w takiej sytuacji odszkodowanie – mówi Jach.

Poległ. Z uzasadnienia wyroku sędzi sądu okręgowego Ewy Wronki wynikało, że nie widzi ona żadnej różnicy między procesem o wynagrodzenie a procesem o odszkodowanie z tytułu utraconego prawa do wynagrodzenia z winy rady nadzorczej. Finansista składa apelację. – Pierwsza rozprawa apelacyjna w sądzie II instancji zostaje wyznaczona na 27 kwietnia 2011 roku, tuż po Wielkanocy. Kiedy kilka dni przed rozprawą spotkałem się ze swoim pełnomocnikiem, Jackiem Świecą. Był nie tylko dobrej myśli co do rozstrzygnięcia sądowego, ale nie widział też żadnego powodu, aby sporządzać jakiekolwiek dodatkowe pismo procesowe. Z tego względu ogromne było moje zdziwienie, kiedy w lany poniedziałek mecenas wysyła mi do konsultacji pismo procesowe, które nagle chciał złożyć podczas rozprawy. Jego lektura dowiodła, że byłoby ono nie tylko bezzasadne, ale szkodliwe dla mojego powództwa. Gdy zapytałem pełnomocnika o przyczyny jego złożenia, odparł, że wie, iż wygląda to jakby był inspirowany przez kogoś z zewnątrz...  Niezwłocznie wypowiedziałem pełnomocnictwo – opowiada Jach.

Tu na scenę wkraczają kolejni prawnicy: radcy prawni Marcin Majdan i Marcin Woroniecki. W sierpniu bieg zdarzeń nagle przyspiesza.

18 sierpnia 2011 roku zadzwonił do mnie Marcin Woroniecki. Przekazał mi szokujące informacje, iż przegram ten proces. Poprosił mnie także o zwolnienie z obowiązku reprezentowania go w tym procesie z uwagi na jego obawy, że wpływowe osoby stojące za jego ustawieniem zniszczą mu karierę zawodową tak jak mnie. To był dla mnie szok – opowiada Jach. 23 sierpnia 2011 roku odbywa spotkanie z mec. Woronieckim, w trakcie którego, ten nie tylko nie wycofuje się z wcześniejszych twierdzeń. Prosi o wypowiedzenie mu pełnomocnictwa, mimo że równocześnie zapewniał Jacha, że jego wiedza prawnicza wskazuje na jego wygraną sądową.

Sędzia i towarzystwo emerytalne

Ryszard Jach to doświadczony menedżer. Uznał, że zbyt dużo było w procesie przeciwko Aegon PTE dziwnych zbiegów okoliczności, aby mógł je zlekceważyć. Dlatego złożył wnioski o objęcie procesu nadzorem administracyjnym przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego oraz prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Krystyny Karolus-Franczyk. O uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa korupcji przez sędziów sądu apelacyjnego Jach poinformował także Centralne Biuro Antykorupcyjne, które wtedy ograniczyło się jedynie do przesłania zawiadomienia Jacha do Wydziału Przestępstw Gospodarczych Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie lekceważy wniosek Ryszarda Jacha, natomiast Ministerstwo Sprawiedliwości dochodzi do wniosku, że w procesie miały miejsce nieprawidłowości – co skutkuje konkluzją o konieczności rozważenia wprowadzenia dodatkowych przepisów wykonawczych.

30 września 2011 r. sąd wydaje wyrok – niekorzystny dla finansisty. – Ustne uzasadnienie wyroku sformułowane przez sędzię Irenę Raczkowską dowodziło nieznajomości stanu prawnego i faktycznego sprawy. Na dodatek uzasadnienie ustne było zupełnie inne niż pisemne – mówi Jach. – Ale prawdziwym szokiem dla mnie i radcy prawnego Marcina Majdana była dopiero lektura krańcowo i wielokrotnie sprzecznego z prawem procesowym, materialnym i karnym uzasadnienia pisemnego –
dodaje Jach.

W uzasadnieniu wyroku bowiem czytamy między innymi: „Na gruncie niniejszej sprawy nie można przypisać winy organowi spółki – Radzie Nadzorczej, która w uchwale Nr 6/98 z dnia 23 grudnia 1998 r. upoważniła jedynie Przewodniczącego i Wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej do negocjowania z powodem warunków wynagrodzenia, a nie podpisania aneksu Nr 1 do umowy o pracę, co skutkowało jego nieważnością”.

Tymczasem w uchwale RN, czarno na białym napisano: „Rada Nadzorcza upoważnia Przewodniczącego Pana Wojciecha Kostrzewę oraz Wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Pana Piotra Śliwickiego do ustalenia warunków wynagrodzenia i zatrudnienia członków Zarządu Powszechnego Towarzystwa emerytalnego Skarbiec-Emerytura S.A. oraz podpisania stosownych umów z członkami Zarządu”.

Po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku sądu apelacyjnego Ryszard Jach zawiadamia Prokuraturę Okręgową w Warszawie o przestępstwie sędziów, polegającym na poświadczeniu nieprawdy w tym uzasadnieniu wyroku. Prokurator umarza jednak śledztwo, twierdzi że sędzia rzekomo nie jest urzędnikiem państwowym, a wyrok dokumentem urzędowym, dlatego też jej zdaniem, sędziemu w ogóle nie można postawić zarzutu poświadczenia nieprawdy w uzasadnieniu wyroku sądowego...

Grudzień 2011 roku. Mecenas Marcin Majdan składa szczegółowo umotywowaną skargę kasacyjną. 25 kwietnia br. sędzia Sądu Najwyższego odmawia jednak jej przyjęcia do rozpoznania, twierdząc: „Gdyby rzeczywiście uzasadnienie cechowało się tak znaczną wadliwością, że nie sposób byłoby ustalić powodów rozstrzygnięcia, to i polemika w takim stopniu nie byłaby możliwa. Rozmiar tej polemiki ujawnia jednak rzeczywistą intencję skarżącego, którą nie jest uzyskanie przyjęcia skargi do rozpoznania ze względu na oczywistą jej zasadność”. Sędzią tym jest Małgorzata Gersdorf, uwaga – była członek rady nadzorczej CU PTE S.A. To właśnie wobec tego PTE wiceprzewodniczący Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi Paweł Pelc mówił, że: „wartość jednostki rozrachunkowej przestaje być obiektywnym kryterium oceny OFE” – o czym wspominaliśmy na początku. Dziwny zbieg okoliczności.

W sierpniu br. prokurator Grzegorz Jaremko z Wydziału ds. Przestępstw Gospodarczych Prokuratury Okręgowej w Warszawie wszczyna śledztwo w sprawie korupcji i niedopełnienia obowiązków przez SSN Małgorzatę Gersdorf, SSA Irenę Raczkowską, SSA Genowefę Glińską, SSA Grażynę Korycińską oraz SSO Ewę Wronkę oraz w sprawie niedopełnienia obowiązków i zastraszania R. Jacha przez agenta CBA Roberta Nakielnego. Śledztwo toczy się nadal.

A jak dalej potoczy się ta sprawa? Będziemy o tym Państwa informować.

Komentarze na temat artykułu

Gość 25 stycznia 2015 roku
14:13

Niemiec z południa Polski upierniczył prawdziwych polaków. Gnać to dziadostwo z ziemi polskiej do Raichu

Gość 28 kwietnia 2014 roku
11:43

kostrzewa na zdjęciach, polecam: http://www.judytapapp.com/kulczyk.php

Gość 17 lutego 2014 roku
12:44

Ten artykuł dowodzi skali zgnilizny w środowiskach prawniczych, ze szczególnym uwzględnieniem sędziów, uważających, że immunitety mają chronić ich przed odpowiedzialnością karną za przestępstwa popełniane przez nich w trakcie "niezawisłego" orzekania.

Gość 2 czerwca 2013 roku
15:03

Nazwiska wymienionych w artykule sędziów trzeba dopisać do listy hańby sądownictwa III RP. O takich indywiduach jak W.Kostrzewa szkoda nawet strzępić język...

Gość 30 kwietnia 2013 roku
20:39

Niesamowite story. W kontekście dyskusji o losach OFE, "Układu zamkniętego" i kuriozalnych publicznie znanych wyroków (Sawicka, Turowski, etc.), opisana historia zyskuje na powadze i dowodzi, że niezawiśli bywają zawiśli nie tylko w sprawach politycznych, ale także w procesach gospodarczych, gdzie jedna ze stron dysponuje atutami, mogącymi w odpowiedni, skuteczny sposób zmotywować sędziów - przekonanych o ich bezkarności - do orzekania w oderwaniu od stanu faktycznego i prawnego sprawy, a nawet z rażącą obrazą przepisów prawa procesowego i karnego. I jak tu się dziwić, że bohater nie znajduje wielu naśladowców... Nawiasem mówiąc, ciekawe co facet teraz porabia.

Gość 29 kwietnia 2013 roku
15:43

Do Wieprz: ten artykuł ujawnia kompromitujące mechanizmy III RP, de facto działanie UKŁADu. Wpisz w google: "prokuratorzy znów wezmą pod lupę pozmeat", "BRE Bank, oddaj 100 milionów" czy "Jak Roman Kluska budowa ITI", a przekonasz się, że jak bardzo UKŁAD był mięsożerny.

Wieprz 29 kwietnia 2013 roku
13:01

Wczoraj bylem na seansie filmu "UkladZ" i wyszedlem wstrzasniety, teraz czytam to, i zaczynam sie telepac. Moja pierwsza mysl jest taka - gdzie daja najszybciej obywatelstwo, nie chcem sie dorzucac swoimi pieiedzmi do koryta tego pseudo panstwa.

Gość 20 kwietnia 2013 roku
16:30

Do Gość (z 27.03.2013 r.): pytasz jak długo? Dopóki np. taki SSO Wojciech Małek będzie bezkarnie mógł sobie kpiny urządzać za publiczne pieniądze, ferując takie wyroki jak wczorajszy w sprawie wydarzeń z grudnia 1970. Dodam, że swego czasu SSO W.Małek bezprawnie uratował Wojciecha Kostrzewę przed odpowiedzialnością karną za działanie na szkodę BRE Bank S.A. i fałszowanie ksiąg rachunkowych banku... III RP to para państwo para prawa.

Gość 27 marca 2013 roku
9:23

Jak długo? Ja widzę dwie możliwości: 1. Marzenie czerwonej nomenklatury: system włoski, czyli mafia staje się na stałe częścią Państwa, niszcząc je i paraliżując, ale utrzymując przy życiu (w wegetacji) jak pasożyt. 2. Strasburg: To miejsce gdzie można szukać sprawiedliwości jak np. A.Tysiąc. Bohater artykułu tam właśnie może znaleźć sprawiedliwość i milionowe odszkodowanie. Potrzebny jest jednak element skali, pozew(y) na kilka miliardów złotych które doprowadzą do takich skandali i bankructwa, że zacznie się czyszczenie bo nie uda się już osłonić patologii. Warto pamiętać, że i w systemie sądowniczym są uczciwe jednostki, ale zepchnięte na margines i bez realnej władzy. Jeżeli nie czeka nas krwawa rewolucja i wieszanie TuSSków na drzewach, to uczciwe Sądy są jedyna drogą od której trzeba zacząć. Skazanie 95% z listy 100 najbogatszych Polaków natychmiast oczyści atmosferę w kraju. I da szansę na uczciwy biznes dla 99% uczciwych poza układem którzy dziś nie mają szans. Trzeba więc złamać układ i skutecznie usunąć takich "sędziów" jak wymienieni wyżej. Układ się dziś już niczego nie boi, bo okazało się w 2007, że może dowolnie zmieniać i kreować władzę polityczną w Polsce. Może również mediami (vide ITI) dowolnie utrzymywać władzę w fasadowej demokracji. System musi się niejako zawalić, żeby przerwać to błędne koło i spowodować taka panikę jak w 89 w komunie, wtedy trzeba ciąć i wywalać. To zresztą się dzieje dokładnie tak samo jak wtedy w sferze ekonomicznej. Wtedy jednak złodzieje nie mieli takiej karty kredytowej jak teraz w UE i nie mogli nas tak zadłużyć, kradnąc po drodze tyle i ukrywając to tak skutecznie pod płaczem "kryzysu". Dziś skutki będą o wiele gorsze, bo brak autonomii finansowej to w zasadzie niewolnictwo (wobec Rosji i Niemiec które nas wykupują). A koniec tej opowieści to III Wojna Światowa, bo Niemcy znowu błędnie jak zawsze myślą że zamieszkają nad Wisłą. I zawsze na końcu naród najwięcej wycierpi.

Bohun 20 marca 2013 roku
10:31

Zastanawia mnie jak długo jeszcze ta sytuacja będzie trwać i jak to się skończy.

Gość 8 marca 2013 roku
17:36

W pale się nie mieści co ta mafia sądowo-polityczno-biznesowa wyprawia .

Tuleya 14 stycznia 2013 roku
4:07

Do Kaz: Z artykułu wynika, że więcej jest takich "geniuszy, dotkniętych ręką Boga"... Bo to i W.Kostrzewa, byłe "cudowne dziecko bankowości" (co to o mało co nie zbankrutowało BRE Banku) i P.Śliwicki (co to do emerytury będzie prezesem Hestii), i Miecio Groszek (dziś wiceprezes Związku Banków Polskich), i Staś Rachelski - mimo ich "geniuszu", żaden nie pomyślał, że trzeba by jednak starannie wypełniać swoje obowiązki członka RN. Mówiąc o "geniuszach" nie można także zapomnieć Jarka Bauca, co to będąc w MF dziurę znalazł, a w PTE "zasypał", po to by nie było kompromitacji, że w czasie rządów Ministra Finansów wyniki inwestycyjne były tak katastrofalne, że trzeba było dopłacać do minimalnej stopy zwrotu... Niewybaczalne byłoby nie wspomnieć o Bogusiu Grabowskim, co to zarządzając PTE "geniuszem" się nie wykazał (raczej wręcz odwrotnie), co nie przeszkadza nadal mu "robić" za wybitnego finansistę, m.in. w Radzie Gospodarczej przy Donaldzie. Najwyraźniej nie trzeba być "geniuszem", wystarczy być "dotkniętym" ;-)

Kaz 13 stycznia 2013 roku
19:56

@ Tuleya - "pełny" klasyk brzmi: Donald T. to geniusz, dotknięty ręką Boga"

Tuleya 13 stycznia 2013 roku
12:23

Czekam aż głos da SSN Małgorzta Gersrdorf. Z artykułu wynika, że to kobieta o renesansowych wręcz zdolnościach... No, bo kto potrafi odpowiedzialnie wskazać rzekomo prawdziwe przyczyny złożenia skargi kasacyjnej przez R.Jacha, całkowicie odmienne od celów ujawnionych w treści skargi ;-D Toż to musi być - cytując klasyka - kobieta dotknięta geniuszem ;-)

z AEGONemnaty 12 stycznia 2013 roku
15:20

Pamiętam reklamę telewizyjną AEGONa pod stosujemy tylko przejrzyste zasady ;-D Czyżby te "przejrzyste" zasady polegały na korumpowaniu sędziów?

prostozmediów 10 stycznia 2013 roku
22:26

Temat byłby świetny dla red. M.Zielke, ale on - niestety - został skasowany jako dziennikarz przez strażników niezależności mediów... A prawdziwych ekonomicznych dziennikarzy śledczych już nie ma... Dzisiaj ostali się jedynie specjaliści od ochrony wizerunku medialnego wpływowych osób i instytucji. Rosja blisko, coraz bliżej... http://wgospodarce.pl/informacje/1678-powiesc-obnazajaca-patologie-polskiego-biznesu

Gość 9 stycznia 2013 roku
16:03

Do gościa 11:41: "Alea acta est". Tylko maluczcy tego jeszcze nie wiedzą... No, bo skąd? Z TVN24, GW czy Polityki? "Ałtorytety" zaś liczą na nowy "okrągły stół", w nadziei ukrycia ICH kantów.

Gość 9 stycznia 2013 roku
11:41

Wszystkie hamulce zostały zwolnione,Polska stacza się w chaos.Tylko Niebiosa mogą jeszcze cos zmienic,ale my Owsiaka futrujemy więc...

Gość 7 stycznia 2013 roku
18:38

Problem w tym, że w III RP często geneza czerwonych liberałów i czołowych "oligarchów - słupów" sięga służb specjalnych PRL-u (co w przypadku sporów sądowych nie jest bez znaczenia z uwagi na zaniechanie lustracji w sądownictwie). Im jest ciągle mało i są immunizowani na reguły gospodarki wolnorynkowej (czytaj: jak ognia unikają otwartej konkurencji, prowadzenia sporów na argumenty, etc.). Z treści artykułu wynika, że jego Jach podjął rzucone mu wyzwanie i bez walki się nie podda. Dobrze, że jest Gazeta Bankowa - bez niej pewnie nigdy nie dowiedzielibyśmy się o tej aferze.

Gość 7 stycznia 2013 roku
16:27

Korupcja jest wrogiem wolnego obrotu gospodarczego ale ta zasada pomimo głoszenia jej przez czołowych liberałów nie jest traktowana poważnie.Jeszcze nie czas,jeszcze się nie nachapaliśmy.Doić frajerów póki jest przyzwolenie.

Gość 7 stycznia 2013 roku
10:00

Adresatem pytania o praktyki sztucznego zawyżania wartości jednostek rozrachunkowych OFE mógłby być Jan Monkiewicz, obecny członek Rady Nadzorczej ... AEGON PTE S.A., który będąc Przewodniczącym KNUiFE, udzielił wywiadu Rzeczpospolitej, w którym ujawnił, że PTE Skarbiec - Emerytura pod wodzą ... Jarosława Bauca, tuż przed obliczeniem minimalnej wymaganej stopy zwrotu OFE, dokonał szeregu "cudownie" rentownych transakcji finansowych, dzięki czemu uniknął konieczności dopłaty...

Gość 7 stycznia 2013 roku
8:53

Do Kaz: z artykułu wynika, że "kreska" Mazowieckiego, dla milionów zmanipulowanych Polaków, była nie tylko "gruba", ale i "droga" ...

Gość 7 stycznia 2013 roku
1:26

Wygląda na to, że SSO Ewa Wronka - delikatnie mówiąc - rzeczywiście nie jest wzorem niezawisłości sędziowskiej, skoro Newsweek już 10 lat temu poświęcił jej artykuł pt.: Długa lista wątpliwości (http://polska.newsweek.pl/dluga-lista-watpliwosci,27819,1,1.html), którego była negatywną bohaterką (biegły sądowy zarzucił jej składanie propozycji korupcyjnych). Lecz tym razem kaliber sprawy jest o wiele większy, a i SSO E.Wronka ma towarzystwo sędziów z wyższych instancji...

Gość 7 stycznia 2013 roku
0:38

do cdn.: Bingo! Od tej sprawy, która dotyczy milionów Polaków zaczeła się cała afera opisywana przez Gazetę Bankową. Najciekawsze, że inne media o niej milczą. Milczą też niezwykle wpływowi, choć wyjatkowo niechlubni bohaterowie tego artykułu, w tym Zarząd AEGON PTE S.A. Ciekawe...

cdn. 7 stycznia 2013 roku
0:01

z artykułu wynika inne uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa - jeśli jednostki niektórych OFE były celowo zawyżane by nakłonić nowych klientów do towarzystwa to mamy przestępstwo oszustwa na wielka skalę. To jest podstawowa sprawa

NGOpole.pl 6 stycznia 2013 roku
23:46

Przyznam ciekawy opis stanu wymiru sprawiedliwości podobny przykład jak działa wymiar sprawiedliwości i instytucje finansowe można znaleźć na łamach NGO http://www.ngopole.pl/2012/10/10/panu-ryszardowie-pomoc-moze-tylko-chuck-norris/

Gość 6 stycznia 2013 roku
10:09

Kacperku: ależ ci sędziowie nie wydali wyroków i uzasadnień "mechanicznie", lecz po ich przemyśleniu w całkowitym poczuciu bezkarności i dlatego właśnie pownni ponieść konsekwencje karne swych sprzecznych z prawem działań. Zmywak, po odbyciu wcześniejszej kary więzienia, pownien ich czekać w razie prawomocnego skazania, choć zawieszenie w czynnościach powinno nastąpić już teraz.

Kacperek 6 stycznia 2013 roku
9:33

Zastanawiam się gdzie jest i czy wogóle istnieje granica chamstwa , chciwości i niegodziwości ludzkiej.Wszystkie panie sędziny,bez wyjątku ,nadają się jedynie na zmywak,by wykonując mechaniczne czynności miały czas na przemyślenie wydawanych wyroków i ich uzasadnień.

Gość 6 stycznia 2013 roku
9:01

Do Gościa 4:38: proszę wpisać w google "gazeta bankowa specbank". Ciekawe rzeczy mówi ten google.

Gość 6 stycznia 2013 roku
4:38

prokuratura powinna przyjrzeć sie obrotami akcji BRE Banku i innymi papierami emitowanymi przez ten bank przez rodziiny WALTERÓW I WAJCHERTÓW w czasie kiedy prezesem BRE był kostrzewa

Gość 5 stycznia 2013 roku
23:13

Coś się jednak zmieniło: wielu dawnych towarzyszy, to liberalne "biznesmany" pełną gębą, a np. taki Kostrzewa, który w 1989 r. został odwołany z placówki w RFN i oddelegowany przez L.Balcerowicza (i jego mocodawców) do spełnienia w III RP zadania, polegającego na finansowaniu postSBeckich oligarchów i ich przedsięwzięć (w PBR i BRE). Dzięki temu, że towarzysze umieją to docenić, może dziś piastować stanowisko prezesa ITI Holdings, mimo, że mit "cudownego dziecka bankowości" już dawno się skończył... Kiedyś Kostrzewa publicznie straszył procesami każdego, kto będzie krytykował jakiegokolwiek pracownika ITI, a teraz sam, po publikacji tego artykułu, siedzi cicho, jak mysz pod miotłą ;-D

floyd 5 stycznia 2013 roku
22:26

W Polsce po roku '89 wiele zmieniono po to by NICZEGO nie zmienić!

konsultant 5 stycznia 2013 roku
18:41

Warto powrócić do czasów banku PBR, gdzie przekręcono indywidualnym inwestorom sporą kasę na foreksie. Był to jeden z nielicznych wtedy banków, gdzie można było zawierać lewarowane transakcje na międzynarodowym rynku walutowym. Pewnego dnia bank pozamykał nagle wszystkie transakcje klientom bez podania przyczyny. Zlecenia przyjmowano telefonicznie, wszystkie były nagrywane. Rzekomo ktoś składał zlecenia podszywając się pod właścicieli rachunków i ich pełnomocników. To znana technika back office trading polegająca na zawłaszczeniu kapitału swoich klientów. Sprawę wyciszono, nadzór bankowy o tym wiedział, a jakiś czas później bank przestał istnieć. Nazwiska mają się dobrze. Powiem więcej, nazwiska mają się bardzo dobrze, no poza tamtymi klientami. Potem było m.in. WGI, dzisiaj mamy Amber Gold. Co się nie zmieniło? Tylko skala.

Gość 5 stycznia 2013 roku
16:34

Po lekturze tego artykułu zachęcam tych, którzy nadal twierdzą, że III RP to rzekomo państwo prawa, aby spróbowali mnie przekonać, że tak jest w istocie. Zastrzegam jednak, że trafiają do mnie tylko argumenty merytoryczne, a nie propagandowy szlam.

Kaz 3 stycznia 2013 roku
23:02

Nie, teraz ruch należy do ulicy! Przecież "gołym okiem" widać, że Polska to wielki "folwark", w którym rządzą "świnie"! 1989r nic nie zmienił, a najnowsza historia w postaci "grubej kreski" i "Nocnej zmiany" nic nas - oprocz mnie - nie nauczyła!

Gość 3 stycznia 2013 roku
16:49

Rzeczywiście: "W tej historii jest wszystko: rekiny polskiej finansjery, podejrzani prawnicy, zaskakujące wyroki sądów i dziwne zbiegi okoliczności. A w tle pieniądze polskich emerytów." Teraz ruch należy do prokuratora...

Gość 3 stycznia 2013 roku
16:25

To pasjonująca opowieść, potwierdzająca, że państwo "zdało egzamin" ;-)) Szkoda tylko, że Polacy znowu tracą ze względu na gigantyczną skalę patologicznego bezprawia. Gdyby nie fakt, że Gazeta Bankowa to poważny miesięcznik dla profesjonalistów, trudno byłoby uwierzyć, że opisywane przekręty mogły się zdarzyć... Niestety, powołane konkretne fakty wykluczają zarzut konfabulacji autorki.

Gość 19 kwietnia 2016 roku
19:04

Znalezione w necie. Sprawa ma cd; http://trustandcontrol.salon24.pl/701765,komisjo-wenecka-idz-na-calosc

1603