Informacje

fot. Pexels.com
fot. Pexels.com

Nie tylko Warszawa ma problem z reprywatyzacją

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 5 września 2016
  • 16:34
  • 0
  • Tagi: afera afera reprywatyzacyjna gospodarka Hanna Gronkiewicz-Waltz polityka reprywatyzacja samorząd
  • Powiększ tekst

Tzw. duża ustawa reprywatyzacyjna PO dotyczy jedynie warszawskich gruntów. Żalu nie kryją inne samorządy, które także od lat borykają się z problemem reprywatyzacji.

Tylko w Warszawie skala roszczeń sięga 20 mld złotych. Z kolei w kraju jest to już 70 mld. Jak wskazuje dyrektor wydziału gospodarowania mieniem z lubelskiego magistratu Arkadiusz Nahuluk, problem reprywatyzacji jest powszechny, jednak projekt przygotowany przez PO zwany potocznie dużą ustawą reprywatyzacyjną, dotyczy jedynie stolicy. W pozostałych częściach kraju sytuacja, na razie, jest nieuregulowana.

Jednak PiS może tej ustawy wcale nie poprzeć, zwłaszcza że partia rządząca ma własne propozycje, jak choćby wypłatę odszkodowań w formie obligacji. Co więcej zwroty spoza Warszawy odbywają się na podstawie innych niż dekret Bieruta aktów władzy ludowej, jak choćby dekretu z 8 marca 1946 roku (o majątkach opuszczonych i poniemieckich). Co więcej - nie wszędzie udało się dokładnie oszacować skalę roszczeń.

W samym Lublinie toczy się obecnie 108 postępowań o zwrot nieruchomości będących własnością miasta. W latach 2014 - 2016 na podstawie decyzji starosty lubelskiego zwrócono 87 miejskich nieruchomości o łącznej powierzchni 12,5 ha. Stwierdzono też 70 postępowań o stwierdzenie nieważności decyzji wywłaszczeniowych.

Podobna sytuacja ma miejsce w Kielcach czy Krakowie. Trudna sytuacja miała też miejsce w Suchej Beskidzkiej, której władze w 2011 roku miały problem ze współpracą z Ministerstwem Finansów. W tym roku burmistrz miasta otrzymał z MF informację, że jeden z zagranicznych spadkobierców na podstawie umowy z Francją został spłacony (z zastrzeżeniem, iż dokumentacja jest niepełna), co dawało nadzieję na zachowanie przez gminę mienia. Jednak jak opisuje sprawę burmistrz Stanisław Lichosyt nie zakończyło to sprawy:

Po dwóch latach korespondencji i prób pozyskania konkretnych dowodów na wypłatę odszkodowania okazało się, że ich nie ma, dokumentacja jest niekompletna, a teczka dotycząca dawnych właścicieli zawiera bardzo mało danych, a z tych, które są, wynika, że odmówiono im wypłaty odszkodowania.

Burmistrz miasta wskazuje, że zaistniała sytuacja i bałagan doprowadziły do sytuacji, w której dojście do pełnej prawdy będzie już niemożliwe.

Dziennik Gazeta Prawna/ as/

Komentarze