Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Eksploracja surowców z kosmosu - wciąż jeszcze plan naukowy, czy już biznesowy?

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • 11 grudnia 2016
  • 12:37
  • 0
  • Tagi: gospodarka kosmos Luksemburg prawo technologia USA
  • Powiększ tekst

Luksemburg przed kilkoma tygodniami wdrożył własne założenia prawa kosmicznego. Obecnie państwo to posiada najbardziej zaawansowane prawo w tym zakresie na świecie. Co to oznacza dla eksploracji kosmosu? Czy stoimy u progu nowej ery kosmicznej? Jakie szanse stwarza to dla Polski? O tym rozmawiamy z ekspertem ds. prawa kosmicznego INP PAN Kamilem Muzyką.

Arkady Saulski: Luksemburg przed kilkoma tygodniami zaprezentował swoje założenia prawa kosmicznego. Czy rząd tego kraju wie coś czego my nie wiemy? Technologia postępuje naprzód na tyle szybko, iż odpowiednia legislacja musiała zostać wprowadzona? A może to dmuchanie na zimne - chęć zabezpieczenia pewnych interesów zawczasu?

Kamil Muzyka: Na pewno wie jak zachęcić zagraniczne spółki do otwierania oddziałów w ich kraju, a wtedy przedsiębiorstwa astrogórnicze będą płacić podatek dochodowy w Luksemburgu. Planetarny Resources i Deep Space Industries nie są jedynymi potencjalnymi firmami planującymi zwiad rozpoznawczy, próbnikowanie, przekierowaniu i utylizacje surowców wydobytych z asteroid.

Pomysły na uregulowanie wydobycia surowców z Księżyca lub asteroid pojawiały się już w czasach tworzenia Traktatu o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku. Oscar Schachter postulował przeniesienie na grunt kosmiczny ówczesnych regulacji rybołówczych. Jednak ostatecznie pominięto tę kwestię, zaznaczając jednocześnie że przestrzeń kosmiczna, planety, i inne ciała niebieskie są wspólnym obszarem aktywności człowieka.

Nietrudno zobaczyć postęp techniczny, jaki się dokonał w tym czasie. Rakiety stały się wydajniejsze, powoli wdrażana jest coraz efektywniejsza technologia rakiet wielorazowego użycia, powracają Clarke’owskie koncepcje tankowania na orbicie. Technologia idzie do przodu, a zapotrzebowanie na cenne surowce nie maleje.

Czy jest to zbędna zapobiegliwość? W pewnym sensie tak. Nikt jeszcze nie dokonał udanego przekierowaniu asteroidy, póki co udało nam się robotycznie zrobić odwiert na komecie, jednak ze względu na awarię układu zakotwiczenia nie można było przeprowadzić pełnego planowanego eksperymentu. Jednak ukształtowanie sytuacji prawnej jest zielonym światłem dla takich firm, za czym idzie pewna gwarancja ochrony prawnej wobec osób trzecich, poprzez legitymizowanie ich działań przez właściwe organy państwowe.

tytuł

Znając założenia prawa luksemburskiego w materii kosmicznej - jak ma się ono względem rozwiązań proponowanych przez inne państwa? Jest bardziej rozsądne, mniej? Czy jest szansa by, np. forum ONZ wypracowało jednolite przepisy dla wszystkich?

Projekt luksemburski jest bardzo zbliżony do amerykańskiego. Różni się głównie rozłożeniem na 14 artykułów kwestii uzyskania pozwolenia od rządu Luksemburga, wymagań jakie musi taki podmiot spełniać, jego formę prawną. Poza tym nawet w tekście projektu są istotne nawiązania do tej samej zasady, jaką przyjęli Amerykanie. Oczywiście też większy nacisk na uzyskanie pozwolenia od rządu i kryminalizację bezprawnego połowu asteroid, czy także pozwolenie „obejmujące konkretną komercyjną misję”. U Amerykanów, sama ustawa nie obejmuje ścisłych ram pozwolenia, nie kryminalizuje „bezprawnego połowu”, ogranicza jednak podmioty mogące być uznane za amerykański podmiot wykonujący misje górniczo asteroidalne i zakłada prawną ochronę przed szkodliwą ingerencją. Pewne różnice są, jednak zasada nie narzucania suwerenności państwowej przy jednoczesnym prawie do uzyskanych surowców pozostaje taka sama.

Obecnie niewiele wiadomo o projekcie, jakim rzekomo mają się zajmować Zjednoczone Emiraty Arabskie. Haska Grupa Robocza ds. Surowców kosmicznych próbuje stworzyć uniwersalne przepisy dotyczące surowców asteroidalnych i księżycowych, które ma przedstawić Podkomitetowi Prawnemu do spraw Pokojowego Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej Narodów Zjednoczonych. Póki co mają jedynie ogólne założenia, które są zbliżone do luksemburskich.

Należy nadmienić, że od przyszłego roku Komisja Europejska i Europejska Agencja Kosmiczna mają teoretycznie też podjąć prace dotyczące omówienia potrzeby kodyfikacji takich praw. Obawiam się jednak ewentualnych prac Europarlamentu nad kształtem takiego prawa. Wyniki europejskiej debaty obywatelskiej pokazują że np. 51 % Polaków jest za pozwoleniem prywatnemu sektorowi na wydobycie kopalin z ciał niebieskich. Średnia europejska w tym pytaniu była jedynie 37%. Nie wygląda to aż tak drastycznie w wypadku kwesti spółek publiczno-prywatnych czy instytucji międzynarodowych, jednak będzie się to odbijać w pracach nad takim prawem.

A ONZ nadal regularnie nawiedza, niczym Biała Dama, widmo Traktatu Księżycowego. Przyznam szczerze, pewne założenia traktatu, w kwestii górnictwa kosmicznego, dałoby się zaadaptować do modelu: „ONZ płaci koszty operacyjne, górnicy tylko holują asteroidy”, gdzie „podział łupów” zależałby od agencji specjalistycznej ONZ. Nawet biorąc analogie podnoszenia wraku z dna morza, taki operator asteroidalny zwyczajnie transportuje ziemianom ich „wspólne dziedzictwo”, jak określa się ciała niebieskie w traktacie, za co zostaje wynagrodzony. Jednak nie ma prawa sobie zawłaszczyć ani okruszka. Z tym, że i bez takich poprawek założenia Traktatu nakładały zbyt dużo obciążeń na państwo tudzież autoryzowanego operatora, by takie prace były w jakimkolwiek stopniu opłacalne. Jeszcze gorzej mogłaby się sprawa mieć z samym podmiotem rozdawniczym.

Osobiście optuję za ominięciem ONZ w kwestii nowego prawa, a stworzeniem umów międzyrzadowych, takich jak porozumienie o ISS, gdzie państwa są reprezentowane przez właściwe agencje rządowe. Prace trwać będą sporo szybciej, a sygnatariuszom będzie bardziej zależeć na współpracy i wzajemnym przestrzeganiu wspólnie podpisanych zobowiązań.

tytuł

Niedawno rozmawialiśmy o opłacalności biznesowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej czy chociażby przemysłowego wykorzystania asteroid. Wtedy jednak byliśmy przed deklaracjami Elona Muska. Proszę powiedzieć - czy obecnie podbój kosmosu to wciąż plan naukowy, czy już biznesowy?

Ogólnie nie stosuje się już określeń „podbój” i „kolonizacja” kosmosu. W dzisiejszym świecie mają dość pejoratywny charakter. Mówi się o: wykorzystaniu, użytkowaniu, eksploracji przestrzeni kosmicznej, osadnictwie bądź zamieszkiwaniu człowieka w kosmosie. Jednak jeśli by wziąć prawną definicje kolonii, to taki wymóg spełniłyby hipotetyczne Cylindry O’Neila. Ale weszliśmy tu na grunt, gdzie trzeba jasno wyznaczyć pewne granice. Czym innym jest eksploracja przestrzeni kosmicznej, a czym innym biznes oparty o przestrzeń kosmiczną. Jeszcze zupełnie czym innym plany załogowych lotów i lądowań na ciałach niebieskich lub zakładania tam stacji naukowych.

Eksploracja przestrzeni kosmicznej wciąż wiąże się z wielkim ryzykiem. Chociażby fakt że rakieta może wybuchnąć, lub panele słoneczne mogą się nie otworzyć, tudzież inna możliwa awaria, jak w przypadku lądownika Schiaparelli. Lata przygotowań, gromadzenia funduszy, planowania, dobierania aparatury do zadania, testy, zgody i pozwolenia od odpowiednich jednostek państwowych. I cały ten czas, i praca ludzi, o wkładzie finansowym nie wspominając może zwyczajnie przepaść. To po pierwsze rachunek zysków i strat, bo ani pieniądze podatników, ani akcjonariuszy prywatnych spółek nie mogą być bezsensoanie marnowane.

Biznes i nauka najbardziej zbiegają się w wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej, tj. na przykład w satelitach służących do stałej obserwacji Ziemi. Zmiany klimatu, śledzenie pogody, temperatur, prądów oceanicznych, badania geologiczne, kartografia, to wszystko przedmioty badań naukowych, jak i przedmioty usług prywatnych firm dokonujących interpretacji surowych danych na zamówienie np. instytucji rządowych lub prywatnych.

tytuł

Natomiast eksploracja przestrzeni kosmicznej jest mało komercyjnym przedsięwzięciem. Nawet plan Muska, który de facto jest pewną hybrydą koncepcji śp sir Arthura C Clarke’a z lat 50.(tankowanie statku załogowego, umieszczonego wcześniej na orbicie, przed wysłaniem go na Marsa) z planem Mars Direct dr Roberta Zubina z Mars Society, wygląda bardziej na cel jego przedsięwzięć niż model biznesowy. Sam Zubin opisując swój plan w książce „Czas Marsa”, dość mozolnie starał się wyjaśnić ekonomiczną opłacalność posiadania stałej stacji mieszkalnej na Czerwonej Planecie, albo przez sprzedaż licencji patentowych, tudzież eksport cennych minerałów i izotopów, takich jak deuter. Tu jest właśnie problem. O ile zdecydowanie łatwiej jest uzasadnić konieczność utrzymywania stałej placówki naukowej na powierzchni Marsa, z załogą składającą się z naukowców, dokonujących badań na polecenie swoich macierzystych agencji kosmicznych, o tyle gorzej jest z wysyłaniem nieograniczonej liczby „nieastronautów”. Można wrócić do idei „indentured servant” z początków kolonizacji Ameryki Północnej przez Anglików, czyli „koloniści” podpisywaliby kontrakt na pracę w zamian za opłacenie podróży i pobytu. W tym przypadku lepszym wydaje się opłacenie przez ochotników biletów przed wylotem. Coś jak obecnie powracająca turystyka kosmiczna. Wrócił Virgin Galactic z nowym Spaceship-em, zapowiada to amerykański Moon Express, Blue Origin przetestował rakietę i kapsułę, plany mają także Chińczycy. Jednak jest to najwyżej lot na niską orbitę ziemską, nie zaś daleka wizja osadnictwa kosmicznego.

Obecnie NASA w programie Next STEP-2 zakłada powstanie bazy cislunarnej w punkcie L1 układu Ziemia-Księżyc. Bierze w tym programie kilka firm, min Lockheed Martin czy Bigelow Aerospace. Bigelow planuje swoją drogą drugi, osobny komercyjny habitat, orbitujący hotel znajdujący się poza orbitą Ziemi. Osobiście uważam że jeżeli dołożyć do tego starania ESA dotyczące budowy powierzchniowej stacji badawczej, w kooperacji z europejskim sektorem kosmicznym, i planowaną prywatyzacje Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, to rysuje nam się lepsza wizja współpracy publiczno-prywatnej w przestrzeni kosmicznej. A opracowane technologie z zakresu termiki, energetyki, systemów podtrzymywania życia, wytwarzania żywności, wydobycia i przetwórstwa będą niezbędne by zrealizować marzenie o załogowych lotach na Marsa i stawiania tam habitatów mieszkalnych. Bez tych usprawnień misja będzie zdecydowanie droższa, oraz bardziej ryzykowna.

Przemysł kosmiczny to jednak inwestycja o bardzo odległej stopie zwrotu. Mimo to coraz więcej firm, także z Polski, zaczyna się angażować w tego rodzaju idee. Widzi w tym Pan potencjalny zysk dla gospodarki naszego kraju?

Zysk na polu zwiększenia innowacyjności, tworzenia nowych rozwiązań technologicznych i angażowanie młodych ludzi. Ostatni raport PARP pokazał nasz duży potencjał rozwijającego się przemysłu, eksperci wymienieni w raporcie wskazali też słusznie że mamy sporo do zrobienia. Szczególnie w kwestii współpracy ośrodków akademickich z przedsiębiorstwami, tworzeniem odpowiednich kierunków studiów inżynierskich lub podyplomowych, oraz inicjatyw oddolnych jak spotkania start-upowe o tematyce kosmicznej czy hackathony.

Dużo ludzi pobłażliwie patrzy na nasz przemysł kosmiczny, czy samą Polską Agencje Kosmiczną, właśnie ze względu na brak wiadomości na jego temat. A już szczególnie ze względu na porównanie z np. amerykańskim programem Shuttle czy Apollo.

Co z tego że w przeciągu dekad, Kowalski nie postawi stopy na Księżycu lub Marsie, jeżeli nasi specjaliści będą tworzyć innowacje i wykuwać markę przyrządami badawczymi, układami sterowniczymi czy rozwiązaniami z dziedziny zarządzania danymi i ich przechowywania. Pomorski Space Forest na przykład bierze udział jako twórca podsystemu dla misji JUICE, która ma badać księżyce Jowisza, Europę, Ganimedesa i Callisto. Polscy naukowcy i inżynierzy z różnych ośrodków mają swój wkład w tworzeniu założeń projektu Moon Village, planowanej przez ESA stałej stacji badawczej na Księżycu.

Kto wie czy któryś z naszych start-upów pomoże w lepszym zarządzaniem i planowaniem rolnictwa, irygacji itp w krajach rozwijających się? Bluedot Solutions wsławił się podobnym projektem dla Jordanii. Im więcej naszych przedsiębiorstw angażować się będzie w większe projekty, o znaczeniu kontynentalnym lub globalny (jak systemy satelitarne czy zapowiadany projekt Moon Village), technologie spin-offowe w formie produktów i usług mogą stać się towarem eksportowym. PARP, ARP i MR widzą to doskonale, a czego programy kadrowe i wsparcia konkretnych gałęzi tego przemysłu są najlepszym dowodem. Innowacyjne, oryginalne produkty nierzadko zmieniają sam rynek.

tytuł

Jakie rozwiązania zaproponowałby Pan jako pranik polskiemu rządowi, jeśli chodzi o uporządkowanie sprawy prawa kosmicznego? Czy Polska mogłaby wyjść z własną inicjatywą w tym zakresie?

Po pierwsze ustawę na wzór duńskiej ustawy kosmicznej, inkorporującej zapisy wszystkich obowiązujących Danię traktatów międzynarodowego prawa kosmicznego, oraz posiadające odpowiednie przepisy szczególne. Od biedy, może to być taka ustawa jaką ma Federacja Rosyjska, która sprytnie przemyca „strefy bezpieczeństwa”. Potrzebujemy regulacji dotyczącej rejestracji obiektów wynoszonych w przestrzeń kosmiczną (nad jedną prace już trwają, poprzednia przepadła lata temu). Potrzebujemy jasnych i precyzyjnych regulacji dotyczących rakiet suborbitalnych, czy to modelarskich, badawczych czy wyrzutni dla nanosatelitów. Najważniejsze jednak by te przepisy wskazywały adresatom norm kto za co odpowiada a papierologie ograniczyć do minimum. Wiadomo że muszą być uzgodnienia i spełniane normy, chodzi przecież o bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej i ewentualne szkody wywołane eksplozją lub upadkiem, jednak nie wolno sobie pozwolić na przeregulowanie.

Co do prawa górniczego, to jestem za, ale nie może ono powstać w oderwaniu i bez podstaw w postaci solidnego „kodeksu kosmicznego”. ARP w swoim programie wsparcia robotyki kosmicznej wymienia między innymi roboty do celów górnictwa kosmicznego, a tajemnicą nie jest że powstała inicjatywa EX-PL, złożona z firm posiadających odpowiedni potencjał technologiczny do tworzenia w najbliższej przyszłości zwiadowczych sond do badania asteroid pod względem ich składu. Ministerstwo Rozwoju w swojej interpelacji na zapytanie Poselskiego Zespołu ds. Przemysłu Kosmicznego i Eksploracji Kosmosu wypowiedziało się pozytywnie o samej inicjatywie górnictwa kosmicznego, jednak póki co musimy najpierw zająć się podstawowymi regulacjami. Wszystko w swoim czasie.

A biorąc pod uwagę nasz własny, skromny na razie ale z tendencją wzrostową przemysł kosmiczny - czy rozwiązania takie jak te z Luksemburga mogłyby nam przynieść potencjalne korzyści? A może polskie prawo kosmiczne, z racji potencjału intelektualnego naszych inżynierów, powinno skupić się na zabezpieczeniu interesów naszych wynalazców? Prawo bliższe rozwiązaniom patentowym niż tym zaproponowanym przez Luksemburczyków. A może jakaś jeszcze inna, oryginalna propozycja?

Luksemburg poza samym prawem, które jest dopiero projektem, jeszcze nie przyjętym przez parlament Księstwa Luksemburgu, posiada także fundusz przeznaczony na te cele. Ponad 200 milionów euro. Ma to starczyć na pokrycie kosztów badania i testów rozwiązań proponowanych przez zgłaszające firmy. Nie powiem by np. w kwestii systemów wynoszeniowych w Polsce nie przydały się specjalne fundusze, jeśli w ogóle nie dedykowane centrum badawczo-rozwojowe. Natomiast co do sugestii, że ustawodawstwo w dziedzinie polskiego prawa kosmicznego, miałoby kłaść nacisk na własność intelektualną muszę odnieść się krytycznie. Owszem, inkorporowanie założeń umowy o ISS, której jesteśmy częścią, jako członek ESA nie jest złym pomysłem, ale dokładanie przepisów o nieuczciwej konkurencji, ochronie własności przemysłowej do aktu mającego regulować działalność Rzeczypospolitej polskiej i jej obywateli w przestrzeni kosmicznej jest mnożeniem bytów ponad potrzebę. Prostszym jest zawarcie technologii o znaczeniu strategicznym, w tym kosmicznych w ustawie o wsparciu innowacji i tam stworzenia, na przykład polskiego odpowiednika „Super IP”. Z tym że jest to bez sensu. Naszemu przemysłowi potrzeba więcej zamówień i rozwiązań systemowych bardziej niż legislacji, chociaż pewne uporządkowanie, usprawnienie administracji dla samych spółek tworzących nasz sektor kosmiczny byłoby zapewne pomocne. Potrzeba też jasnej polityki kosmicznej na arenie międzynarodowej, żeby zwiększyć nasz udział w większych projektach ESA czy kooperacji różnych agencji.

Rozmawiał Arkady Saulski

Komentarze