Informacje

Jak mafia sprowadza do Polski imigrantów

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 17 czerwca 2018
  • 18:21
  • 2
  • Tagi: biznes finanse fratria polityka Sieci sieci prawdy tygodnik
  • Powiększ tekst

W nowym numerze „Sieci” dziennikarze tygodnika odkrywają szokującą prawdę – w systemie międzynarodowym jest dziura, przez którą mafia nielegalnie ściąga do Polski z Azji i Afryki nawet dziesiątki tysięcy osób rocznie. To prawdziwa pajęczyna pośredników i firm słupów skupiona wokół agencji fałszujących dokumentację konieczną do uzyskania kart pobytu. W grę wchodzą gigantyczne pieniądze i wyspecjalizowane metody oszukiwania urzędów oraz służb – czytamy na łamach tygodnika.

Marek Pyza oraz Marcin Wikło w artykule „Mafia ściąga imigrantów” poruszają temat narastającego problemu nielegalnego przemytu imigrantów do Polski, a potem dalej – do Europy. Cały proces jest bardzo złożony, co publicyści szczegółowo wyjaśniają czytelnikom:

Cały system naczyń połączonych, który ma doprowadzić do zalegalizowania pobytu w Polsce (a więc de facto w całej strefie Schengen), zaczyna się w kraju pochodzenia cudzoziemca. Tam bardzo prężnie działają agenci, są aktywni w Internecie, oferują pracę w Polsce, albo nawet – choć to zupełnie nierealne – podwójne obywatelstwo. Nie można się stać Polakiem na zasadzie citizenship by investment, czyli inwestując, kupując nieruchomości albo nawet zakładając firmy i dając pracę w naszym kraju. Agent stamtąd pobiera pierwszą prowizję w wysokości ok. 5 tys. euro i przesyła klienta do agenta w Polsce, który także pobiera 5 tys. euro. Klient do Polski dostaje się albo jako turysta (wiza turystyczna) i tutaj rozpoczyna procedurę, albo przyjeżdża już jako ktoś, kto jest jakiejś firmie niezbędny do pracy, i wtedy zaczyna się ubiegać o kartę pobytu.

W tygodniku także obszerny fragment książki idealnej na mundial - „Krótka piłka” Cezarego Kowalskiego i Mateusza Borka. Dziennikarze w rozmowie z Robertem Lewandowskim („Pierwszy mundial Lewandowskiego”) pytają reprezentanta Polski o zawodowe doświadczenia, i pierwszy mundial, marzenia o akademii piłkarskiej i pierwszych futbolowych idoli.

Trochę inaczej się podchodzi do bohaterów ze swojego kraju, niezależnie od tego, na jakim są poziomie. To przecież zawsze reprezentanci Polski. Ja bardziej piłkarsko identyfikuję się z tymi dawnymi naszymi zawodnikami, a nie z najlepszymi nawet obcokrajowcami. Chociaż w Korei nic wielkiego nie zwojowaliśmy, to nasze mecze, które wtedy oglądałem, spowodowały większą chęć uprawiania piłki nożnej, niż te z udziałem największych gwiazd. Tak to działa. Trzymałem za naszych kciuki, kibicowałem i nie myślałem o tym, czy osiągnęli sukces, czy nie, czy to były złe mecze w ich wykonaniu, czy dobre. Cieszyłem się tym, że oni rozgrywali turniej na takim pułapie, i tym, że polska reprezentacja jest na tych mistrzostwach. To były pierwsze nasze mistrzostwa świata po 16 latach. I to powodowało, że dla mnie było to coś wielkiego. Wow! Super! Nie oczekiwałem przecież, że oni zdobędą mistrzostwo świata – wyjaśnia Robert Lewandowski.

Polecamy również ciekawą rozmowę z Krzysztofem Skowrońskim, prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

My w Polsce, przynajmniej część z nas, zachowaliśmy jeszcze dar analizy i dar nazywania rzeczywistości. Po drugiej stronie, liberalnego Zachodu, nie ma czegoś podobnego – tam są różnego rodzaju klisze, przez które nie da się intelektualnie przejść – zauważa Krzysztof Skowroński, dziennikarz, założyciel Radia Wnet, Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w rozmowie z Jackiem Karnowskim („Ciężka walka na słowa”).

Mówi m.in. także o konferencji ,,Media jako służba publiczna”, zorganizowanej przez Fundację Solidarności Dziennikarskiej przy wsparciu Polskiej Fundacji Narodowej w siedzibie SDP, której celem było zaprezentowanie zagranicznym gościom prawdziwej Polski, nie tej przedstawianej w lewicowych i liberalnych mediach. Zauważa, podobnie jak uczestnicy debaty dotyczącej wolności słowa, że z wolnością słowa jest dziś znacznie, znacznie lepiej, niż było za poprzedniego rządu.

W artykule „Polska A i Polska Ż” Piotr Skwieciński komentuje projekt ustawy o szkolnictwie wyższym. Przekonuje, że nie należy przeceniać aktywności, która miała miejsce na uczelniach. Autor nie wierzy, by na łagodzące zmiany większy wpływ wywarły okupacje i demonstracje publiczne organizowane na kilku największych uczelniach. Dokonuje przeglądu najważniejszych zmian. Pisze, że - bardzo zmalały kompetencje projektowanych przez ustawodawcę rad uczelni. Ich uchwały w wielu ważnych dla uczelni sprawach przestały być decydujące, stały się wyłącznie opiniami. Zmienił się również skład rad. Miały się składać wyłącznie z osób spoza uczelni, potem – w większości z takich osób. Ostatecznie członków spoza danej szkoły wyższej miałoby być nieco mniej niż połowa. I ostatecznie nie tylko rada, lecz również podmioty wewnątrzuczelniane miałyby mieć możność proponowania kandydatów na rektora. Przy czym jednoznacznie zakazano pełnienia funkcji członków rad przez polityków i urzędników – zarówno państwowych jaki i samorządowych – zauważa w materiale.

Piotr Filipczyk w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci” w artykule „Nie złamali go” przybliża czytelnikom historię medialnej i politycznej nagonki, której celem było osłabienie wizerunku SKOK-ów oraz ich twórcy senatora Grzegorza Biereckiego oraz zniszczenie społecznego zaufania wobec obecnej partii rządzącej.

SKOK-i, choć budowane z sukcesem, od lat były solą w oku władzy. Pierwsze ataki nastąpiły, kiedy Bierecki wspierał Przemysława Gosiewskiego w tworzeniu ustawy antylichwiarskiej. Nowe przepisy miały chronić ludzi przed płaceniem horrendalnych odsetek od pożyczek i kredytów. Dominującym wtedy w Polsce zagranicznym bankom i firmom pożyczkowym było to nie w smak. To wówczas Bianka Mikołajewska na łamach „Polityki” wykreowała ponury wizerunek sieci powiązań w spółdzielczych instytucjach. Powiązań, które nie różnią się od tych znanych z każdej rozwiniętej sieci finansowej, ale okraszone odpowiednią dawką epitetów tworzyły mroczną wizję pajęczyny oplatającej spółdzielczość finansową. To był 2005 r. Do nagonki dołączyły wkrótce inne media: „Gazeta Wyborcza”, TVN, (…) „Wprost” – czytamy w artykule.

Ponadto w tygodniku przeczytać można komentarze bieżących wydarzeń pióra Katarzyny i Andrzeja Zybertowicza, Jerzego Jachowicza, Roberta Mazurka, Wiktora Świetlika, Aleksandra Nalaskowskiego, Witolda Gadowskiego, Wojciecha Reszczyńskiego, Piotra Skwiecińskiego, Krystyny Grzybowskiej, Krzysztofa Feusette, Bronisława Wildsteina, Andrzeja Rafała Potockiego czy Marty Kaczyńskiej.

Więcej artykułów w nowym numerze tygodnika „Sieci” w sprzedaży od 18 czerwca br., także w formie e-wydania – szczegóły na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html. Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej wPolsce.pl .

Komentarze