Informacje

Christine Lagarde / autor: Alexandros Michailidis / Shutterstock.com
Christine Lagarde / autor: Alexandros Michailidis / Shutterstock.com

GAZETA BANKOWA: Frankfurt pod rządami kobiety

Gazeta Bankowa

Gazeta Bankowa

Najstarszy magazyn ekonomiczny w Polsce.

  • 22 września 2019
  • 13:30
  • 0
  • Tagi: 2019 Christine Lagarde EBC ECB euro Europejski Bank Centralny finanse Gazeta Bankowa koniunktura Niemcy strefa euro waluty wrzesień
  • Powiększ tekst

1 listopada 2019 r. na czele Europejskiego Banku Centralnego (EBC) stanie szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde. W Niemczech entuzjazmu nie widać. Tamtejsi ekonomiści obawiają się, że nowa prezes będzie kontynuatorką kursu swojego poprzednika Mario Draghiego, który budzi ich, najłagodniej mówiąc, dezaprobatę – wskazuje Wojciech Osiński w „Gazecie Bankowej”

Przyszła szefowa Europejskiego Banku Centralnego nie będzie musiała się martwić, że jesienią zaliczy falstart. Urzędującego jeszcze do końca października prezesa Maria Draghiego nikt nie jest bowiem w stanie wyprowadzić z głębokiego przekonania, że Christine Lagarde będzie jego godną sukcesorką, starającą się wypełnić wyznaczone jej zadanie z bezprzykładną walecznością i energią. Zanim 71–letni Włoch wyprowadzi się więc ze szklanego wieżowca we frankfurckiej dzielnicy Ostend, chciałby ustawić wszystkie wektory tak, aby następna ekipa płynnie i od razu mogła przejść do porządku dziennego. Toteż na zebraniu Rady Ogólnej EBC w połowie lipca Draghi zasygnalizował wszystkim obecnym, że w najbliższym czasie nie ma co liczyć na zmianę dotychczasowego kursu. Przeciwnie – ekonomista z Rzymu niedwuznacznie dał do zrozumienia, że w obliczu oczekiwanej dekoniunktury w Europie zamierza przed swoim odejściem po raz kolejny obniżyć stopy procentowe. A nawet jeśli nie zdąży tego zrobić, to wyżłobione przezeń koleiny zmuszą do tego jego następczynię. Europejski Bank Centralny będzie więc przypuszczalnie także pod kierownictwem Christine Lagarde dalej podejmował działania mające szczodrze wspomóc państwa Unii Europejskiej, nie bacząc na krytykę płynącą np. z Niemiec.

Złudne lekarstwo

Wśród niemieckich ekonomistów i finansistów polityka pieniężna Maria Draghiego budzi już od wielu lat kontrowersje, które coraz częściej przechodzą w irytację i ostrą krytykę. Ich zdaniem dotychczasowa strategia Europejskiego Banku Centralnego, polegająca m.in. na wykupywaniu obligacji zadłużonych gospodarek strefy euro, oznacza faktyczne przejęcie przez Niemcy ryzyka niespłacenia długów. Utrzymywanie niskich stóp procentowych skutkuje natomiast niskimi dochodami niemieckich posiadaczy depozytów, którzy szukają już możliwości zakładania lokat poza granicami RFN (o niemieckich firmach, które na obawach depozytariuszy budują nowe biznesy, piszemy w tym samym numerze „Gazety Bankowej”). Z ustaleń tygodnika „Wirtschaftswoche” wynika, że osoby lokujące oszczędności w niemieckich bankach straciły z powodu niskich odsetek w ostatniej dekadzie ponad 320 mld euro. Niemieccy ekonomiści uważają, że EBC kieruje się nie tylko bezwzględnym priorytetem ratowania strefy euro („whatever it takes”), ale również wyraźną chęcią wprowadzenia zmian systemowych, które ograniczą presję na zadłużone kraje wspólnoty walutowej. Wyrazicielem krytycznej linii wobec Draghiego jest także szef Bundesbanku Jens Weidmann, który sam zasiada w Radzie Prezesów EBC. Ostatnio wprawdzie nie chciał już bulwersować unijnych urzędników i nieco się wyciszył, jako że sam chciał przejąć schedę po krnąbrnym Włochu. Nie pomogło, bo wcześniejsze słowa Weidmann zostały dobrze zapamiętane, kładąc kres wszelkim nadziejom na przejęcie kierownictwa w EBC. Teraz Weidmann będzie prawdopodobnie przemawiał już bez hamulców, bo niemieckie media są zgodne co do tego, że Lagarde będzie „ratowała” strefę euro równie sumiennie jak włoski ekonomista.

Francuzka nie będzie miała innego wyjścia, ponieważ Draghi obudował swoją politykę trudnymi do zakwestionowania argumentami. Według najnowszych obliczeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego wzrost gospodarczy w strefie euro będzie wynosił w 2019 r. zaledwie 1,3 proc. Osłabienie koniunktury oczekuje się szczególnie w Niemczech i we Włoszech. Według koncepcji dominujących dziś w EBC taka sytuacja musi prowadzić do ponownego uruchomienia strumienia tanich pieniędzy, by napędzić koniunkturę gospodarek państw UE. Tyle że lekarstwo w postaci luźnej polityki monetarnej ma także swoje efekty uboczne. Zainicjowane osiem lat temu przez Draghiego metody na początku rzeczywiście doprowadziły do złagodzenia najostrzejszej fazy kryzysu, lecz zdaniem ekspertów wykupił sobie w ten sposób jedynie czas, który potem… roztrwonił. – Zmiana warty w EBC nic nie zmieni, bo Christine Lagarde będzie się dalej zajmować walką ze skutkami kryzysu, a nie likwidacją jego przyczyn – oczekuje Andreas Jung, wiceszef frakcji chadeków w Bundestagu. Co więcej wielu Niemców się obawia, że niektóre rządy państw strefy euro, które borykają się z problemami finansowymi, będą wywierały na Lagarde presję i zmuszą do bardziej „łaskawej” wobec nich polityki, jeśli chodzi o uregulowanie zaciągniętych długów.

Egoizmy banków

Natomiast niemieckich depozytariuszy martwią nie tylko niskie stopy procentowe. W dłuższej perspektywie mogą zostać dotknięci sankcjami, którymi Europejski Bank Centralny uderzał dotąd w większe koncerny, aby zachęcić ich do udzielania tanich kredytów. – To przecież logiczne, że prędzej czy później straty niemieckich banków odczują także ich klienci – przekonuje Peter Schneider, prezes Badeńskiego Związku Kas Oszczędnościowych (SVBW). A Christine Lagarde już w roli szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyrobiła sobie reputację osoby, która w bankach emisyjnych upatrzyła narzędzia do walki z patologiami w systemach finansowych. Pod jej egidą MFW naciskał na banki centralne, aby w obliczu krzyczących niesprawiedliwości na świecie pokonały swoje „egoizmy”.

Jako szefowa EBC Lagarde będzie być może nieco bardziej powściągliwa w swojej stanowczej dotąd retoryce, ale jej nominacja jest kolejnym dowodem na to, że Bundesbank już dawno przestał być wzorem dla centralnej unijnej instytucji finansowej. Bo kiedyś był. Dwadzieścia lat temu, gdy powstawał EBC, jego struktury miały być bliźniaczo podobne do niemieckiego banku centralnego. W ten sposób miało zostać też złagodzone ostrze krytyki niemieckich analityków, którzy przestrzegali przed ryzykiem związanym z nową wspólną walutą. Bundesbank do dziś cieszy się reputacją gniazda konserwatywnych, monetarnych „jastrzębi”, dla których priorytetami w polityce pieniężnej są stabilność cen oraz waluty. Dopiero pod kierownictwem Mario Draghiego w Radzie Prezesów EBC wzrosły wpływy „gołebi”, czyli zwolenników poluźnienia kursu w polityce pieniężnej. Podkreśla się, że włoski ekonomista jest pierwszym prezesem w historii EBC, który ani razu nie podniósł stóp procentowych. Oczywiście można by powiedzieć, że – sięgając po znany nad Wisłą klasyk – „taki mieliśmy (w Europie) klimat” i nie można było podjąć innych działań w ramach misji ratowania euro. Tyle tylko, że Draghi nie zmienił swojego kursu nawet wtedy, gdy sytuacja niektórych gospodarek się poprawiła. Europejski Bank Centralny nie zaprzestał także polityki wykupywania na wielką skalę obligacji państwowych (QE). – Dlatego dziś można powiedzieć, że w obliczu grożącej dekoniunktury w Unii Europejskiej EBC jest źle uzbrojony – twierdzi Mark Schieritz, dziennikarz ekonomiczny hamburskiego tygodnika „Die Zeit”. (…)

Mimo że niskie stopy procentowe są ogólnym zjawiskiem na całym świecie, to Niemców rozsierdza ono szczególnie. – Rozrzutność Europejskiego Banku Centralnego tworzy podwaliny dla kolejnego kryzysu, gdyż zniechęca biedniejsze kraje do przeprowadzenia odpowiednich reform – twierdzi Florian Toncar, parlamentarzysta FDP. I dodaje: – Tanie pieniądze powodują kryzysowe ogniska w Europie, a po ognisku jak wiadomo pozostaje tylko popiół. Poseł liberałów obawia się, że w Niemczech luźny kurs polityki EBC może stworzyć coraz klimat coraz szerszego przyzwolenia dla haseł Alternatywy dla Niemiec (AfD), którą w ostatnich sondażach nawet ok. 20 proc. respondentów, a to dla systemu politycznego nad Renem i Szprewą może oznaczać wstrząs o dramatycznej skali.

Wojciech Osiński, Berlin

Cały tekst o znakach zapytania wokół polityki nowej szefowej EBC oraz więcej informacji i komentarzy o światowej i polskiej gospodarce i sektorze finansowym znajdziesz w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” - do kupienia w kioskach i salonach prasowych

„Gazeta Bankowa” dostępna jest także jako e-wydanie, także na iOS i Android – szczegóły na http://www.gb.pl/e-wydanie-gb.html

Komentarze