Informacje

Farma fotowoltaiczna w Jaworznie / autor: materiały prasowe
Farma fotowoltaiczna w Jaworznie / autor: materiały prasowe

Janusz Kowalski: A co, jeśli transformacja się uda?

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 16 lutego 2021, 13:20

    Aktualizacja: 16 lutego 2021, 13:40

  • Powiększ tekst

Polski Instytut Ekonomiczny ocenił, że brak zmian i modernizacji w polskiej energetyce do 2040 r. wiązałby się z kosztami w wysokości ponad biliona złotych - te koszty przewyższałyby koszty realizacji przyjętego już programu polityki energetycznej Polski do r. 2040. Z opinią Instytutu nie zgadza się jednak wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski – czytamy na portalu wnp.pl

Czytaj też: Statek Fortuna wznowił układanie Nord Stream 2

Czytaj też: Naimski: Planujemy zbudować sześć reaktorów jądrowych w 20 lat

Rząd przyjął z dniem 2 lutego 2021 r. program „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP2040). Jego ustalenia oznaczają, że planowane inwestycje w sektorach paliwowo-energetycznych będą kosztować 890 mld zł. Dokument przewiduje stopniowe odchodzenia od węgla jako głównego surowca energetycznego, aby zastąpić go energetyką odnawialną, w tym morskimi farmami wiatrowymi, a także dwiema elektrowniami jądrowymi.

Zdaniem Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), zachowanie obecnej sytuacji do 2040 r. wiązałoby się z kosztami sięgającymi 1 bln 064 mld złotych, co oznacza, że byłyby one wyższe o 19,5 proc. niż wdrożenie PEP - informuje wnp.pl.

Z opinią PIE nie zgadza się Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych.

Poniesienie tak ogromnych kosztów modernizacji energetycznej i spełnienia wyjątkowo wyśrubowanych przez Komisję Europejską norm oznaczałoby, że godzimy się na obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki i stawiamy Polakom jako główny cel walkę o nowoczesne technologie energetyczne, czyli OZE.

Kowalski przypomina, że porozumienie paryskie daje poszczególnym krajom dużą swobodę w ustalaniu celów i sposobu redukcji emisji a polityka Unii Europejskiej (UE) nie daje takiej możliwości – czytamy w artykule Dariusza Ciepieli na wnp.pl.

UE przez system handlu emisjami (EU ETS) i inne działania zwiększa ceny energii elektrycznej, podkopując konkurencyjność swojej i naszej - polskiej gospodarki względem firm z innych krajów. Inne kraje tego nie robią – relacjonuje słowa Janusza Kowalskiego portal wnp.pl.

Czytaj też: Polska energetyka bardzo emisyjna

Wiceminister aktywów państwowych daje przykład Japonii – kraju położonego na wyspach, bardzo zaawansowanego pod względem technologicznym. Japończycy rozwijają wszystkie technologie energetyczne, ale nie doliczają do cen energii cen CO2. Możliwa jest zatem redukcja emisji dwutlenku węgla bez przełożenia na olbrzymi wzrost cen energii – twierdzi Janusz Kowalski. Jego zdaniem Japonia czyni tak, ponieważ niezwykle istotne jest dla niej utrzymanie stabilności i konkurencyjności gospodarczej kraju - czytamy na wnp.pl.

Kowalski porównuje sytuację do finansowania zwalczania skutków pandemii koronawirusa. Z jednej strony otrzymujemy na ten cel środki z UE, ale z drugiej, ogromną część środków przeznaczamy z własnych zasobów, co oznacza, że przez to musimy rezygnować z szeregu innych wydatków.

wnp.pl/mt

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych