Opinie

Fot. Freeimages
Fot. Freeimages

Eurostrefa jak elektrownia jądrowa w Fukushimie

Paweł Bernaciak

Paweł Bernaciak

Dziennikarz ekonomiczny.

  • Opublikowano: 19 maja 2014, 14:56

    Aktualizacja: 19 maja 2014, 14:59

  • Powiększ tekst

Wydawać by się mogło, że temat wprowadzenia euro w Polsce jest zamknięty. Powstało wiele publikacji, które jasno wyjaśniają, że eksperyment ze wspólnotową walutą nie może się udać. Wpływ na to ma wiele czynników, m.in. różne systemy fiskalne w poszczególnych państwach, różny poziom rozwoju gospodarczego, czy też struktura PKB. Jednak mocne argumenty przeciwników euro to za mało. Niektórzy nasi politycy posiadają widocznie jakąś wiedzę objawioną i chcą koniecznie doprowadzić do jeszcze większych kłopotów gospodarczych w naszym kraju, poprzez przyjęcie unijnej waluty.

Zdaniem Radka Sikorskiego i Janusza Palikota euro, oprócz korzyści ekonomicznych, dodatkowo ma nam zapewnić bezpieczeństwo militarne. Ma to być taka walutowa wersja tarczy antyrakietowej. Widocznie członkostwo Polski w NATO i UE to za mało. Ciekawa jest to teza. Władimir Putin siedzi teraz pewnie wygodnie w fotelu, w rękach trzyma mapę i sprawdza, który kraj ma euro, a który nie. Słowacy i Estończycy mogą więc spać spokojnie. Niestety pełni obaw muszą być Czesi, Szwajcarzy, Norwegowie no i oczywiście Polacy. Ich los jest już praktycznie przesądzony.

W sukurs politykom przychodzą niektórzy ekonomiści, np. Dariusz Rosati, który podaje nawet konkretne dane, o ile wzrośnie PKB po wstąpieniu przez Polskę do unii walutowej. Według jego szacunków będzie to w granicach 1,5-1,8 proc. PKB rocznie, przy kosztach wynoszących 0,5 proc. PKB. Na myśl nasuwa się pytanie: skąd takie dane? Faktycznie, niektóre kraje eurostrefy mają dodatni wzrost gospodarczy, ale większość z nich ma spore kłopoty ekonomiczne. Czy z euro zadowoleni są Hiszpanie z szalejącym wysokim bezrobociem, a może "leniwi" Grecy. Warto też spytać, co o tym sądzą Słowacy, u których zamarł handel przygraniczny z Polską. A co na to Eurostat? W 2013 r. kraje eurostrefy zanotowały spadek PKB w wysokości 0,4 proc. Dane dla całej Unii też nie są imponujące, ponieważ PKB urosło tylko o 0,1 proc. Podobnie wygląda sytuacja z produkcją przemysłową. Spoglądając na ostanie dane za miesiąc marzec widzimy spadek produkcji w krajach eurostrefy o 0,1 proc. w ujęciu rok do roku oraz wzrost w całej UE o 0,5 proc. Liczby te potwierdzają tezę, że kraje spoza eurostrefy radzą sobie lepiej. Zatem z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że przyjęcie przez Polskę euro spowolni nasz wzrost gospodarczy, a nie przyśpieszy. Minusem nie przyjęcia euro będzie oczywiście to, że wyjeżdżając na wczasy na Lazurowe Wybrzeże, nadal będziemy musieli wymieniać złote na euro, ale taki to już ciężki los bogatych ludzi.

Eurostrefa przypomina więc trochę sytuację po awarii w elektrowni jądrowej w Fukoshimie. Zwolennicy elektrowni atomowych uparcie twierdzili, że są one bezpieczne w momencie, gdy strażacy próbowali ugasić płonący blok energetyczny. W przypadku euro jest więc podobnie, a nawet gorzej, bo tego pożaru prawdopodobnie nie da się opanować

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych