Opinie

Fot. Freeimages
Fot. Freeimages

Kluska z serem kontra zbrojne ramię urzędniczej mafii

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • 21 maja 2014
  • 13:08
  • 11
  • Tagi: biznes hodowla komputer komputery owce podatek podatki przedsiębiorca przedsiębiorczość rolnictwo rolnik Roman Kluska ser urząd skarbowy urzędnik urzędnik państwowy
  • Powiększ tekst

Miłośnicy historii przedsiębiorczości polskiej – historii, bo urzędy skutecznie ją stłumiły, pamiętają Romana Kluskę z końca lat 90. i wczesnych 2000, kiedy to jego firma Optimus była leaderem rynku komputerów osobistych. Kiedy państwo polskie już zrujnowało marzenie o potędze, Kluska zajął się tradycyjną produkcją serów z mleka owczego. Tylko czekać aż któremuś urzędasowi coś się nie spodoba…

Historia Romana Kluski to obraz polski w pigułce, pomimo że zdarzyła się ponad 10 lat temu, jest bardzo aktualna. Tak, w tym kraju w kwestii patologii nic od 15 lat się nie zmieniło. A nie, przepraszam – doszło kilka nowych „numerów” m.in. kiwanie podwykonawców, aby zasponsorowali nam autostrady (czemu w mediach ciągle słyszymy, że to Unia Europejska nam sponsoruje autostrady, skoro robią to nasi rodzimi podwykonawcy?!). To się nazywa postęp w języku urzędowym! Wracając do Kluski – w Polsce istniało i istnieje do dzisiaj prawo dyskryminujące polskie firmy. W tamtym czasie komputery produkowane na terenie naszego kraju przez Optimus podlegały opodatkowaniu w wysokości 22 proc. VAT, podczas gdy importowanemu sprzętowi przysługiwała stawka zerowa. Kluska więc najpierw pecety eksportował, aby ze stawką zerową zaimportować. Działanie jak najbardziej legalne, chociaż oczywiście mające na celu uniknięcie dyskryminującego opodatkowania. Państwo polskie powinno za te manewry Klusce podziękować, wszak dzięki temu m.in. szkoły (Optimus miał kontrakt z ministerstwem edukacji) miały dobry, w rozsądnej cenie i rodzimy sprzęt, jednak czego jak czego, ale wdzięczności od urzędnika spodziewać się nie ma co. Kluska dostał domiar, a należy się krwiopijcy jednemu! W tym czasie sprzedał z prawie dwukrotną stratą swoje udziały w firmie, która okazała się być wrogiem fiskusa i państwa numer jeden.

Sprzedaż akcji na nic się zdała, bo państwo polskie postanowiło ukarać kombinatora rękami zbrojnego ramienia mafii urzędniczej – CBŚ. Scenariusz standardowy: 6 rano, wpadają uzbrojeni po zęby funkcjonariusze i wyprowadzają w kajdankach. Który przedsiębiorca mający czelność zrobić coś więcej w tym nędznym kraju przez to nie przechodził? Śledztwo przeciwko przestępcy winnemu działalności dobrze prosperującej firmy prowadziła była prokurator Zyta Dymińska – kiedy już zabłysnęła w krakowskiej prokuraturze otworzyła własną kancelarię. Moralność pani prokurator to rzecz osobliwa, pracownikom Optimusa miała zagrozić, aby „dali jej cokolwiek na Kluskę, albo dostaną te same zarzuty co on”.

Roman Kluska przeszedł piekło, którego życzyć tylko Zycie Dymińskiej. Zastraszony, upokorzony, bez pieniędzy. Jak sam mówi często taka próba jest ponad siły człowieka, kończy się zawałem, wylewem, paraliżem. Romanowi Klusce pomogła siostra Faustyna i jej książka o Bożym Miłosierdziu. Teraz Kluska dodaje ją za darmo, do każdego zakupu.

Czego zakupu? A no właśnie! Kluska zajął się hodowlą owiec. Hodowla to chyba źle powiedziane, ponieważ owce Kluski traktowane są iście po królewsku, niemieccy hodowcy widząc warunki bytowe Kluskowych baranków mieli powiedzieć „w Niemczech nie ma owiec, które miałyby tak dobrze, jak te tutaj”. Stół też mają suto zastawiony. Roman Kluska przygotowuje owieczkom paszę z trawy skoszonej tuż przed kwitnięciem, bowiem podobno właśnie wtedy ma w sobie najwięcej cukrów, co owocuje doskonałym smakiem mleka z nich pozyskanego. Na swojej stronie zwraca uwagę, że najlepszy ser otrzymuje się po karmieniu zwierząt trawą sierpniową, która zawiera mało wody, za to dużo w niej polnych ziół. Mleko z tak odkarmionych owiec służy do produkcji najbardziej „prawdziwego”, ekologicznego sera w Europie.

Sery od Kluski nie są tanie – ok 100-120 złotych za kilogram, jednak mogę zapewnić – to będzie jedno z najlepiej wydanych 120 złotych. Ser jest zwyczajnie przepyszny! Niestety mocno uzależniający i ciężko się powstrzymać od zjedzenia kolejnego kawałka. W dodatku nie sposób się znudzić – Kluskowa oferta jest bardzo bogata, można wybrać długość leżakowania, a także intensywność smaku. Łagodny, aksamitny, wytrawny, zrównoważony, kryształki aminokwasów. Przy tej ofercie, doprawdy nic, tylko stać się smakoszem serów owczych!

Sery od Kluski sprzedawane są w systemie wysyłkowym, kurier przynosi nam pod drzwi dobrze odizolowany od warunków atmosferycznych produkt. Opakowanie „przewozowe” to gruba warstwa styropianu, która stosunkowo dobrze utrzymuje temperaturę. Opakowanie „główne” to elegancka puszeczka, z dziurkami na dnie zapewniającymi wentylację. „Nowy” ser zapakowany jest dodatkowo w folię oddychającą, zapobiegającą wysychaniu. „Używany” ser, przechowywany w puszeczce podobno długo zachowuje świeżość. Nie ma więc obawy, że w trakcie podróży, czy przechowania straci jakiekolwiek walory smakowe. Niestety, ja swój skonsumowałam zbyt szybko, aby się o tym przekonać.

Zachęcam do zakupu pysznych serów od Kluski, bo produkt zacny, a i producent zapisał się złotymi zgłoskami na kartach najnowszej historii Polski.

http://www.prawdziwejedzenie.pl/index.php

Komentarze