Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Afera w Świętokrzyskim Banku Żywności

xxxxx xxxxx

  • 8 maja 2015
  • 10:25
  • 1
  • Tagi: afera bank gospodarka ludzie żywność
  • Powiększ tekst

Po nałożeniu na polskie jabłka i marchew embarga przez Rosję organizacje charytatywne w całej Polsce miały wspomóc rolników. Wspomogły – pytanie jednak których i za ile?

Dobre złego początki

Prokuratura w Ostrowcu Świętokrzyskim prowadzi postępowanie w sprawie działalności tamtejszego Banku Żywności – podobne nieprawidłowości i układy mogły dotyczyć nawet całej Polski, a proceder pozbawił żywności tysiące potrzebujących.

  • Jeszcze kilka tygodni temu do bramy wjazdowej ustawiały się kilometrowe kolejki tirów. – opowiada mieszkaniec Ostrowca Świętokrzyskiego. Dziś po kolejkach nie ma śladu. Nie ma też śladów przestępstwa, choć pogłoski o nim krążą między sadownikami i mieszkańcami miasta od wielu tygodni.

    Bulwersujący proceder miał trwać wiele miesięcy, i zrujnować okoliczną sprzedaż jabłek i marchwi, a także sprawić, że wielu sadowników poczuło się oszukanych.

Kto tu sprawuje nadzór

Jak każda historia i ta zaczyna się od słowa. Czy Pani wie, co się tu wyprawiało? – pytają sadownicy. Nie, nie wiem – odpowiadam, choć z ich min da się wywnioskować, że dantejskie sceny rozgrywające się pod bramą Banku Żywności były tylko wierzchołkiem góry lodowej – a raczej, jak w tym przypadku góry jabłek i marchwi od sadowników.

Zaczęło się od embarga nałożonego przez Rosję. Unia Europejska dofinansowała sadowników, pomagając im choć odrobinę ograniczyć straty wynikające z zatrzymanego eksportu ich towarów do Rosji. Czy pomogła? Wygląda na to, że nie, choć sama jeszcze o tym nie wie.

W całej Polsce jest 100 organizacji i fundacji, które zgłosiły się do Agencji Rynku Rolnego, w celu przyjęcia jabłek i marchwi od sadowników. Owoce i warzywa miały stanowić wsparcie dla najuboższych, zarejestrowanych w urzędach i mających bardzo niskie dochody. Jedną z takich organizacji był Świętokrzyski Bank Żywności, figurujący na liście zatwierdzonej przez Agencję Rynku Rolnego. W okresie ostatnich miesięcy, do Banku w Ostrowcu Świętokrzyskim zaczęły napływać niespotykane, liczone w dziesiątkach tysięcy ton owoce i warzywa – jabłka i marchew sadownicy zwozili dzień za dniem, a kolejki tirów czekających na zrzut towaru sięgały kilku kilometrów. Należy podkreślić, że nadspotykanie intensywna działalność Banku Żywności w Ostrowcu była wyjątkowa, nawet na tle pozostałych 99 instytucji z całej Polski do których sadownicy mogli zwozić owoce (bowiem ograniczeń co do lokalizacji nie było i nie ma).

Procedury dobre, ale wykonanie...

Dyrekcja ARR wyjaśnia na czym polegał system zwozu owoców i warzyw. Najpierw sadownik miał obowiązek zarejestrować się w ARR. Potem miał dostarczyć wniosek z dokładnie określoną ilością jabłek czy marchwi i informacją o tym do której instytucji ma zamiar je przekazać – w zamian za to, po dostarczeniu towaru ARR korzystając z finansowania unijnego, wypłacała należne pieniądze. Ceny były różne, w zależności do wielkości sadu – każdy sadownik ustalał kwestie finansowe indywidualne, jednak według ogólnopolskich procedur. Zgodnie z nimi podczas przekazywania jabłek do, dajmy na to, Banku Żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim, zawsze obecni byli kontrolerzy WIJHARS (Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno - Spożywczych). Problem w tym, że kontrowali oni jedynie jakość owoców, a ilość jaką przyjmowano, nadzorowali pracownicy Banku Żywności.

Federacja zaprzecza

Federacja Polskich Banków Żywności, ustami rzeczniczki prasowej Agnieszki Bielskiej zaprzecza temu, że jakiekolwiek nieprawidłowości mogły się pojawić. Pani Rzecznik w edukującej i pełnej dezaprobaty odpowiedzi na pytania wyjaśniła, że wszelkie kwestie finansowe dotyczące przyjmowania jabłek i marchwi podlegają pod Agencję Rynku Rolnego. Tyle, że agencja odpowiada jedynie za część spraw związanych z ich przyjmowaniem. A resztą, zajmują się same organizacje, w tym właśnie Bank Żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim. I to one odpowiadają za bezpośrednie kontakty z sadownikami.

Ci natomiast, prowadząc gospodarstwa w okolicach Ostrowca i Sandomierza, ciężko pracowali przez cały rok. Choć ARR i Unia Europejska miały pomóc, wielu z nich czuje się oszukanych. Zgodzili się opowiedzieć o sprawie pod warunkiem, że nie zostaną podane ich dane osobowe. Z ich relacji wynika, że jedne tiry były wpuszczane na teren Banku Żywności, a inne stały w długiej kolejce. Przepuszczane były te, przy których sadownicy i dystrybutorzy (tak, tak, w wielu przypadkach biznes dało się rozwinąć), najpierw przekazali pieniądze pracownikom Banku Żywności. O jakie kwoty może chodzić? Duże. Zważywszy, że mowa o dziesiątkach ton jabłek.

  • A wie Pani co jest najgorsze? – opowiada jeden z sadowników – Te owoce i warzywa miały trafić do biednych ludzi. I nie trafiły. Wszyscy w Ostrowcu wiedzą, że przez ogromne ilości jabłek przyjmowanych do Banku Żywności, upadł rynek sprzedaży w całej okolicy. Ludzie brali z tirów po kilkaset kilogramów jabłek. A ja jeżdżę po wsiach i sprzedaję z samochodu, więc i z ludźmi rozmawiam. Jak opowiada dalej, wielu rolników pokazywało mu stodoły wyładowane jabłkami i marchwią, i mówili ciesząc się, że (cyt.) „świnie będą miały co żreć”. A co z najbiedniejszymi mieszkańcami? Z relacji tego i innych sadowników wynika, że wielu z nich nie dostało nawet jednego jabłka.

  • Kto miał transport to jechał do Ostrowca i brał jak leci na pakę. A ci co w domach, starzy, chorzy, najbiedniejsi, zostali z niczym. – mówi sadownik.

Wystarczy wyjechać kilkanaście kilometrów od Ostrowca Świętokrzyskiego w kierunku Sandomierza, żeby usłyszeć od mieszkańców kolejne rewelacje. Na przykład takie, że niektórzy sadownicy tak się dogadali, że jechali tirami z jabłkami do Banku Żywności w Ostrowcu, odbierali kwit (na jego podstawie ARR wypłacała pieniądze), i jechali dalej do skupów przemysłowych – z tymi samymi owocami na pace.

Datki na bank

Wiele o sprawności procederu mogą mówić tzw. darowizny, o których chętnie mówi Bielska, z Federacji Banków Żywności. - Banki Żywności mogą (zgodnie z prawem) zachęcać wszystkich w tym, także sadowników i wszystkie osoby chętne do wspierania misji Banków Żywności i wpłacania darowizn finansowych. Zatem jeśli są darowizny od sadowników, to bardzo się z tego cieszymy. Są to dobrowolne darowizny i nie są pobierane w związku z możliwością przyjęcia jabłek. Nie istnieje także taryfikator wpłat darowizn dla sadowników. Każdy darczyńca może wpłacić dowolną kwotę.

W tym wypadku określenie „darowizna”, może mieć jednak ogromną pojemność znaczeniową. Także to kto i w jakim celu może ją ofiarować, pozostaje niejednoznaczne. Jak w każdym przypadku, gdy chodzi o działalność pomocową, tak i tu, jakiekolwiek pieniądze ofiarowane przez sadowników są ryzykowną zagrywką, w której można zmieścić wiele różnych sytuacji, na które ani ARR, ani Unia Europejska, ani wiele organizacji działających z woli serca, może nie mieć wpływu.

Sprawa w prokuraturze

Po artykule zamieszczonym w „Gazecie Ostrowieckiej” z marca 2015 roku, dotyczącym działalności Banku Żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim, sprawą zajęła się prokuratura. Informacje o tym otrzymaliśmy w oficjalnej odpowiedzi na pytania zadane rzecznikowi prokuratury okręgowej w Kielcach. Daniel Prokopowicz poinformował, że od kilku tygodni prowadzone są czynności, mające na celu ustalenie czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa w zakresie przyjmowania jabłek w zamian za korzyści majątkowe przez Bank Żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Pomimo tych wszystkich faktów, Maria Adamczyk, Prezes Świętokrzyskiego Banku Żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim podczas rozmowy telefonicznej zaprzeczyła, że mogło dojść do nadużyć, w tym przyjmowania korzyści majątkowych przez pracowników.

Pozostaje pytanie, czy cała sprawa nie jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Istnieje ryzyko, że może chodzić o proceder, który mógł i może do dziś odbywać się w podobnych organizacjach całej Polsce.

Komentarze