Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Zwolnienia w oświacie a finanse publiczne

Wojciech Książek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

  • Opublikowano: 18 listopada 2013, 12:15

    Aktualizacja: 18 listopada 2013, 12:17

  • Powiększ tekst

Kilka tygodni temu pisałem, że latem tego roku zwolnionych zostało łącznie około 7 tys. z 400 tys. pełnozatrudnionych nauczycieli. Temat jest na tyle ważny, bo to już kolejny rok tego typu redukcji, że warto do niego wracać.

Okazją ku temu było spotkanie, które zorganizował Wojewódzki Urząd Pracy w Gdańsku. Dotyczyło ono planu uruchomienia programu (ze środków UE – Kapitał Ludzki) na szkolenie-przekwalifikowanie dla około 195 osób z województwa pomorskiego. Ma on być realizowany w latach 2014-2015 na łączną sumę ok. 2.5 mln zł. Jego efektem ma być zatrudnienie co najmniej połowy uczestników programu poza oświatą (przy podejmowaniu działalności gospodarczej przez jakiś czas byłby opłacany ZUS). Co ciekawe, nie dotyczy on tylko nauczycieli, ale także pracowników administracji i obsługi szkolnej.

Taki program to zarazem pytania o diagnozę i mapę zagrożenia bezrobociem ludzi oświaty, pytania o kryteria doboru osób na takie szkolenia. Sytuacja staje się tym bardziej trudna, iż przez wydłużenie czasu pracy (w oświacie w ostatnich latach łącznie o ok. 12 lat – do 67 roku życia), zahamowany został naturalny proces przejść na emerytury, który średnio wynosił ok. 12 tys. nauczycieli rocznie (wiąże się z tym pośrednio także problem nadgodzin w oświacie, fakt, że ok. 20 nauczycieli pracuje z kolei w wymiarze niepełnoetatowym, zatrudnia się też nauczycieli-emerytów).

Program jest pewną ofertą dla tych, którzy szukają pracy poza oświatą. W dyskusji zwracano jednak uwagę na szczególne znaczenie działań na rzecz utrzymania miejsc w oświacie, w wyuczonym zawodzie. Tym bardziej, że za rok przez dwa lata ma do szkół trafić więcej dzieci (po 1.5 rocznika), a więc i zapotrzebowanie na nauczycieli, czy pomoce nauczycieli w klasach młodszych będzie większe. Większe tym bardziej, że MEN zaplanował wdrożenie postulatu (szkoda, że tylko na pierwszym etapie edukacyjnym), aby klasy nie liczyły więcej niż 25. uczniów. Pojawił się postulat, aby większe środki można było skierować na studia podyplomowe, które nadają nauczycielom kwalifikacje do nauczania np. drugiego, czasami trzeciego przedmiotu, czy prowadzenia innych zajęć w szkole (ten postulat WUP ma przekazać nie tylko do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, ale także Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej). Zgłaszano również wnioski, aby większy głos w tej sprawie miały szkoły – rady pedagogiczne, dyrektorzy – aby decyzje zapadały tam, gdzie najlepiej się wie, kto może stracić pracę, kto planuje przejść na emeryturę, itd.

Apelowano o szersze upowszechnianie tworzenia klas uzawodowionych na poziomie gimnazjum (część młodzieży nie realizuje obowiązku szkolnego i nauki), etatów np. dla nauczycieli-doradców zawodowych. Podobnie może być zainteresowanie na dobre szkolenia-kursy języków obcych, informatyczne, kursy przewodnickie (np. dla geografów, historyków, gdzie liczba godzin w szkołach dramatycznie się kurczy). Byłoby zainteresowanie na szkolenia dla specjalistów do pracy z dzieckiem o specjalnych potrzebach edukacyjnych, czy opieki nad osobami starszymi.

Efektem tej wymiany zdań ma być kolejne spotkanie i ankieta do szkół odnośnie owych potrzeb. Oby był z tego jakiś wymierny efekt dla ludzi oświaty. Bo jest też pytanie, czy będzie zainteresowanie udziałem w programie, który tak naprawdę oznacza zakończenie pracy w szkolnictwie.

Ps. Problem zatrudniania np. doradców zawodowych, pedagogów, pomocy nauczycieli w szkołach i przedszkolach wiąże się z finansami, których organom prowadzącym brak (wykazały około 8 mld zł niedoszacowania subwencji w 2013 roku. Wykazały i… milczą…). Wiąże się z tym problem poruszony w tygodniku „Do Rzeczy” (nr 40/2013), gdzie podaje się według raportu NIK, że w 56,3% szkół nie zmieniono ławek i krzeseł dla małych dzieci, gdzie grozi dwuzmianowość i klasy ponad 30 uczniów (a zapis ustawowy?). Ale jest i inna ważna informacja. Polska na ucznia wydaje rocznie ok. 5.6 tys. dolarów przy PKB (produkt krajowy brutto) na osobę w wysokości 20.3 tys. dolarów. W Szwecji na ucznia wydaje się cztery razy więcej, gdy dochód mierzony w PKB jest dwa razy większy. Czyli niezależnie od wysokości PKB - nakłady na ucznia są dwa razy większe. Właśnie nad strukturą budżetu państwa warto się zastanowić, porównać z innymi krajami. To pokazuje właściwy kierunek polityki edukacyjno-prorodzinnej państwa. Jak widać, mamy się od kogo uczyć…

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych