Wydarzeniem tygodnia na rynkach finansowych było wczorajsze wystąpienie szefowej Fed w amerykańskim Kongresie. Mocne słowa Janet Yellen oznaczają, że Fed będzie w tym roku nadal podnosił stopy procentowe. Przełożyło się to na umocnienie dolara, który dziś z kolei czekać będzie na ważne dane makroekonomiczne. Złoty stracił wobec dolara, ale wobec europejskich walut radzi sobie dobrze.

Szefowa Fed uważana jest za tzw. gołębia, czyli bankiera preferującego raczej niższe niż wyższe stopy procentowe. Dlatego rynki oczekiwały, że w ramach swojego półrocznego wystąpienia przed Kongresem zaprezentuje ona mocno wyważone stanowisko, tak aby nie nakręcić spirali oczekiwań na podwyżki stóp. Tymczasem Yellen była bardzo stanowcza. Wskazała na szeroką poprawę na rynku pracy oraz fakt, że jeśli tylko kondycja amerykańskiej gospodarki utrzyma się, stopy procentowe będą podnoszone. Warto zauważyć, że wcześniej wielokrotnie Yellen narzekała na nierówną poprawę sytuacji na rynku pracy i chciała widzieć dalszą poprawę koniunktury, jej stanowisko uległo zatem zmianie. Co więcej dodała, że wstrzymywanie się z podwyżkami mogłoby okazać się niemądre.

Rynek nie był przygotowany na takie wystąpienie, dlatego zareagował umocnieniem dolara i przeceną amerykańskich obligacji. W efekcie wzrósł też kurs USDPLN, choć ruch ten był umiarkowany, a waluty z rynków wschodzących spoza „europejskiego bloku” nawet zyskiwały wobec dolara. To efekt szampańskich nastrojów na Wall Street, gdzie słowa Yellen nie zrobiły wrażenia i indeksy powędrowały na kolejne historyczne szczyty (był to czwarty kolejny dzień ustanawiania rekordów).

Złotemu nie zaszkodziły też z pewnością dane o PKB za czwarty kwartał, które okazały się lepsze od oczekiwań. Wzrost wyniósł 2,7% r/r, a nie 2,5% jak oczekiwał rynek. Oznacza to, że wzrost w całym 2016 roku przekroczył nawet nieco 2,8% (tzn. zaokrąglenie do 2,8% nastąpiło w dół, a nie w górę). Trzeba jednak pamiętać, że wzrost w drugiej połowie roku napędzany był przyrostem zapasów, co nie jest do utrzymania na dłuższą metę. Dlatego dane nie zmieniają specjalnie spojrzenia na polską gospodarkę, a znacznie bardziej istotne będą piątkowe odczyty produkcji przemysłowej i budowlano montażowej za styczeń, które pokażą, czy ma miejsce oczekiwana poprawa.

Środa na rynkach zapowiada się bardzo ciekawie. W USA czekają nas ważne miesięczne raporty o inflacji, sprzedaży detalicznej (obydwa o 14:30) i produkcji przemysłowej (15:15), które zdecydują o tym, czy wczorajsze umocnienie dolara będzie kontynuowane. O 16:00 rozpocznie się drugie wystąpienie szefowej Fed. Oczywiście nie będzie ono już tak ważne, jak wczorajsze, ale sesja pytań zawsze może przynieść nowe impulsy dla rynku. Dla funta ważne będą dane z rynku pracy o 10:30 naszego czasu. O 9:40 euro kosztuje 4,3056 złotego, dolar 4,0798 złotego, funt 5,0834 złotego, zaś frank 4,0445 złotego.