Informacje

Flaga ISIS, fot. en.wikipedia.org
Flaga ISIS, fot. en.wikipedia.org

ISIS, czyli menedżerowie biznesu terroru, zbrodni i grabieży

Paweł Badzio

Paweł Badzio

Dziennikarz "Gazety Bankowej"

  • 15 listopada 2015
  • 18:38
  • 1
  • Tagi: banki Barack Obama Bliski Wschód islam islamscy fundamentaliści polityka ropa naftowa Syria terror terroryzm USA Wahhabici wojna
  • Powiększ tekst

Państwo Islamskie (ISIS – ang. Islamic State of Iraq and Sham, arab. Ad-Daula al-Islamijja fi al-Irak wa-asz-Szam;) jako pierwsza organizacja terrorystyczna posiada swoją gospodarkę, wyposażoną w aparat skarbowy, i w bliskim czasie we własną walutę, wspieraną przez zewnętrzne źródła finansowania, struktury mniej i bardziej legalnego handlu

tytuł

Poniższy tekst jest przedrukiem artykułu Pawła Badzio „W poszukiwaniu Saladyna” wydrukowanego w czerwcowym numerze „Gazety Bankowej” (nr 06/2015, str. 74)

Liderzy ISIS są menedżerami – szacują swoiście pojęty wskaźnik P/E, koncentrują się na zbrodniach, które dają najwyższą premię finansową przy najmniejszym ryzyku

Na początku maja Państwo Islamskie przyznało się do pierwszego ataku w USA. Doszło do strzelaniny przed budynkiem wystawowym w miejscowości Garland w stanie Teksas, w którym zorganizowano konkursową wystawę karykatur proroka Mahometa.

Cóż, public relations bez zarzutu. IS przypomniało o sobie opinii publicznej i dodało rangi. Dziwne było natomiast to, że w mediach mówiono o Państwie Islamskim, jako o grupie zbrojnej. Może to sposób, by osłabić horror, jakiego doświadcza świat islamu, a razem z nim inne partie naszej cywilizacji. To, że Państwo Islamskie nie jest grupą zbrojną, ale quasi-państwem, nie powinno być już dzisiaj zaskoczenia. Świadczą o tym działania polityków. Czy w przeciwnym razie angażowałoby tak mocno uwagę ONZ?

A więc quasi-państwo?

Miesiąc temu Rada Bezpieczeństwa ONZ opowiedziała się za polityką zaprzestania finansowania Państwa Islamskiego działającego na terytorium Iraku i Syrii. Zabroniła też kupowania starożytności pochodzących z ogarniętej wojną Syrii, a także zagroziła sankcjami państwom i podmiotom w przypadku kupowania ropy naftowej od dżihadystów z Państwa Islamskiego i Frontu al-Nusra.

Owe wezwanie, chociaż przyjęte z entuzjazmem przez media, pokazuje że nieprzejrzystość polityk wokół Państwa Islamskiego jest ich cechą podstawową. Przyjrzyjmy się dalszej części apelu: Rada Bezpieczeństwa ONZ zaapelowała o zaprzestanie płacenia islamistom okupów za porywanych ludzi. Rezolucja została zgłoszona przez Rosję, natomiast jej przyjęcie było jednomyślne. Założenia rezolucji są wiążące i pozwalają Radzie Bezpieczeństwa ONZ na nakładanie sankcji na podmioty prawa międzynarodowego, które łamią jej zapisy. Dokument nie przewiduje jednak możliwości użycia siły wojskowej wobec tych, którzy będą handlować z dżihadystami.

W tekście rezolucji podkreślono, że Państwo Islamskie „generuje zyski angażując się zarówno bezpośrednio jak i pośrednio w grabież i przemyt przedmiotów będących dziedzictwem kultury, dzięki czemu może finansować rekrutację i wzmacniać działalność operacyjną i prowadzić ataki terrorystyczne”.

Ambasador USA przy ONZ Samantha Power, komentując przyjęcie rezolucji, wyraziła niezadowolenie ze stanowiska Rady Bezpieczeństwa ONZ, która jej zdaniem – „powinna była wykazać się podobną determinacją wcześniej, kiedy trwały wysiłki na rzecz zakończenia wojny w Syrii”. Dodała, że ten trwający cztery lata konflikt doprowadził do „powstania potęgi Państwa Islamskiego”. Power ma dużo racji, chociaż można by przy tej okazji wspomnieć o tragicznej w skutkach interwencji USA w Iraku w 2003, i infantylnej polityce europejskiej w czasie arabskiej wiosny.

Media karmią okrucieństwem, do którego się przyzwyczajamy. Czy pamiętamy jeszcze o spalonym w klatce jordańskim pilocie, zamordowanych nad brzegiem morza Koptach, bezustannych mordach popełnianych na szyitach. Bezprecedensowe okrucieństwo powoduje, że przywódcy państw protestują, zbierają się na marszach (jak po wydarzeniach w redakcji „Charlie Hebdo”), ale dla opinii publicznej te piarowskie zabiegi są rodem z cyrku, bo niejasna jest polityka Stanów Zjednoczonych, Europy i wszystkich podmiotów, zaangażowanych w konflikt, jak Iran, Turcja czy Arabia Saudyjska. Wspomnijmy o Rosji i Chinach, które są również graczami na tej scenie.

Być może okrucieństwo IS jest okrucieństwem systemowym, które wielu podmiotom i instytucjom się opłaca. Dzięki niemu płynie rzeka saudyjskich pieniędzy i transporty wojskowego sprzętu z różnych stron świata.

Co przegapiliśmy

Początki Państwa Islamskiego sięgają ataku Al-Kaidy Osamy Bin-Ladena na WTC 11 września 2001 roku. Dzisiaj możemy mieć duże wątpliwości, co do założeń wojny z terrorem, którą rozpoczęły po „September Eleven” Stany Zjednoczone pod przwództwem prezydenta George’a Busha. Waszyngton dał bowiem wyraźny sygnał, że wojna się będzie toczyć bez konfrontacji z sojusznikami Stanów Zjednoczonych: Arabią Saudyjską i Pakistanem.

Tymczasem wszystkie dokumenty, które dochodziły do Białego Domu podkreślały rolę Arabii Saudyjskiej w finansowaniu Al-Kaidy. Nie chodziło tylko o pieniądze, ale też o propagowanie wahhabizmu, XVIII-wiecznej odmiany islamu, która narzuca prawo szariatu i uznaje szyitów i wyznawców sufizmu za niewiernych, równych chrześcijanom i żydom. Patrick Cockburn w swojej książce „Państwo Islamskie” cytuje Richarda Holbrooke’a, specjalnego wysłannika amerykańskiego rządu do Afranistanu i Pakistanu, który mówiąc z kolei o istotnym wpływie Pakistanu na talibów, zauważył: „Być może walczymy z niewłaściwym przeciwnikiem w niewłaściwym kraju”.

Państwo Islamskie było odnogą Al-Kaidy, by po kilku zmianach nazw i przywódców (kolejno Al-Zarkawi jak i Raszid al-Baghdadi zostali zlikwidowani) działać niezależnie od momentu wycofywania wojsk amerykańskich z Iraku w 2006 roku.

Wojna w Syrii wpłynęła na rozwój tej wyjątkowo okrutnej organizacji, która sprzymierzyła się z syryjską Al-Kaidą i An-Nusrą. Rzecz jasna, w zgodzie z wahhabizmem, zaatakowała społeczności innych wyznań (w tym szyitów) i Wolną Armię Syrii, kierowaną przez byłych oficerów armii, walczącą z reżimem prezydenta Assada. Eskalacja wojny nastąpiła 11 lipca 2013 roku, gdy ISIS zamordowało członka Najwyższej Rady Wojskowej Wolnej Armii Syrii – Kamala al-Hammamiego. Na północy Syrii organizacja terrorystyczna rozpoczęła walkę z Kurdami, a potem podjęła systematyczną eksterminację chrześcijan, alawitów, szyitów, oraz Kurdów. Nadal walczy przeciw nim słabnąca Wolna Armia Syrii i sunnicki Front Islamski. Na początku 2014 roku od działalności ISIS odcięli się byli sojusznicy Dżabhat an-Nusra oraz Al-Kaida. To nie osłabiło ISIS, który w Iraku zdobył Mosul i Tikrit. 29 czerwca 2014 roku ogłoszono powstanie kalifatu Państwa Islamskiego, na czele którego stanął Abu Bakr al-Baghdadi, który według ISIS stał się przywódcą muzułmanów całego świata.

Trudno oszacować, ilu dżihadystów należy do tej organizacji. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka oceniało liczbę bojowników na 50 tysięcy i 6000 świeżych rekrutów (w tym 1000 cudzoziemców). Szacunki CIA w wrześniu 2014 był mówiły o możliwości zmobilizowania od 20 do 32 tysięcy ludzi w Syrii i Iraku, podczas gdy wcześniejsze szacunki amerykańskie operowały liczbą około 10 aktywnych zwolenników pod bronią.

Paweł Badzio

Druga część tekstu Pawła Badzio czytaj tutaj:

ISIS, czyli menedżerowie biznesu terroru, zbrodni i grabieży (2)

Komentarze