Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

„Polska potrzebuje nawet 5 mln imigrantów. Ukraińcy to szansa dla naszej gospodarki”

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • 17 maja 2016
  • 15:25
  • 27
  • Tagi: biznes Cezary Kaźmierczak gospodarka imigracja rynek pracy Ukraina
  • Powiększ tekst

Czy pracownicy z Ukrainy ocalą polską demografię i gospodarkę? Na razie wypełniają nisze, które zostały po polskiej emigracji – mówi prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Cezary Kaźmierczak.

Arkady Saulski: Według danych ukraińskiego ośrodka badawczego dwie trzecie Ukraińców w wieku od 14 do 35 roku życia chce opuścić kraj w celach zarobkowych. Znacząca większość jako główny cel podróży wskazuje Polskę. W Polsce już wydano 800 tys. zezwoleń na pracę dla obywateli Ukrainy. Jak kolejna fala migracji od naszego wschodniego sąsiada zmieni sytuację na polskim rynku pracy?

Cezary Kaźmierczak: Przede wszystkim te dane są tragiczne dla Ukrainy. Jeżeli chodzi o Polskę, mamy tu do czynienia z dwiema kwestiami. Pierwsza to demografia. Jeżeli w Polsce nie zacznie rodzić się więcej dzieci i zmieni się sytuacja demograficzna, to aby utrzymać dotychczasowy poziom usług publicznych (emerytury, opieka zdrowotna, jakość straży pożarnej, policji etc.), należy sprowadzić 5 milionów imigrantów. Obecna sytuacja na Ukrainie jest pewnym wyjątkowym "okienkiem", które będzie trwało krótko, ale to szansa dla Polski.

CZYTAJ TEŻ: Polska przyjmie kolejnych imigrantów zarobkowych z Ukrainy? W naszym kraju pracuje już 800 tys. Ukraińców.

Należy zwrócić uwagę na okoliczności - Europa Zachodnia importuje imigrantów praktycznie od lat 50-tych. Związane było to jednak z gigantycznymi kosztami dla tamtejszych gospodarek. Imigrantów należało asymilować, uczyć języków, dawać im mieszkanie, co doprowadziło patologii, takich jak choćby fakt, iż średnio 61 proc. imigrantów z Syrii jedynie pobiera zasiłki socjalne i nie podejmuje pracy.

Jeżeli chodzi o Ukraińców, sytuacja jest inna. Mają takie same wskaźniki u nas, jak Polacy przebywający na Zachodzie - wszyscy pracują. Nie trzeba pokrywać za nich kosztów mieszkania, utrzymania, nauki zawodu i języka. Oni sami zarabiają na swoje potrzeby.

Mamy obecnie deficyt w dwóch grupach pracowników. Pierwsza to pracownicy nisko wykwalifikowani. To gigantyczny problem dla polskich przedsiębiorstw. Tymczasem większość, bo 70-80 proc., pozwoleń na pracę dla Ukraińców jest wydawana właśnie dla pracowników nisko wykwalifikowanych, konkretnie dla "robotnika rolnego". Drugą grupą są specjaliści - tutaj także mamy problem z pracownikami.

Tutaj także potrzebujemy wsparcia Ukraińców? Jako pracowników specjalistycznych?

W tym segmencie dochodzi już do kuriozalnych sytuacji. Specjalistów brakuje. Znam przypadki przeprowadzania do Polski całych firm z Ukrainy.

A wspomniane rolnictwo?

Olbrzymią częścią konkurencyjności polskiego rolnictwa są Ukraińcy - 600 tys. Ukraińców pracujących w tym segmencie pomaga budować siłę branży.

Pojawia się jednak argument przeciwko pomysłom sprowadzania nowych pracowników z Ukrainy lub legalizacji pobytu tych, którzy są w Polsce, ale pracują bez zezwoleń. Przeciwnicy takich pomysłów twierdzą, że jest to szkodliwe, ponieważ sprawi, iż przez migrację Ukraińców nie wrócą do Polski nasi emigranci, Polacy, którzy za chlebem wyjechali na Zachód.

To kompletna bzdura i absurd. Niezależnie od pieniędzy, nikt z tych Polaków, którzy wyjechali, nie widzi swojej przyszłości jako pracownik fizyczny na roli albo pomocnik robotnika.

Z Polski ludzie uciekają z dwóch powodów. Pierwszy to drastyczne, jedno z najwyższych w Europie, opodatkowanie najniższych wynagrodzeń. Młody człowiek stawiający pierwsze kroki na rynku pracy, który zarobi, dajmy na to, 60 tys. złotych rocznie, musi zwrócić połowę. W Wielkiej Brytanii z kolei nie zabiorą mu z tej kwoty nic. Dlaczego? Słowa klucze to "kwota wolna od podatku". A jeśli prowadzi własną działalność, to tamtejszy odpowiednik ZUS pobierze kilka funtów, natomiast w Polsce ZUS zgarnie tysiąc sto złotych.

Druga przyczyna to ustawa o ochronie lokatorów, która skutkuje tym, że nie ma konkurencji na rynku wynajmu mieszkań. To płytki rynek i dlatego mieszkania są znacznie tańsze i bardziej dostępne w Londynie czy Glasgow. Emigracja to przede wszystkim emigracja z małych miast. Młody człowiek nie myśli o tym w kategorii wyboru między Polską a Anglią, tylko myśli o wyborze między Warszawą, Poznaniem, Wrocławiem, Hamburgiem, Brukselą czy Amsterdamem. Porównuje zarobki i koszty utrzymania.

Mieszkania w Polsce są relatywnie droższe, a wynagrodzenia wysoko opodatkowane - młody człowiek analizuje to i ucieka z Polski. Toteż jeżeli nie nastąpią zmiany, oni tutaj nie wrócą.

Jakie działania powinien podjąć rząd w stosunku do rynku pracy, demografii i napływu pracowników z Ukrainy, by nie doszło do negatywnych zmian w naszej gospodarce?

Polska przede wszystkim należy działać wielotorowo. Po pierwsze, przywrócić wolność i odblokować gospodarkę. Sprawić, aby nasi emigranci chcieli wracać i stawać się przedsiębiorcami w Polsce. To ich powinniśmy dla Polski odzyskać.

Druga kwestia to programy demograficzne takie jak "500 plus" czy inne rozwiązania. Należy dążyć do tego, by Polki chciały mieć dzieci. Trzecia sprawa to przyjmowanie imigrantów z Ukrainy.

Wreszcie czwarta sprawa - bardzo ważna z moralnego punktu widzenia, ale gospodarczo niezauważalna - powrót Polaków ze Wschodu. To skromny odsetek, niewidoczny ekonomicznie, ale istotny z moralnego punktu widzenia.

Musimy korzystać z różnych strumieni, aby nie doprowadzić do katastrofy demograficznej. Demografia stała się w ostatnich latach elementem konkurencji między państwami. Widzieli to Niemcy, choć w ich przypadku próba tej demograficznej konkurencji doprowadziła do tragicznych skutków. Ale przecież kryzys imigracyjny, który wywołali, pierwotnie został przecież spowodowany ich sytuacją demograficzną.

Komentarze