Informacje

fot. Pexels.com
fot. Pexels.com

Kosmiczne konsorcjum: polscy inżynierowie należą do najlepszych na świecie

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • 28 czerwca 2016
  • 16:42
  • 0
  • Tagi: biznes gospodarka kosmos nauka technologia
  • Powiększ tekst

Temat kosmicznych technologii produkowanych przez polskich konstruktorów jest ostatnio poruszany coraz częściej. Wsparciem dla idei mają być zagraniczne firmy, posiadające już doświadczenie i technologie. O tym jaki może być polski wkład w rozwój technologii kosmicznych i w jaki sposób z trudnymi problemami radzą sobie polscy inżynierowie mówi w wywiadzie dla wGospodarce.pl Andrzej Banasiak - general manager Thales Alenia Space Polska.

Arkady Saulski: Jakie technologie realizuje obecnie Thales Alenia Space?

Andrzej Banasiak: Jesteśmy wiodącym integratorem systemów kosmicznych w Europie, specjalistami w zakresie systemów satelitarnych – obserwacyjnych, nawigacyjnych, czy telekomunikacyjnych. Z drugiej strony jesteśmy również dostawcą systemów do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – ponad połowa stacji kosmicznej jest wykonana właśnie przez Thales Alenia Space.

Na tym jednak nie koniec. Naszą specjalnością są misje eksplorujące głęboki kosmos. Przykładem takiego działania Thales niech będzie nasza misja „ExoMars”, której jednym z celów jest badanie powierzchni planety Marsa pod kątem poszukiwań wody i życia. Jesteśmy głównym integratorem tego programu. Podsumowując, bierzemy udział we wszelkich możliwych projektach w sektorze kosmicznym – począwszy od sektora naziemnego, a skończywszy na budowie satelitów. Wraz z siostrzaną firmą Telespazio tworzymy grupę „Space Alliance”, dostarczając kompletne rozwiązania w sektorze kosmicznym dla klientów rządowych, wojskowych oraz cywilnych.

Pytam nie bez przyczyny – wejście przez jakąkolwiek firmę w obszar technologii kosmicznych jest niezwykle ryzykowne. Technologie kosmiczne są przecież drogie w projektowaniu i produkcji. A ewentualny zysk jest bardzo odległy w czasie, co odstrasza ewentualnych inwestorów.

Francja, skąd pochodzi Thales, weszła w przemysł kosmiczny z bardzo konkretnych przyczyn. Na początek małe wyjaśnienie – nasza firma została utworzona z pomniejszych firm, których część była inwestycjami rządowymi. Jednym z elementów rozwoju sektora kosmicznego był program wojskowy związany z ambicjami Francji, aby stać się mocarstwem atomowym i uzyskać dostęp do broni jądrowej. A to wiąże się z zapotrzebowaniem na bardzo specjalistyczne satelitarne systemy planowania i rozpoznania.

A więc przede wszystkim zastosowanie wojskowe?

Zastosowania wojskowe na pewno były impulsem do rozwoju tego obszaru naszych działań. W Polsce jest tak samo – mamy dokładnie sprecyzowane potrzeby sektora wojskowego, a za tym idzie decyzja rządowa oraz finansowanie publiczne. W konsekwencji daje to impuls dla rozwoju przemysłu – albo lotniczego, albo wojskowego, a z czasem również sektora kosmicznego. To długi proces, który wymaga wiele cierpliwości, prób i mierzenia się z własnymi błędami. Francji rozwój przemysłu kosmicznego zajął kilkadziesiąt lat. Na końcu dochodzimy do momentu tworzenia technologii – na tyle zaawansowanej, że możemy tworzyć przy jej implementacji miejsca pracy dla bardzo wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Po drugie możemy tworzyć technologię, która będzie miała zastosowanie w innych sektorach gospodarki.

W takim razie pomówmy o konkretnych rozwiązaniach, na przykład o Stratobusie, czyli "balonie" działającym na sporych wysokościach i będącym czymś pośrednim pomiędzy dronem a satelitą. Skąd tego rodzaju pomysł?

Jak zapewne pan zauważył Stratobus ma spore podobieństwo wizualne do sterowców z początku XX wieku. Nasza technologia jest w pewnym sensie odświeżeniem tamtej, z dodatkiem wysokich technologicznie materiałów, czy nowoczesnym projektowaniem systemowym. To element pośredni między bezzałogowymi samolotami a satelitami. To co oferuje ta technologia, to stabilne miejsce obserwacyjne nad krytycznym fragmentem obszaru naziemnego, która może służyć na przykład do ciągłego obserwowania wybrzeża, granic państw, czy też infrastruktury krytycznej. Stratobus będzie znajdywać się na wysokości 20 000 km, gdzie siła wiatru nie jest duża, a co za tym idzie będzie można zdalnie stabilizować położenie platformy. Stratobus pozwoli uzyskiwać znakomite rezultaty za zaledwie ułamek ceny pełnego systemu satelitarnego.

To tańsza technologia niż satelity?

Oczywiście. Koszt Stratobusa to mniej niż jedna dziesiąta ceny satelity. Dodatkowo, co jest bardzo ważne przy produkcji Stratobusa, oferujemy możliwość współpracy partnerskiej z polskim przemysłem, np. przy integracji sensorów. Możemy też integrować cały system i stworzyć jednolitą platformę obserwacyjną dla zastosowań ogólnokrajowych.

Jakie byłoby zastosowanie takiej konstrukcji? Cywilne? Wojskowe? Może monitoring stanu obszaru dotkniętego klęską żywiołową?

Naturalnym odbiorcą jest sektor rządowy lub obronny, który wymaga szybkiej analizy sytuacyjnej danej przestrzeni w czasie rzeczywistym, na danym obszarze, gdzie wystąpiła klęska żywiołowa. Takie urządzenie może też chronić wszystkie elementy infrastruktury krytycznej – wojskowej lub cywilnej – dwadzieścia cztery godziny na dobę, 365 dni w roku.

To technologia wielokrotnego użytku?

Tak. Różnica polega na tym, że satelita, która na stałe znajduje się na orbicie, wykonuje jedynie zadania określone w fazie projektowej. Stratobus z kolei może być wielokrotnie sprowadzany na Ziemię, a co za tym idzie możemy za każdym razem wyznaczyć mu nowe zadania.

A więc jest to technologia przydatna np. Straży Granicznej?

Tak – widzimy, kto przechodzi przez granicę, jak się porusza, możemy obserwować też pewne tereny poza granicą państwa. Jest to kwestia zainstalowanych sensorów.

W takim razie wróćmy do przemysłu. Plan Morawieckiego zakłada wsparcie dla tworzenia i rozwoju wysokich technologii w Polsce. Na Pomorzu z kolei głośny jest temat "Doliny Krzemowej" dla technologii kosmicznych. Widzicie tu dla siebie okazję? Potencjał?

To dwa aspekty. Pierwszy to budowa potencjału polskiego przemysłu. Mamy jasną strategię tego, co chcemy zrobić. Celem jest budowanie partnerskich relacji i łańcucha dostaw po to, aby za kilka lat polskie firmy były na tyle silne, że same staną się dostawcami technologii. Włączenie się w istniejące programy to pierwszy etap, drugi to budowanie potencjału dla Polski. A co do planów na "polskie Canaveral" to jest zapotrzebowanie na technologię wynoszenia małych satelitów. Oczywiście sporną jest kwestia, czy polski kosmodrom ma powstać na Pomorzu, w innym regionie Polski, czy może nawet poza Polską. Wszystko jest jednak do rozważenia.

Sporo mówimy o współpracy z polskimi uczonymi, inżynierami. Pan sam jest Polakiem. Jak ocenia Pan więc współpracę z polskimi specjalistami?

Ta współpraca dla Thales Alenia Space i grupy Thales jest niezwykle kluczowa. Kadra Thales w naszym kraju to w stu procentach Polacy. Polscy inżynierowie są nastawieni na innowacyjność. Opracowują niestandardowe rozwiązania, często bardzo trudnych problemów. To czego nam niestety brakuje w kraju, to doświadczenie w uczestniczeniu w dużych zaawansowanych technologicznie programach kosmicznych. Na tym polu Thales Alenia Space służy wiedzą i doświadczeniem. Wspieramy polskich inżynierów, czy też utalentowanych studentów, oferując im pracę oraz stypendia i staże w naszej firmie.

Wielu specjalistów opuszcza jednak nasz kraj.

Tym bym się nie martwił. Jednym z filarów naszej strategii w Polsce jest zatrudnianie wysoko wykwalifikowanych polskich inżynierów, bez względu na to, czy pracują w Polsce, czy też poza jej granicami. W pierwszej kolejności zawsze zwracamy się z ofertą pracy do naszych rodaków. Polscy specjaliści mają ugruntowaną pozycję, należą do najlepszych na świecie, a naszym celem jest ich pozyskanie, po to, aby tu w Polsce budować i rozwijać kompetencje polskiego przemysłu kosmicznego.

Skąd w takim razie u Polaków ten talent do wyszukiwania, jak sam Pan wspomniał, innowacyjnych, nietypowych rozwiązań dla trudnych problemów? To zasługa polskiego systemu edukacji, czy jakaś immanentnie polska cecha?

To jest immanentnie polska cecha, związana z tym, że w trakcie naszej wielowiekowej historii znajdowaliśmy się w bardzo ciężkich sytuacjach, radząc sobie z ograniczonymi zasobami. Nasz system edukacyjny wspiera rozwój, jednak potencjał Polaków związany jest w głównej mierze z naszymi doświadczeniami narodowymi, także tymi uzyskanymi w trakcie ostatnich 30 lat transformacji gospodarki kraju.

Komentarze