Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Polska cyfrowa już nie jest sierotą

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 5 września 2016
  • 17:45
  • 0
  • Tagi: biznes cyfryzacja gospodarka internet Orange Polska technologia
  • Powiększ tekst

Tempo cyfryzacji polskiego państwa pozostawia wiele do życzenia. W Europie zajmujemy pod tym względem odległe, 25. miejsce. Jeśli mamy zacząć nadrabiać stracony dystans, to teraz

Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska, ocenia, że sprawa jest prosta: „Wszystko zaczyna się od infrastruktury. Właściwie początek cyfrowej rewolucji to czas eksplozji projektów jej rozbudowywania, zarówno w sektorze komercyjnym, jak i w strategii państw. Doszliśmy do etapu, w którym aktywności państw i te podejmowane przez sektor prywatny wzajemnie się uzupełniają. Państwo i Unia Europejska coraz częściej dofinansowują inicjatywy komplementarne do tych, które podejmują przedsiębiorcy. Wszystko zaczyna się od infrastruktury, bo to ona umożliwia ludziom komunikację, stanowi wrota do cyfrowego świata i daje krajom przewagę gospodarczą. Dlatego w ostatnim czasie fundamentalne dla rozwoju cyfryzacji w Polsce były dwie rzeczy. Pierwsza to rozdysponowanie na aukcji częstotliwości LTE. Dzięki nim niemal cały kraj będzie w zasięgu szybkiego, mobilnego internetu. Drugą - stanowiąca idealne połączenie - jest budowa sieci światłowodów”.

I Orange Polska, idąc tym śladem, zainwestuje do 2018 roku w Polsce nawet 2,2 mld złotych w ambitny program budowy sieci światłowodowej, zdolnej dostarczać internet według najwyższych standardów szybkości i wydajności. Oznacza to, że co czwarte gospodarstwo domowe będzie w zasięgu światłowodu. Prócz tego szybki, mobilny internet 4G będzie dostępny na niemal 100 procentach powierzchni kraju. Dzięki temu Polacy będą mieli do dyspozycji praktycznie nielimitowany technologicznie dostęp do świata cyfrowego i...

No właśnie, jeśli nie dokona się jakiś przełom, na tle aktywnych działań prywatnego operatora tym bardziej rzucać się będą w oczy umiarkowane, a na pewno pozostające w dysproporcji do poniesionych nakładów rezultaty, jakie osiągnęło państwo w dziedzinie cyfryzacji kraju, a zwłaszcza cyfrowych usług publicznych.

Przez lata wydano już potężne kwoty, m.in. na budowę systemów informatycznych w administracji publicznej. Zbudowano systemy potrzebne i za umiarkowaną cenę, jak Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej, formy cyfrowej doczekały się rejestry sądowe – z dobrym skutkiem, księgi wieczyste też są w formie cyfrowej. Ale jednocześnie wielkie pieniądze poszły na programy PL.ID i integrację rejestrów państwowych, rejestrów stanu cywilnego. Te przedsięwzięcia nie tylko nie zostały zrealizowane, lecz jeszcze przed uruchomieniem muszą być poważnie zmodernizowane, bo technologia przez kilka lat nie stała w miejscu i wymagania użytkowników systemu też zostały zmodyfikowane.

Jednak newralgicznym projektem cyfrowym, ze względu na wrażliwość materii i potrzeb obywateli, jest informatyzacja służby zdrowia. Realizacja Programu Informatyzacji Ochrony Zdrowia to jeden z największych obecnie projektów informatycznych w skali nie tylko Polski, lecz i Europy. To projekt nie tylko ogromny, lecz także bardzo wymagający, bo system ma dokonywać około 1,1 mld cyfrowych operacji na wrażliwych danych. Dotychczas na realizację Platformy P1 „Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych” przeznaczono ok. 486 mln zł. Budowa systemu informatycznego ochrony zdrowia, realizowana od 2008 r. w ramach „Programu Informatyzacji Ochrony Zdrowia” jest finansowana z budżetu UE – wsparcie w ramach II osi priorytetowej „Administracja i Otwarty Rząd” ma wynieść niemal 950 mln euro. Jej stopień zaawansowania jest jednak taki, że kierownictwo Ministerstwa Zdrowia postanowiło „wygasić program”, aby możliwe było zachowanie pieniędzy, jakie dostaliśmy z UE, i skorzystanie z tej częściowej i niedoskonałej pracy, która została wykonana. Powołane specjalnie Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia (CSIOZ) ma teraz w ramach opracowanego wspólnie z resortem zdrowia planu naprawczego dokończyć przedsięwzięcie. Rozstrzygnięto ostatnio, wygrany przez ATM, przetarg na usługi łączy dostępowych oraz usługi kolokacji infrastruktury techniczno-systemowej w ramach zapewnienia trwałości projektów prowadzonych przez CSIOZ (Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia), ale do dokończenia projektu droga jeszcze daleka.

Mamy gospodarza

Gdzie tkwi źródło problemu z cyfryzacją administracji? Jak widać, pieniądze same z siebie problemu nie rozwiązują. Diagnoza może być bardzo długa, ale zawęźmy ją do jednej konstatacji: techniki cyfrowe, a na nich opiera się cyfryzacja, wymagają jasno określonych, egzekwowanych i przestrzeganych reguł i procedur, co idzie w poprzek wieloletnim nawykom i pokusie uznaniowości w pracy urzędnika. Wbudowanie automatycznych mechanizmów elektronicznych w pragmatykę administracji państwowej, zastąpienie nimi ręcznego sterowania we wszystkich sytuacjach, w których można zastąpić decyzję urzędnika… Potrzeba mocnej mieszanki wiedzy, determinacji i uporu, by takie zmiany skutecznie przeforsować. Pieniądze przecież były, ale zabrakło pomysłu i kompetencji, a grube miliony rozpływały się bez uzyskania jakościowego skoku. Paradoksalnie dziś to jest źródło nadziei na przyszłość. Resort cyfryzacji objęła bowiem osoba, której kompetencje i charakter dają rękojmię na uporządkowanie sytuacji i skuteczny pościg za cyfrowo zaawansowanymi społeczeństwami.

Sterowanie procesem

Podstawą strategiczną tego „pościgu” jest rządowy program Polska cyfrowa. Mówi on o trzech kierunkach działania:

  • umożliwieniu każdemu dostępu do szybkiego internetu,

  • rozwijaniu dostępnych w sieci usług (e-usługi) i innych zasobów,

  • rozwijaniu kompetencji cyfrowych obywateli.

– Dobrą nowiną w procesie modernizacji cyfrowej administracji jest podjęta przez Ministerstwo Cyfryzacji próba zmiany sposobu podejścia do zarządzania tym procesem – ocenia Wiesław Paluszyński, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Jego zdaniem należy kibicować podjętej przez minister Streżyńską i jej zespół próbie horyzontalnego podejścia do tego procesu, powiązanej z informatyzacją zmodernizowanych procesów administracji, a nie przenoszeniem w świat wirtualny papierowej rzeczywistości.

Warto wyakcentować z tych uwag następującą: wreszcie, tak jak w innych przypadkach udanych wdrożeń informatycznych, mamy „właściciela” tego procesu w skali rządu, jest nim minister Streżyńska i jej resort. Co najważniejsze, pani minister czuje się zarządcą tego procesu! – i to samo w sobie jest gwarancją sukcesu, tego, że Polska cyfrowa przestała być sierotą na salonach władzy.

Jeszcze raz oddajmy głos ekspertowi z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji: – Mamy próbę „twardego” zarządzania strumieniem finansowania w celu maksymalizacji efektów dla usprawnienia funkcji administracji i skutecznego obsługiwania obywateli. Mamy dobrą współpracę horyzontalną z innymi ministerstwami, w tym z Ministerstwem Rozwoju trzymającym unijną kasę. Mamy też próbę otwartego dialogu z biznesem i zewnętrznymi ekspertami. Dialogu transparentnego i partnerskiego. Jako przykład może tu posłużyć podjęty wspólnie wysiłek unowocześnienia obszaru elektronicznej identyfikacji i usług zaufania. Miejmy nadzieję, że to oznacza koniec ociągania się struktur administracji z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji w sferze informatyzacji i koniec swoistej „gry na czas”. Bo to jest praprzyczyna, z powodu której pomimo wpompowanych w projekty informatyczne miliardów jesteśmy prawie w punkcie wyjścia na własnym podwórku i w ogonie państw UE, z którymi startowaliśmy razem.

Nie chodzi też o samo miejsce w rankingach, ale konkretne, mierzalne skutki w postaci zwiększenia kompetencji po stronie administracji zamawiającej i korzystającej z informatyki oraz umożliwienie sektorowi komercyjnemu dostarczania rozwiązań potrzebnych, nowoczesnych, na rzetelnych warunkach biznesowych. O tym, że to jest możliwe, świadczy tempo i sposób zbudowania usług informatycznych dla programu Rodzina 500+, będące efektem bliskiej współpracy sektora komercyjnego z administracją. Oczywiście cyfryzacja też na swój sposób „dzieje się sama” jako efekt postępu technologicznego na świecie, który wymusza zmiany nawet najbardziej konserwatywnych struktur. Internet, smartfony, elektroniczna poczta i inne komunikatory jasno pokazują, że zmiany w zakresie komunikowania się i biznesu są nie tylko możliwe, lecz i opłacalne. O ile relacje ludzi i przedsiębiorstw bez problemu przeniosły się do świata wirtualnego i tam się dalej rozwijają, o tyle państwo, trzymając się kurczowo papieru i „głębokich szuflad”, zdaje się nie rozumieć, że jest to też sposób na obniżenie kosztów jego funkcjonowania.

Elektroniczna bankowość, zakupy w sklepie internetowym i korzystanie z platform społecznościowych to już codzienność. Poza administracją szeroko rozumiana cyfryzacja połączyła życie prywatne z pracą zawodową. Z czasem, na zasadzie wymuszenia, również relacje obywatela z państwem i jego instytucjami, bez względu na trudności, przybiorą tę formę. Dlaczego więc zamiast uzyskać „przewagę konkurencyjną” (mechanizm taki sam jak w biznesie), wolimy pogoń za czołówką?

Złudna dynamika

W technologiach cyfrowych drzemie ogromny potencjał, który można odblokować z korzyścią dla obywateli i przedsiębiorstw. Od zakupów czy nauki on-line po płacenie rachunków lub korzystanie z usług publicznych przez internet – przy odpowiednich warunkach sieć jest odpowiedzią na wiele potrzeb. Cyfryzacja jest niezbędna do usprawnienia kontaktów obywateli z urzędami, a na razie tylko co drugi urząd w Polsce udostępnia e-usługi. Tymczasem w 75 proc. polskich domów jest dostęp do internetu, ale regularnie korzysta z niego tylko 63 proc. Polaków.

Poziom cyfryzacji krajów w całej Unii jest różny, jednak miejsce, które zajmuje Polska, jest dalece niesatysfakcjonujące i chyba również nie spełnia naszych oczekiwań. W niektórych krajach cyfrowe usługi publiczne są codziennością, w innych – jak u nas – praktycznie nie istnieją. Na czele są: Dania, Szwecja i Holandia, ale Polska jest szósta… od końca, w towarzystwie Rumunii, Bułgarii i Grecji. Z danych, jakie można uzyskać z różnych raportów, wynika na przykład, że 44 proc. Europejczyków przyznaje się do dokonywania zakupów w internecie. W Polsce ta liczba jest o połowę mniejsza – 22 proc. I jeszcze jeden wskaźnik. Dynamika rozwoju. Tu jesteśmy w pierwszej dziesiątce, na drugiej pozycji. To dobrze? I tak, i nie. Tak, bo nareszcie ruszyliśmy. Nie, bo tak wysokie wskaźniki najlepiej określają informatyczny potencjał Polski. Tylko kraje zacofane mają bardzo wysokie wskaźniki wzrostu (czegokolwiek), bo działa efekt bazy - startują z bardzo niskiego poziomu…

Lech Piesik

Marek Girek

prezes Data Techno Park

Obowiązek prowadzenia przez każdą placówkę medyczną od początku 2018 r. dokumentacji w formie elektronicznej stwarza ogromną szansę na skok cywilizacyjny w sektorze ochrony zdrowia. Potencjał publicznego rynku, który dziś finansowany jest przez NFZ, to prawie 50 mld zł. Potencjał pacjentów to właściwie wszyscy mieszkańcy Polski. Potencjał szpitali to ponad tysiąc placówek publicznych i ogromny rynek niepublicznych usług zdrowotnych. Cyfryzacja placówek pozwoli kreować świadomą politykę zdrowotną oraz lepiej rozdysponowywać pieniądze na poziomie podstawowym, ale także opieki specjalistycznej oraz szpitalnej.

Komentarze