Chorwacja to dla polskiego sektora gazowo-naftowego ważna część Europy. Na wyspie Krk ma powstać terminal LNG, który zamknie klamrą magistralę gazowa Północ-Południe, łączącą nasz terminal w Świnoujściu z Adriatykiem. Na Chorwację spogląda uważnie również Orlen. Od lat na jego celowniku znajduje się spółka paliwowa INA.

Jak na razie z chorwackich zabiegów koncernu z Płocka nic nie wyszło. Swego czasu Orlen twardo walczył o INA z węgierskim MOL-em, ale bitwę przegrał. Potem chciał odkupić udziały od Węgrów, ale obie strony nie doszły do porozumienia (podobno nie dogadały się w sprawie ceny). Może w końcu uda się coś w tej sprawie osiągnąć, bo w INA trwa ostry konflikt między Węgrami a chorwackim rządem, który – jak się okazało tuż przed świętami - chce odkupić od nich udziały. Taką deklarację złożył w Wigilię premier Andrej Plenković.

Do MOL-a należy 49-proc. pakiet, do rządu w Zagrzebiu – 44,8 proc. Reszta jest własnością prywatnych i instytucjonalnych akcjonariuszy. Główni udziałowcy nie potrafią porozumieć się w sprawie zarządzania INA – Chorwatom nie podoba się, że ich firma coraz mniej znaczy w regionie, topnieje liczba należących do niej stacji, a będące jej własnością dwie rafinerie – w Rijece i Sisak – tracą autonomię na rzecz MOL-a.

Węgrzy też mają już dość nieustannych pretensji Zagrzebia, ciągania się z nim po sądach (chorwacki rząd zarzucał MOL-owi korupcję w procesie prywatyzacji, co fatalnie odbiło się na relacjach między udziałowcami) i tworzenie wokół niego nieprzyjaznej atmosfery.

Deklaracja premiera Plenkovića może okazać się przełomem w sporze o INA. Wprawdzie nie wiadomo, skąd Zagrzeb wziąłby pieniądze na spłacenie Węgrów (w grę może wchodzić nawet 1,5-2 mld euro), ale na pewno chce rozwiązać problemy w akcjonariacie. I tu pojawia się Orlen. Według informacji BiznesAlert.pl, Chorwacja liczy na zaangażowanie polskiego koncernu w INA. Orlen to mocny gracz w regionie, jego biznes poza Polską rozwija się również na Litwie i w Czechach, płocka spółka ma swoje stacje w Niemczech. Przez Chorwację mogłaby popłynąć ropa z Bliskiego Wschodu, do czego zresztą Orlen już się przygotował w listopadzie, kiedy należący do niego Unipetrol podpisał z chorwackim Jadranski Naftovod umowę na transport surowca do swoich rafinerii w Kralupach i Litwinowie. INA to ważny dla nas punkt na paliwowej mapie, i jeżeli tylko Chorwaci dopną swego, a Orlen wykorzysta nadarzającą się okazję, polski koncern zyska kolejny przyczółek w Europie.