Informacje

transport samochodowy / autor: Pixabay
transport samochodowy / autor: Pixabay

Polska znowu bije się o przepisy UE o kierowcach

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 3 grudnia 2018
  • 17:00
  • 11
  • Tagi: biznes kierowcy logistyka Ministerstwo Infrastruktury praca prawo transport UE
  • Powiększ tekst

Kraje UE próbują w poniedziałek zbliżyć stanowiska w sprawie propozycji nowych regulacji, zgodnie z którymi kierowcy w transporcie drogowym mają być objęci przepisami o delegowaniu pracowników. Jak mówi minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Polska sprzeciwia się obecnym propozycjom.

W Brukseli trwa spotkanie unijnych ministrów transportu, którzy mają przyjąć stanowisko w sprawie projektu dotyczącego sektora transportu drogowego. Chodzi o określenie czasu jazdy i odpoczynku kierowców, delegowania ich do innych państw, a także o kwestie kabotażu i zakładania firm transportowych. Polskę reprezentuje Adamczyk.

Jak się można było spodziewać, po ponadrocznej debacie stanowiska krajów są bardzo spolaryzowane. Z jednej strony jest +sojusz drogowy+, czyli Niemcy, Francja. Państwa, które tworzą tę grupę, są zdeterminowane, aby wprowadzić przepisy, które niestety nie są do zaakceptowania przez grupę państw, (…) do której należy Polska - wskazał w rozmowie z dziennikarzami.

Dodał, że do grupy państw, w której jest Polska, należą kraje, które stosunkowo niedawno weszły do UE.

Obecnie sprawująca w UE prezydencję Austria zaproponowała podział transportu w nowych regulacjach. Zgodnie z tą propozycją transport „bilateralny”, z kraju siedziby przedsiębiorstwa do innego kraju, nie byłby objęty delegowaniem. Natomiast objęty byłby nim transport pomiędzy państwami, w których siedziby nie ma przedsiębiorstwo transportu drogowego.

Jak powiedział Adamczyk, propozycje złożone przez prezydencję austriacką „w sposób jednoznaczny uderzają w podstawę funkcjonowania firm transportu międzynarodowego, nie tylko w Polsce, ale też na Litwie, w Bułgarii, na Węgrzech, w Rumunii, na Łotwie i w Estonii”.

Nie ma zgody na propozycje dotyczące podziału transportu międzynarodowego na ten objęty delegowaniem i ten nieobjęty delegowaniem. Dzisiaj to wyraźnie powiedzieliśmy - dodał minister.

Adamczyk podkreślił, że nie ma również zgody na to, aby „nakazać powrót samochodu do państwa siedziby przedsiębiorcy”.

To uderza wprost w podstawy funkcjonowania firm transportu międzynarodowego. To są przepisy protekcjonistyczne. Nie mają na celu ochrony interesów kierowców, to nie są przesłanki socjalne, to są przede wszystkim przesłanki protekcjonistyczne, które mają chronić rynek państw państw sojuszu drogowego - wskazał.

Dodał, że dopiero odbyła się pierwsza runda debaty.

W tej pierwszej rundzie jasno i wyraźnie opisaliśmy swoje stanowiska. Wiele państw nie zgadza się na te rozwiązania, podobnie jak Polska. Czekamy na kolejną rundę, na to, co przedstawi prezydencja austriacka, na ile skoryguje swoje propozycje i na ile będą one do przyjęcia. Są jednak pewne warunki brzegowe, których zaakceptować nie możemy i nie jesteśmy w tym odosobnieni - zaznaczył.

Jak powiedział, ten „powrót” samochodów do kraju pochodzenia firmy spowodowałby „wzrost zagrożenia na drogach”.

Często te samochody wracałyby bez ładunku do Polski i do wielu innych państw. (…) Rządy innych państw również negują to rozwiązanie. To pogarsza warunki środowiskowe, bo przecież ma wpływ na to, że określona liczba pojazdów znajdzie się na drogach, bez potrzeby przemierzając setki, czasem tysiące kilometrów - powiedział.

Dodał, że te propozycje uderzają jednak przede wszystkim w plany biznesowe przedsiębiorców, z czego korzystają kraje, które forsują przepisy, jak Francja, Niemcy czy Holandia.

Adamczyk w sprawie nowych regulacji odbył i odbędzie jeszcze w Brukseli szereg spotkań bilateralnych. Zaznaczył, że poszczególne kraje UE są w innej sytuacji, jeśli chodzi o ich międzynarodowy transport drogowy i mają też odmienne oczekiwania wobec nowych przepisów.

Czym innym w szczegółach zainteresowani są Rumuni, czym innym w szczegółach Polacy. Musimy znaleźć konsensus - wskazał.

Minister był pytany też o element propozycji nowych przepisów dotyczących kabotażu.

Absolutnie nie wyrażamy zgody na to, aby kabotaż objęty był karencją. (…)Podobnie jak powrót samochodów, to też nie ma nic wspólnego z kwestiami socjalnymi. Propozycja, żeby samochód, który służy przedsiębiorcy do wykonywania transportu, musiał oczekiwać 10 dni, żeby znów mógł być użyty do pracy, absolutnie nie może znaleźć uznania. To nie jest propozycja do dyskusji. To jest propozycja do wykreślenia. (…) Karencja dla samochodu przecież nic nie ma wspólnego z kierowcą - wskazał.

Wprowadzenie regulacji, zgodnie z którymi kierowcy w transporcie drogowym zostaną objęci przepisami dotyczącymi delegowania pracowników, zaproponowała Komisja Europejska. Na takie rozwiązania naciskały kraje zachodnie.

Nowych regulacji obawia się Polska, która ma największą flotę samochodów transportowych w UE, jak również inne kraje naszego regionu. Właściciele firm transportowych wskazywali na wzrost biurokracji związany z nowymi przepisami i związany z tym wzrost kosztów. To ważna gałąź gospodarki, która tworzy w Polsce dziesiątki tysięcy miejsc pracy.

W Brukseli powstał jednak pomysł, aby firmy te objąć przepisami dotyczącymi pracowników delegowanych. Oznaczałoby to, że po kilku dniach od przekroczenia granicy kierowca podlegałby prawu pracy państwa, w którym przebywa. Byłoby to niekorzystne m.in. dla polskich firm. Na taki kształt przepisów naciskały wcześniej m.in. Francja i kraje Beneluksu. Krytycy wskazują, że jest to przejaw protekcjonizmu gospodarczego krajów zachodnich, które chcą wypchnąć ze swoich rynków bardziej konkurencyjne firmy z Polski i innych państw. Ochrona francuskiego rynku pracy była jednym ze sztandarowych elementów kampanii wyborczej prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

Jeśli w poniedziałek ministrowie krajów UE przyjmą stanowisko w sprawie nowych regulacji, będą mogły rozpocząć się negocjacje z PE nad ostatecznym kształtem nowego prawa.

W Brukseli przegłosowana została wcześniej niekorzystna dla polskich firm dyrektywa o pracownikach delegowanych. Przewoźników z niej wyłączono, aby przepisy dotyczące branży znalazły się w oddzielnym pakiecie, który ma kompleksowo uregulować ten sektor.

Na podst. PAP

Komentarze