Opinie

Field in Odessa oblast, Ukraine Fot. Heulwolf/Wikipedia
Field in Odessa oblast, Ukraine Fot. Heulwolf/Wikipedia

Ile wart jest Kijów?

Paweł Badzio

Paweł Badzio

Dziennikarz "Gazety Bankowej"

  • 14 marca 2014
  • 10:35
  • 5
  • Tagi: Chiny Niemcy polityka Polska Rosja Ukraina
  • Powiększ tekst

Rozmowa z b. wiceministrem finansów w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, Cezarym Mechem

Ile wart jest Kijów?

Nic i wszystko. Tak ponoć powiedział Saladyn o Jerozolimie. Kijów jest dla nas cenny, o ile odsuwa od Polski zagrożenie rosyjskie. Jest zbyt drogi, jeżeli je przybliża, przepoławiając Ukrainę, być może też Białoruś i dodatkowo uzależniając nas od Niemiec. Kijów jest dla nas wart dużo, o ile przesuwa zainteresowanie słabnącej z czasem Rosji na obronę Syberii przed Chinami, nie jest nic wart, jeżeli wzmocni sojusz z nimi, dzieląc się wpływami z Niemcami ponad naszymi głowami. Bezpośrednie znaczenie Kijowa dla polskiej gospodarki jest dzisiaj niewielkie. Nasze obroty handlowe z Ukrainą to ok. 2 proc. wszystkich. Razem niewiele ponad 25 mld złotych. Zapaść na Ukrainie nie spowolniłaby naszej gospodarki więcej niż o pół punktu procentowego. Z punktu widzenia inwestorów Kijów stanowi jednak ryzyko, które wpływa na rynki. Niewątpliwie najsilniej w ów czarny poniedziałek, zostały dotknięte rynki polski i niemiecki, po tym gdy parlament rosyjski jednogłośnie zgodził się na użycie siły na Ukrainie. W Moskwie spadki wyniosły ponad 11 proc. w Polsce o 5,2% jako najbardziej zaangażowanej w konflikt. Niemiecki zareagował spadkiem o ponad 3,4 proc. I co charakterystyczne, ten spadek był dwukrotnie większy niż na innych rynkach. Jeżeli nawet dla części polityków Kijów jest bezcenny, dla ekonomistów jest kosztem - niezbędnych na Ukrainie reform bądź ryzykiem, które może uderzyć w globalne rynki i bezpieczeństwo relacji gospodarczych. Dopiero ten bilans w połączeniu ze skutkami społecznymi oddziaływań gospodarczych służy dobrym decyzjom.

Rynki nie robią tego bilansu?

Robią i dlatego tracker finansowy wyprzedza nasze nastroje które często nie są odbiciem realnej sytuacji lecz aktywności mediów. Już w czasie "pojednawczego" przemówienia Putina we wtorek rynki odrobiły ponad połowę strat i wydaje się, że trendy idą w kierunku stabilizacji. Wyjątkiem jest Raiffeisen Bank, który jest mocno zaangażowany w interesy na wschodzie. Można powiedzieć, że rynki, inaczej niż media - w szczególności polskie - uznają sytuację za względnie stabilną. Mając pewne informacje, nie wierzą w eskalację konfliktu.

To może wierzyć rynkom?

One dzisiaj nie wyceniają, jak tragiczna jest, pod względem gospodarczym, sytuacja naszych sąsiadów, gdyż zrobiły to wcześniej. Przez ostatnie 20 lat skumulowany PKB na Ukrainie wyniósł zaledwie 20 proc., co oznacza że średniorocznie wynosił zdecydowanie mniej niż jeden procent. Przyczyniła się do tego oligarchizacja i permanentny transfer środków zagranicę. Dla inwestorów organizowano konferencje, na których pokazywano bieżącą sytuację pięciu grup oligarchicznych, ich relacje z rządem, z bankiem centralnym, na jakim układzie sił zarabiają, na czym tracą. Ale zawsze każda z nich miała istotną ekspozycję polityczną. Janycyn, premier Ukrainy, powiedział że kasa jest pusta i że ekipa Janukowycza rozkradła co najmniej 20 mld dolarów nie wspominając że w sumie wszyscy oligarchowie wytransferowali środków w skali przekraczającej $100 mld. Ukrainie brakuje kapitału. Z tym był związany brak zasilania i inwestycji w gospodarce ukraińskiej. Jej konkurencyjność, i tak słaba, podtrzymywana jest przez silnie dotowane przez państwo nośniki energii. Państwo kupuje gaz po cenie ośmio/pięciokrotnie wyższej od ceny dostarczanej do odbiorców! Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że 13 miliardów dolarów, których oczekuje Ukraina wystarczy tylko na lewarowanie zadłużenia. 16 proc. długu zapada w tym roku i to odpowiada tym 13 mld dolarów. Poprzednia ekipa dogadała się z Rosjanami i to oni mieli dostarczyć te środki. Teraz musi to zrobić Zachód. Nie są to jednak środki na reformowanie gospodarki. O tym się nie mówi. Przeciętny Kowalski czy Smith jest zadowolony, że USA da miliard dolarów, Bank Światowy być może trzy na pomoc dla zagrożonego państwa. Ale ta pomoc jest niewystarczająca i łącznie z tą od MFW pójdzie głównie na rolowanie długu! Deficyt budżetowy Ukrainy to 10 miliardów dolarów. Dlatego premier Ukrainy mówi o innych krokach, jak choćby redukcja 20 proc. wydatków budżetowych. W ubiegłym tygodniu nie została zapłacona faktura za gaz rosyjski za luty w wysokości w wysokości $440 mln w sumie już 1.9 mld dolarów. Przed referendum na Krymie Rosja nie odetnie dostaw gazu za który Ukraina nie płaci, ale po zaognieniu sytuacji ta sytuacja grozi dalszą eskalacją. Potrzeby Kijowa tak naprawdę to około 50 mld dol.! Dlatego proponowana terapia szokowa podwyżek cen, w połączeniu z redukcją wydatków budżetowych i utratą rynków zbytu jest zabójcza dla ukraińskiego społeczeństwa. Grozi Ukrainie rozpadem wspólnoty narodowej i państwowej w sytuacji gdy jest to społeczeństwo bardzo różnorodne pod względem poczucia narodowego, języka i religii. I dlatego Kijów może być nic nie warty dla Polski gdy Ukraina zamiast się cementować się rozpadnie i jedna jej część będzie prorosyjska a druga proniemiecka.

Co powinna robić Ukraina, co powinniśmy robić my?

Czysto ekonomiczne podejście radzi, by Ukraina nie traciła raptownie swoich rynków na Wschodzie. Ten kraj dzisiaj naprawdę ma niewiele do sprzedania na rynku Unii Europejskiej, a utrata rynku rosyjskiego będzie oznaczała bankructwa zakładów przemysłowych. Należy skłonić grupy oligarchiczne, również te związane z obecnym rządem do retransferu środków na Ukrainę. Wydaje się to trudne, prawie niemożliwe w sytuacji gdy władze w Kijowie opierają się politycznie na tych grupach a i Zachód nie chce tracić kapitałów u siebie zainwestowanych. Należy stopniowo zmniejszać subsydiowanie gospodarki za pomocą nośników energetycznych i dążyć do utrzymania eksportu ukraińskiego do Rosji. Takie rozwiązania ekonomiczne skłaniają ku rozważnym rozwiązaniom politycznym. Sankcje, o ile w ogóle do nich dojdzie, mogą mieć ograniczony wymiar i nie można opierać w oparciu o ich przewidywanie własnej polityki.

Sankcje to inna sprawa. To środek na radykalizujące się działania Kremla. I w pewnych warunkach, wydają się przesądzone.

To się załóżmy, inwestorzy na razie w nie nie wierzą. A nawet gdyby to się stało to czy dla Polski powstanie osi Rosja-Chiny, plus specjalne relacje tego bloku z Niemcami jest korzystne.

Minister finansów Niemiec, Wolfgang Schauble, powiedział, że istnieje „bardzo poważne” ryzyko, że konflikt z Rosją o Ukrainę będzie miał niekorzystny wpływ na europejską gospodarkę. To oznacza, że się pogodził z sankcjami.

Kiedy Schauble mówi, że skutki kryzysu będzie można jednak opanować, daje do zrozumienia, że sankcje nie będą dotkliwe bądź długotrwałe. Przedstawiciele niemieckiej gospodarki obawiają się, że ewentualne sankcje zakłócą kontakty gospodarcze między Niemcami a Rosją, co odbije się negatywnie na kondycji krajowych firm.

Sankcje uderzają w dwie strony powiedziała w poniedziałek niemiecka minister obrony, pani Ursula von Leyen – ale kiedy spojrzymy na liczby okaże się, że 15 proc. rosyjskiego PKB zależy od handlu z Unią Europejską a tylko 1 proc PKB UE zależy od handlu z Rosją.

Ale gdy to mówiła wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel był już po rozmowie z prezydentem Putinem w Moskwie określonej jako „confidetial” którą relacjonował Harriet Torry w Wall Street Journal. Mogła być ona bezpośrednim – nie telefonicznym, który można podsłuchać - przekazem elit niemieckich, w chwili gdy nasze władze oficjalnie uznały „że nie mają o czym z Putinem rozmawiać”. To jaka będzie Ukraina i jak będą wyglądały relacje w układzie Niemcy-Polska-Ukraina-Rosja jest dla naszych interesów kluczowe.

Najważniejsze jest zintegrować Kijów z Europą.

Najważniejsze, by znaleźć odpowiedzieć na pytanie: jak? Kijów z gospodarką w stanie rozpadu, zarzewiem konfliktów społecznych i politycznych, korupcją rozpadnie się na naszych oczach. My zaś powinniśmy działać na cementowanie tego państwa, wywierając jednocześnie silne naciski na Ukrainę, właśnie w imię przyszłej harmonijnej współpracy, aby w procesie edukacji ukazana była prawda o ludobójstwie Polaków na Kresach.

Rozmawiał Paweł Badzio

---------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------

Koniecznie zajrzyj do naszego internetowego sklepu wSklepiku.pl!

Znajdziesz tam mnóstwo ciekawych książek w atrakcyjnych cenach.Zapraszamy!

Komentarze